„Czujemy, że to powrót do domu”. Wnukowie Freda Zinnemanna – Emily i Oscar w Rzeszowie [FOTO]

0
Reklama

To jego dorobek filmowy motywował ich ścieżki kariery, a w Rzeszowie czują się jak w domu, choć nigdy wcześniej tu nie byli. Emily i Oscar Zinnemann, wnukowie Freda, pojawili się w stolicy Podkarpacia w ramach festiwalu „W samo południe. Fred Zinneamann wraca do Rzeszowa”.

 

Fred Zinnemann, wybitny reżyser Hollywood, jest z nami od środy (15 sierpnia), oczywiście w sposób symboliczny, dzięki swoim filmom prezentowanym podczas festiwalu „W samo południe. Fred Zinnemann wraca do Rzeszowa”, który potrwa do niedzieli (19 sierpnia).

Jak wiemy, to wydarzenie w Rzeszowie odbywa się nieprzypadkowo, bo stosunkowo niedawno odkryto, że Zinnemann urodził się w Rzeszowie w 1907 roku. Z inspiracji Grażyny Bochenek, dziennikarki Radia Rzeszów, w naszym mieście symbolicznie pojawił się Fred Zinnemann w swoich genialnych filmach.

W stolicy Podkarpacia fizycznie miał się zjawić Tim Zinnemann, syn reżysera oraz jego dzieci. Ostatecznie w Rzeszowie od środowego wieczora przebywają Emily Zinnemann i Oscar Zinnemann, wnuki twórcy m.in. westernu „W samo południe”. W Rzeszowie będą do poniedziałku.

– Timowi lekarz odradził podróż do Polski z uwagi na wiek. Ma już 78 lat – wyjaśnia Grażyna Bochenek, koordynatorka festiwalu.

Z Timem, podobnie jak z Fredem, rzeszowska publiczność spotka się przy jego filmie dokumentalnym „Tak ja to widzę”, który będzie można zobaczyć w niedzielę na rzeszowskim Rynku, oczywiście w samo południe.

Rzeszów jest naprawdę piękny

Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News

Z Oscarem i Emily udało się spotkać i porozmawiać wcześniej w pubie Lord Jack w Rzeszowie w Rynku. Miejsce nieprzypadkowe, bo to właśnie w kamienicy nr 3 Fred Zinnemann spędził z rodzicami pierwsze lata swojego życia.

Oscar i Emily mieszkają w Los Angeles. Emily ma 34 lata, a jej przyrodni brat Oscar jest od niej o 11 lat młodszy. Warto dodać, że mamą Emily jest związana z Hollywood aktorka Meg Tilly. Była żoną Tima w latach 1983-1989. W tym małżeństwie na świat przyszło jeszcze jedno dziecko – David Zinnemann.

Wnuczka Zinnemanna, podobnie jak ojciec i dziadek, jest obecnie związana z przemysłem filmowym – zajmuje się kreatywnym montażem filmów dokumentalnych.

Oscar, póki co, jest nauczycielem. Prowadzi w szkole zajęcia pozalekcyjne, gdzie obecnie z najmłodszymi dziećmi tworzą budowle z klocków Lego. 23-latek planuje wrócić na uniwersytet, by studiować fotografię, a w przyszłości zajmować się obrazem.

Kiedy dowiedzieliście się o Rzeszowie?

Emily Zinnemann:– Oboje, zarówno ojciec, jak i dziadek, byli bardzo skryci, chociaż ojciec o tym, że dziadek urodził się w Rzeszowie wiedział od około 20 lat, to jednak nigdy o tym nie mówił. O Rzeszowie dowiedziałam się, gdy tworzyłam drzewo genealogiczne. Około dwa lata temu ojciec zaproponował nam podróż po Europie i przy okazji powiedział też, że dziadek urodził się w Rzeszowie.

Jaka była wasza reakcja?

Emily: – Gdy ojciec to wyjawił, powiedziałam mu, że już o tym wiem, ale nie wiedziałam, co to oznacza, jak powinnam się czuć. Miałam wiele pytań, na które, mam nadzieję, znajdę odpowiedź podczas swojego pobytu w Rzeszowie.

Oscar Zinnemann: – Byłem przekonany, że nasz dziadek pochodzi z Austrii. To było intrygujące, gdy dowiedzieliśmy się, że jednak jest rodowitym rzeszowianinem. Też mam nadzieję, że podczas pobytu tutaj uda nam się dowiedzieć o nim czegoś więcej.

Jakie były wasze wyobrażenia na temat Polski?

Emily: – Większość informacji zdobywaliśmy podczas lekcji historii w szkole, która obejmowała głównie okres II wojny światowej i strat, jakie ona wywołała. To były smutne historie.

Kiedy wylądowaliśmy w Polsce wszystko wydawało się takie piękne, wręcz nierealne, bo do tej pory Polskę znaliśmy tylko z czarno-białych zdjęć i filmów dotyczących wojny, dlatego mi się tak tu podoba. Lubię polską kuchnię i znam też trochę polskiej poezji. Poza tym, Polska jest dla mnie nieznanym krajem.

Oscar: – Tak, dla mnie też teraz czarno-białe obrazy zmieniają się w prawdziwy krajobraz, który teraz możemy poznać, bo z Polską miałem takie same doświadczenia, jak Emily, czyli wiedzę na temat tego kraju czerpałem głownie z lekcji historii.

Jak to jest dorastać, jako wnuki Freda Zinnemanna, wybitnego reżysera Hollywood?

Oscar: – Nie miałem okazji nigdy spotkać i poznać swojego dziadka. Wiedziałem o jego dziedzictwie i wpływie na Hollywood. To było dla mnie w pewnym sensie zaszczytem, dużą inspiracją. Bardzo chciałem pracować w przemyśle filmowym, czy nawet Hollywood, jako wolny strzelec. Dziedzictwo dziadka ustawiło mój pomysł na karierę.

Emily: – Z racji tego, że jestem od Oscara starsza o 11 lat, miałam okazję poznać dziadka osobiście. Nasze nazwisko nie jest bardzo znane i rozpoznawalne. Dziadek jest bardziej kojarzony po tytułach swoich filmów.

Kiedyś na poczcie osoba, która tam pracowała, skojarzyła moje nazwisko z reżyserem i zapytała, mnie, czy jestem spokrewniona z Fredem Zinnemannem. Wydawało jej się, że ludzie pytają mnie o to cały czas. Tak jednak nie jest. Nie mają takich skojarzeń. Pracując w branży filmowej, nawet po nazwisku, nie jestem kojarzona z Fredem Zinnemannem. Dopiero, jak mówię o filmach dziadka, ludzie zaczynają kojarzyć fakty. Samo nazwisko nie otwiera drzwi na salony.

Czy to oznacza, że w Stanach Zjednoczonych nie ma festiwalu, który upamiętniałaby postać Freda Zinnemanna, jednego z ważniejszych reżyserów Hollywood?

Emily: – W Rzeszowie odbywa się pierwszy festiwal ku pamięci dziadka. Nie było czegoś takiego wcześniej, bo nazwisko Zinnemann nie jest rozpoznawalne. A jak już, to głównie w kręgach akademickich. Fred Zinnemann nie jest, jak Steven Spielberg.

Fred Zinnemann był postrzegany, jako osoba zdystansowana i dystyngowana. A jak ty, Emily, go pamiętasz? Miałaś okazję dziadka poznać osobiście.

Emily: – Spotkania z dziadkiem były bardzo formalne. Jak się urodziłam, on miał już 77 lat. Gdy trochę podrosłam, na spotkania z nim umawiała mnie jego sekretarka. Spotkania z nim przypominały nieco rozmowę o pracę. Siadałam na przeciwko niego, po drugiej stronie stołu, a on mnie wypytywał o moje życie. Wspominam go oczywiście, jako miłą i dobrą osobę, która zbiera koniki morskie.

Jak sobie teraz o nim myślę, to uzmysłowiłam sobie, że on musiał być też bardzo silną osobą. Gdy był już po „80-tce”, chodził o lasce. Potrafił ją w tym wieku tak podnieść wysoko, abym mogła się na niej podciągnąć, jak na drążku. 

Jaki film Freda Zinnemanna jest waszym ulubionym?

Emily: – „W samo południe”. Lubię go z tych samych powodów, co wszyscy, którzy się nim zachwycają. Silne, moralne przesłanie oraz użycie czasu rzeczywistego w filmie, to mnie urzekło. Jako osoba zajmująca się filmami, jestem też dumna, że mój dziadek coś takiego, jak czas rzeczywisty, zapoczątkował w filmie.

Oscar: „Po wielkiej burzy”. Zakochałem się w bohaterach tego filmu. Bardzo podoba mi się także jego mocne zakończenie. Lubię także „W samo południe”. Oglądałem ten film jako dziecko, nie rozumiejąc go wtedy za bardzo. Teraz już wiem, jakie było jego moralne przesłanie.

Macie świadomość, że plakat do waszego ulubionego filmu z Gary Cooperem stał się dla Polaków symbolem pierwszych wolnych wyborów?

Emily: – Nie wiedzieliśmy o tym, ale jesteśmy tym zaszczyceni. Ludzie wiedzieli, że reżyser miał polskie korzenie?  

Nie.

Emily: – Tym lepiej, że udało się je odkryć.

Jak sądzicie, dlaczego wasz dziadek nie mówił o tym, że urodził się w Rzeszowie?

Emily: – Zadecydowała o tym pewnie osobowość dziadka – był skryty, niewiele mówił o swoich osobistych przeżycia. W naszej rodzinie większość tak do tego podchodzi. Po prostu o pewnych rzeczach się nie mówi. Być może to też kwestia uproszczenia historii, żeby nie tłumaczyć, że urodził się tutaj, przeniósł się gdzieś, uciekał…. Wybrał jedno miasto, które ludzie znali dobrze. Miasto, gdzie zdobył wykształcenie.

Fred Zinnemann nie chciał mówić o swoim rzeszowskim pochodzeniu. A wam, jak się podoba rodzinne miasto dziadka?

Oscar: – To dziwne, ale czuję się jakbym wrócił do domu. Choć jestem tu pierwszy raz, to czuję, że to powrót do domu.

Emily: – Rzeszów jest naprawdę piękny. To miasto mnie zachwyciło. 

Notowała: JOANNA GOŚCIŃSKA 

Co dzisiaj na festiwalu?

W czwartek w ramach festiwalu „W samo południe…” o godz. 17:00 w kinie Zorza będzie można zobaczyć film „Oto jest głowa zdrajcy”, który poprzedzi krótka prelekcja filmoznawcy dr Piotra Kletowskiego. Z kolei o godz. 20:00 na rzeszowskim Rynku będzie można zobaczyć  „Akt przemocy”.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama