Kolejny pozew przeciwko Jerzemu Jęczmienionce z PiS? „Radny znów kłamie”

10
Fot. Patryk Ogorzałek / Rzeszów News. Na zdjęciu radny Jerzy Jęczmienionka z PiS
Reklama

Ratuszowi nie podoba się, co Jerzy Jęczmienionka, radny PiS, mówi podczas spotkań z mieszkańcami Rzeszowa, które organizuje poseł Wojciech Buczak. Miasto uważa, że Jęczmienionka kłamie i straszy go drugim pozwem.

Jerzy Jęczmienionka to jeden z tych radnych PiS, który chętnie w ostatnim czasie towarzyszy posłowi Wojciechowi Buczakowi, kandydatowi PiS na prezydenta Rzeszowa, w spotkaniach z mieszkańcami, gdzie chętnie też zabiera głos. Jęczmienionka był obecny wcześniej na Nowym Mieście, Zalesiu, a ostatnio na Słocinie.

Efekt tego jest taki, że miasto planuje złożyć już drugi pozew przeciwko radnemu PiS, bo rzekomo mówi on nieprawdę. W pierwszym przypadku chodziło o to, że Jerzy Jęczmienionka 4 sierpnia powiedział, że to Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, podpisał wydane warunki zabudowy na budowę dwóch wieżowców na os. Nowe Miasto.

Prezydent odpowiedział, że to kłamstwo, ponieważ to nie on takie dokumenty podpisuje, a właściwi urzędnicy z wydziału architektury w rzeszowskim magistracie, którzy posługują się pieczątką z napisem „z upoważnienia prezydenta”.

– Ten pozew jest już gotowy, ale jeszcze go nie złożyliśmy – wyjaśnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Póki co, ratusz odpisał rademu PiS na pismo, w którym Jerzy Jęczmienionka zawnioskował o publiczne przeprosiny od prezydenta.

– Nie ma mowy o żadnych przeprosinach – stawia sprawę jasno rzecznik Chłodnicki i zapowiada, że miasto przeciwko radnemu PiS szykuje kolejny pozew.

Tym razem chodzi o ubiegłotygodniowe spotkanie posła Wojciecha Buczaka z mieszkańcami os. Słocina, na którym był też Jerzy Jęczmienionka. Nowy „ludzki temat” wywołały znów tzw. „wuzetki”. Tym razem chodziło o plany dewelopera, który na Słocinie w rejonie ulic Paderewskiego i Witolda planował budowę sześciu bloków. Trzy z nich już powstały, na kolejne trzy warunki zabudowy wstrzymano.

W związku z tym politycy PiS apelowali do prezydenta Rzeszowa o to, aby prowadził racjonalną politykę przestrzenna miasta, rozważył, czy ma sens dalsza zabudowa terenów zalewowych w bezpośrednim sąsiedztwie potoku Młynówka, który w 2010 roku spowodował powódź.

Kolejne sugestie dotyczyły też samego potoku Młynówka. Politycy PiS uznali, że miasto powinno dogadać się ze spółką „Wody Polskie” w sprawie regulacji potoku Młynówka i budowy zbiorników przeciwpowodziowych.

To właśnie podczas tego spotkania Jerzy Jęczmienionka miał powiedzieć, że budowa nowych bloków na os. Słocina spowoduje, że woda będzie zalewać ludzi oraz, że miasto odpowiedzialne jest za sprawy związane z potokiem Młynówka.

– Radny Jęczmienionka wprowadza ludzi w błąd twierdząc, że przez budowę bloków na Słocinie woda będzie zalewać ludzi. Jest zupełnie odwrotnie – twierdzi Maciej Chłodnicki.
– Gdy budowano hipermarkety i Instytut Teologiczno-Pastoralny zostały one wyposażone w zbiorniki retencyjne, które zgromadzoną wodę odprowadzają do Mikośki, a co za tym – wodne kwestie pod ziemią powinny się poprawić – dodaje.

Jeśli zaś chodzi o sam potok Młynówka, tu ratusz mówi krótko, że te kwestie nie leżą po jego stronie, bo zarządzają nim „Wody Polskie”, czyli spółka, którą powołał rząd PiS na bazie istniejących wcześniej Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej. 

– Radny Jęczmienionka, jako pracownik urzędu marszałkowskiego, doskonale o tym wie, a jeżeli tak jest, to wprowadza ludzi w błąd, ponieważ to nie jest nasze zadanie. Do Młynówki nic nie mamy – twierdzi Chłodnicki, przypominając, że miasto, mimo to, urzędowi marszałkowskiemu płaci 50 tys. zł na utrzymanie rzeki.

Ratusz przypomina także, że od ponad dwóch lat jest gotowy projekt na regulacje Młynówki, którego nikt, nie wiedzieć czemu, nie realizuje.

A co na to wszystko radny Jerzy Jęczmienionka? Póki co czeka spokojnie na pierwszy pozew. – Mam nadzieję, że prezydent dotrzyma słowa i go złoży. Chętnie się do niego odniosę – mówi nam Jęczmienionka.

– A jeśli chodzi o kolejne pomówienia, groźby… To kompletne tego nie rozumiem. Zapowiedź kolejnego pozwu przyjmuję ze spokojem. Mam nadzieję, że to prezydent będzie musiał mnie przepraszać – dodaje.

Radny PiS apeluje także do Tadeusza Ferenca, aby pozew złożył jako osoba prywatna, a nie jako prezydent i nie marnował pieniędzy podatników na opłacenie pozwów. Jęczmienionka potwierdził, że dostał już odpowiedź od ratusza na pismo, które złożył dwa tygodnie temu domagając się przeprosin ze strony Ferenca. Radny PiS pisma jeszcze nie czytał. 

Jerzy Jęczmienionka dawał Tadeuszowi Ferencowi 14 dni na przeprosiny. Termin minął 24 sierpnia, pozwu przeciwko prezydentowi wciąż nie ma. Decyzja ma zapaść w tym tygodniu. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

10 KOMENTARZE

  1. i chyba marny to pomysł na kampanię wyborczą, w której mówi się tak oczywiste bzdury sugerujące, że nie znamy zasad działania administracji państwowej i tak ogólnie można się tu zastanowić, kto bardziej nie jest w temacie znajomości zasad zarządzania miastem, czy radny, czy prezydent miasta i kto kogo powinien przepraszać za to, że nie rozumie, gdzie jest interes partii, a gdzie interes miasta i mieszkańców

  2. Po co budować tyle bloków?! Każda wolną powierzchnie zajmować blokowiskami… a gdzie jakieś miejsca rozrywki? Taki piękny Rzeszów – innowacyjny… a nawet porządnego lodowiska nie ma… nie wspomnę o innych atrakcjach. Porażka.

  3. Polecenia ustne urzędnicy otrzymują przez telefon i maja tak robić aby w ,,papirach sie wszystko zgadzało,, a jak czegoś brakuje to przecież dokumentacja może w częsći np. zginać z archiwum wydziału.Nikt tych dokumentów nie pilnuje a poszukać złodzieja w Wydziale Architektury UM jest bardzo trudno.Nikt przecież nie będzie weryfikował i sprawdzał póżniej bez zgody dyrektora czy wszystko jest zgodne z prawem.A taka kontrole celowaną może wykonać albo NIK,CBA.ABW,abo inne organy kontrolne państwa ale te nie wchodzą bo nie ma zlecenia od góry a oni sami sobie roboty nie będą dokładać.Dopiero po zmianie władzy można weryfikować dokumenty czy wszystko byo zgodne z prawem.

  4. Faktycznie fest różnica czy podpisuje prezydent czy jego podwładny z pieczątką „z upoważnienia prezydenta”. Chyba prezydent wie, co robią jego pracownicy, bo jeśli nie to po ciulu mamy prezydenta. Jak ktoś wcześniej napisał – zasłanianie się swoimi pracownikami to wstyd.

    • Otóż to. Jeśli ktoś wydał decyzję w imieniu prezydenta, jednakże niezgodnie z jego wolą, to wypadałoby usłyszeć, jakie konsekwencje ów urzędnik poniósł. A skoro nic takiego nie nastąpiło, logicznym jest twierdzić, że wszystko odbyło się, jeśli nie na polecenie prezydenta, to przynajmniej za jego milczącą zgodą.
      A tak poza tym, to wysoce nieprofesjonalne jest zrzucanie winy na swojego podwładnego, gdyż w tzw. cywilizowanym świecie, w podobnych przypadkach, wypowiedzenie natychmiast składa sam winowajca, a jego przełożony robi to samo.
      Uważam, że teraz prezydent powinien bronić, jak Zawisza, (nie)swojej decyzji, gdyż odbijanie piłeczki wygląda żałośnie.
      A może i sztab doradców wypadałoby zweryfikować?

  5. Przecież urzędnik robi dokładnie to co chce od niego przełożony, czyli prezydent miasta, i nikt mnie nie przekona, że prezydent nie wie co robią jego ludzie. Zasłanianie się własnymi ludźmi to wstyd…

  6. Nie wolno dać wygrać obcym gospodarz ma być z naszego miasta ma znać teren i bolączki miasta. A nie bo z PiSu czy Po to dwie partie gownojadow.

Comments are closed.