Art Celebration na ESK: „Poznali prawdę – nie zapomnieli nigdy, że są stąd” [FOTO]

0
Reklama

Kilar, Stańko, Sternheim, Stanisław Lem, Julia Warhol. To właśnie oni – wielcy i wybitni – pokazują, że chociaż Wschód jest słabszy gospodarczo niż Zachód, to jednak wielkimi artystami stoi, którzy zjednoczeni tworzą potęgę.

 

Wschód Kultury Europejski Stadion Kultury w Rzeszowie trwa od 22 do 25 czerwca, już tradycyjnie nie mógł się rozpocząć bez wielkiego artystycznego przedsięwzięcia, którym był Art Celebration, w tym roku pod hasłem „East United”.

Żydowskie dźwięki

Koncert składał się z  trzech części: „Muzyczny Rzeszów”, „Lem. Muzyczne Sfery”   oraz „Mama Warhola”. – Te trzy części się nie łączą? Zaraz okaże się, że wręcz przeciwnie – wszystko ze sobą się łączy – zapewniał Rafał Potocki, dziennikarz Polskiego Radia Rzeszów, który poprowadził cały koncert.

I tym sposobem publiczność, która w czwartek wieczorem zgromadziła się w Filharmonii Podkarpackiej mogła usłyszeć przepiękne utwory pochodzącego z Rzeszowa, a dziś zapomnianego żydowskiego muzyka śpiewaka kompozytora i poety – Nachuma Sternheima.

Ten artysta urodził się przy dzisiejszej ul. Dąbrowskiego 5. Przed pierwszą wojną światową wyjechał do Ameryki i zaczął robić oszałamiająca karierę, również w przemyśle filmowym. Wrócił do Rzeszowa tuż przed II wojną światową. Zginął w getcie w 1943 roku. W swojej twórczości nawiązywał zarówno do motywów tradycyjnej muzyki żydowskiej, jak i muzyki ludowej Rzeszowszczyzny.

– W Rzeszowie został chyba zapomniany, dlatego dziś postanowiliśmy przypomnieć wybitnego artystę, którego piosenki dzieci w żydowskich szkołach uczą się na całym świecie, którego piosenki śpiewa się po hebrajsku, jidysz, angielsku i polsku – mówił Potocki.

Po wspaniałych żydowskich dźwiękach przyszedł czas wspomnieć kolejnego wielkiego artystę, który chociaż urodził się we Lwowie, to jednak w Rzeszowie zrozumiał jaką ścieżką muzyczną chce podążać. Mowa tu oczywiście o Wojciechu Kilarze, wybitnym kompozytorze, twórcy muzyki filmowej, która wypełniła podczas czwartkowego wieczoru przestrzeń filharmonii.

Część „Muzyczny Rzeszów” zakończyły utwory Tomasza Stańki – światowej gwiazdy jazzu, człowieka, z ogromnym dystansem do siebie i całego tego zgiełku.

Jestem z Rzeszowa

Wielkość tych muzyków, których utwory można było usłyszeć podczas czwartkowego Art Celebration podkreślił jeszcze bardziej swoim autorskim utworem Bartosz „Eskaubei” Skubisz, który zarapował  ku chwale wielkich muzycznych rzeszowian.

„Tu [Wojciech Kilar] znalazł prawdę i tu poznał muzykę. Pierwsze dźwięków namiastki zostały z nim całe życie (…).  Małego Tomka Stańkę możemy spotkać na ulicy, kiedy szedł na pierwszą randkę, albo do szkoły poćwiczyć” – rapował Skubisz, który wspomniał również stojącego na ul. 3 Maja „Nalepę z brązu”.

„Poznali prawdę – nie zapomnieli nigdy ze są stąd. (…) [Gdy mnie pytają skąd jestem] zawsze z głową do góry odpowiadam na pytanie: jestem z Rzeszowa” – kontynuował.

„Muzyczny Rzeszów” na scenie Filharmonii Podkarpackiej wykonali: Dominik Wania (fortepian), Tomasz Sowiński (bębny), Miłosz Pękala (perkusjonalia), Zbigniew Jakubek (instrumenty klawiszowe), Tomasz Nowak (trąbka) i Bartłomiej Skubisz (gramofony, rap, elektronika).

Artystom  towarzyszył również kwintet koncertmistrzów Filharmonii Podkarpackiej – Arso Ensemble oraz tenor Jacek Ścibor i pianista Paweł Węgrzyn.

Druga część tegorocznego Art Celebration została poświęcona pisarzowi, który był filantropem, futurystą oraz najczęściej tłumaczonym na obce języki artystą. Mowa tu rzecz jasna o Stanisławie Lemie.

W filharmonii mogliśmy usłyszeć fragmenty jego najbardziej znanej powieści „Solaris”, które były przeplatane klimatyczną muzyką oddającą charakter przeczytanego tekstu.

Za muzyczne pobudzanie wyobraźni w tej części koncertu byli odpowiedzialni Vitold Rek & The Spark.  Program „Lem. Muzyczne sfery” miał swoją światową premierę 30 listopada 2016 roku w Darmstadt podczas festiwalu „Planet Lem”.

Zjednoczony Wschód

Ważnym punktem tegorocznej edycji Art Celebration była koncertowa premiera unikatowej płyty „Mama Warhola” utytułowanego neo folkowego zespołu Tołhaje utworzonego w 2000 roku w Bieszczadach, który ma w swoim składzie muzyków pochodzenia polsko-ukraińskiego.

Podczas czwartkowego koncertu artyści wykonali cztery utwory pieśni, modlitw i błogosławieństwa, która Julia Warhol wysłała ze Stanów Zjednoczonych swojej siostrze mieszkającej w łemkowskiej wsi po drugiej stronie Karpat.

Tołhaje, wykorzystując oryginalne nagranie, które Julia Warhol w formie pocztówki dźwiękowej nagrała z tęsknoty za tym, czego już więcej nie zobaczy, dodali akompaniament zespołu i wokal Marysi Jurczyszyn, co dało piorunujący efekt.

Oprócz dźwięków etno, wydobywających się z cymbałów, liry korbowej i ludowego śpiewu, pojawiły się też elektroniczne i gitarowe brzmienia nawiązujące do nowojorskiego undergroundu i artystycznego świata Andego Warhola, który tak kochał matkę, że nawet już jako wielki artysta nosił robione przez nią swetry z kotem, aby jej nie było przykro.

Całość koncertu dopełniały niesamowite wizualizacje, które doskonale wypisywały się w klimat prezentowanych utworów.

Gdy dochodzimy do końca tegorocznego Art Celebration zauważamy, że wielką jak wielką potęgą artystyczną jest „Zjednoczony Wschód” – ile z niego pochodzi perełek, które wpisują się w wielką kulturalną mapę świata.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama