Zdjęcie: Tech Insider UK

Jedziesz za szybko – droga zrobi ci „psikus” i pod twoim samochodem zapadnie się kilka centymetrów. O co chodzi? O ograniczniki prędkości, które sprawiają, że kierowcy zmuszani są zdjąć nogę z gazu. Czy takie rozwiązanie będzie wprowadzone w Rzeszowie?

Bezpieczeństwo na drogach to temat bliski każdemu, dlatego zawsze warto zastanawiać się nad rozwiązaniami, które spowodują w tym zakresie poprawę. Z takiego założenia wyszedł też Łukasz Dziągwa, wicedyrektor Zarządu Transportu Miejskiego w Rzeszowie. Dziągwa, gdy przeglądał strony internetowe, trafił na ograniczniki prędkości, które stosują w swoim kraju Szwedzi.

– Skandynawowie mają fioła na punkcie bezpieczeństwa i limitów prędkości. Oni bardzo tego pilnują – mówi Łukasz Dziągwa.

– Szwedzi u siebie zastosowali rozwiązanie, które jest połączeniem systemu preselekcji wagowej, który u nas już istnieje, z kamerami, które rejestrują pojazdy przekraczające prędkość. Gdy taki delikwent zostaje „złapany”, wówczas następuje obniżenie terenu, które zmusza kierowcę do ściągnięcia nogi z gazu – wyjaśnia Dziągwa.

Progi są „karą” dla wszystkich

Jego zdaniem takie rozwiązanie jest bezpieczniejsze od tzw. „leżących policjantów”, czyli popularnych progów zwalniających przez które muszą przejechać wszyscy, niezależnie, czy jadą z dopuszczalną prędkością, czy nie.  Co prawda, progi mniejszą krzywdę robią tym, którzy jadą zgodnie z przepisami, ale nie mogą one się też pojawiać wszędzie, np. na drogach, którymi poruszają się autobusy miejskiej komunikacji.

– I wkurzają nas, bo dlaczego mamy być „karani” skoro jedziemy poprawnie? – pyta retorycznie Łukasz Dziągwa. – Ale to takie utrudnienie, które ma spowodować, żeby jeździć prawidłowo. Dlatego szwedzkie rozwiązanie jest o tyle lepsze, iż powoduje, że „karani” są tylko ci kierowcy, którzy przekraczają dozwoloną prędkość – dodaje.

Zarząd Transportu Miejskiego na swoim Facebooku zamieścił film, jak działają ograniczniki prędkości i zapytał internautów, co o nich myślą. „Na których ulicach w Rzeszowie powinniśmy zastosować takie ograniczniki? My typujemy np. Hetmańską!” – proponuje ZTM.

„Jak zostanie wyremontowana, to Sikorskiego” – uważa jeden z internautów. „Dobry typ – zgłosimy Dyrekcji MZD [Miejskiego Zarządu Dróg – red.]” – odpowiedział ZTM.

Ograniczniki w centrum miasta

Ale od razu pojawiają się pytania, czy szwedzkie rozwiązanie można zastosować na drogach, którymi bardzo często jeżdżą karetki pogotowia ratunkowego, radiowozy straży pożarnej, czy policji, by jak najszybciej dotrzeć na czas z pomocą, przekraczając jednocześnie prędkość.

– Jeżeli potrafimy rozpoznać, z jaką prędkością jedzie dane auto, to nie ma problemu, abyśmy mieli bazę samochodów, które są uprzywilejowane. Wówczas system nie będzie na nie reagował. W obecnych czasach rozwoju techniki to żaden problem  – uważa Łukasz Dziągwa.

Gdzie zatem „szwedzki pomysł” miałby w Rzeszowie zostać zrealizowany? – Przede wszystkim centrum miasta, gdzie mamy problem np. z ul. Staroniwską. Od dawna mieszkańcy tego osiedla skarżą się, że kierowcy wjeżdżający do miasta sobie folgują, a to przecież ulica, którą dzieci idą do szkoły. Ona ma raptem dwa pasy jezdni, a są na niej urządzane wyścigi – twierdzi wicedyrektor ZTM.

Inne typowane ulice to np. wspomniana Hetmańska, Dąbrowskiego, Sikorskiego, czy Rejtana. – Nie mam rozdwojenia jaźni. Jestem zastępcą dyrektora ZTM, ale przede wszystkim mieszkańcem Rzeszowa i dlatego jestem za tym, aby podejmować wszystkie możliwe kroki, by ruch w naszym miejsce uspokoić, bo centrum miasta to nie autostrada – tłumaczy Dziągwa.

Dodaje też, że mieszkańcy skarżą się, zwłaszcza ci starsi, że w Rzeszowie jest wiele niebezpiecznych przejść dla pieszych. Są one źle oznakowane, a szczególnie młodzi kierowcy nadużywają tam prędkości. Według Łukasza Dziągwy, wszelkie rozwiązania, które prowadzą do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach, są wręcz pożądane.

Zatoki? A po co! „Tak” dla strefy 30 km/h

Dzisiaj zapędy kierowców na rzeszowskich drogach temperują wspomniane progi zwalniające, ale są one zamontowane głównie na drogach osiedlowych.

– Na przejściu dla pieszych chcemy się czuć panem, gospodarzem. Chcemy, aby było po prostu bezpiecznie – mówi Dziągwa, który jest zwolennikiem ograniczników prędkości. Dziagwa idzie jeszcze dalej w rozważaniach na temat poprawy bezpieczeństwa na drogach. Jego zdaniem budowanie zatok autobusowych… nie ma sensu.  

– Kierowcy się na mnie za to wściekną – przewiduje wicedyrektor ZTM. – Ale  np. w Londynie od zatok w ogóle się odeszło. Jeśli zatrzymujący się autobus sprawnie wymienia pasażerów, to jest tylko umiarkowaną przeszkodą, takim spowalniaczem ruchu – uważa Łukasz Dziągwa.

Jest on też zwolennikiem wprowadzenia w ścisłym centrum miasta tzw. „strefy tempo 30 km/h”. Według Dziągwy, kierowcy wówczas jadą wolniej, ale płynniej, nie stoją w korkach, mogą się bardziej skupić na tym, co się dzieje wokół nich, są bardziej wyczuleni na obecność rowerzystów, czy pieszych.

A czy pomysł z organicznikami prędkości na rzeszowskich drogach ma realne szanse na realizację? Łukasz Dziągwa nie traci nadziei i liczy na to, że uda się do tego rozwiązania przekonać drogowców.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama