Nyíregyháza – to miasto, gdzie miłośnicy wody i zoo powinni spędzić wakacje [VIDEO]

8
Reklama

Ogromne zoo, aquaparki, piękne jezioro i palinka – to kilka powodów, dla których warto jechać do Nyíregyházy i Sóstógyógyfürdő na Węgrzech, by zgrzeszyć obżarstwem i zaszaleć na wodnych atrakcjach.   

 

Mamy czerwiec, a więc czas pomyśleć, gdzie w tym roku pojechać na wakacje. Jedni będą przebierać w ofertach biur turystycznych, inni będą się kierować podpowiedziami znajomych, a jeszcze inni pojadą po raz kolejny w swoje ulubione miejsca. 

Ja tym razem, myśląc o wakacjach, postanowiłam przejrzeć listę miast partnerskich Rzeszowa. Moją uwagę zwróciło węgierskie miasto Nyíregyháza. Dlaczego? Automatycznie skojarzyło mi się ze Świętem Paniagi z 2016 roku i „dwoma Ferencami” – węgierskim burmistrzem Ferencem Kovácsem i prezydentem Tadeuszem Ferencem. Warto też dodać, że współpraca między dwoma miastami zawiązała się jeszcze w 1996 roku i trwa do dziś.

Nyíregyháza na wakacje?

Postanowiłam wsiąść nie do pociągu byle jakiego, ale do konkretnego busa z konkretną ekipą i sprawdzić przez trzy dni, czy Nyíregyháza – 120-tysięczne miasto w północno-wschodnich Węgrzech w pobliżu granicy z Ukrainą, Słowacją i Rumunią, nadaje się na wakacje.

Szczególną uwagę zwróciłam na miejscowość oddaloną od Nyíregyházy o 6 km – Sóstógyógyfürdő, gdzie znajduje się zespół kąpielisk i zoo. 

Na początek mam dobrą lub złą informację dla tych, co ciężko znoszą podróże –  sama Nyíregyháza jest oddalona od Rzeszowa o 305 km. To oznacza około 5 godzin jazdy (jeśli jesteś twardy, przejedziesz tę trasę, nawet odcinek przez Słowację, bez łykania Aviomarinu :)). 

Na nocleg wybraliśmy hotel trzygwiazdkowy Fürdőház („Dom kąpielowy”). Nazwa nie jest przypadkowa, ponieważ wcześniej w tym miejscu znajdowała się pierwsza łaźnia w Nyíregyházie. W 2000 roku obiekt zaczął pełnić dla gości miejsce noclegu i rekreacji. 

Nocleg w „Domu kąpielowym”

Na poddaszu znajdują się eleganckie apartamenty z dużymi, wygodnymi łóżkami, a na parterze działa przestrzeń termalno-terapeutyczna, gdzie znajduje się duży i mały basen, basen z zimną wodą, jacuzzi, sauna i komora z gorącym powietrzem. Na podstawie skierowania od lekarza-specjalisty można też w Fürdőház skorzystać z zabiegów leczniczych. 

1-osobowy pokój w Fürdőház kosztuje 15,8 tys. forintów (213 zł), 2-osobowy – 24 tys. forintów (323 zł), 3-osobowy – 34,2 tys. forintów (461 zł), 4-osobowy – 45,6 tys. forintów (615 zł).  Za usługi SPA w Fürdőház trzeba zapłacić 2,6 tys. forintów (35 zł). Bilet dla dzieci kosztuje 1,3 tys. forintów (17 zł), a dla studentów i seniorów 2,2 tys. forintów (29 zł). 

– W naszym regionie mamy 17 hoteli i bardzo dużo pensjonatów. Popularne są u nas także noclegi w kwaterach prywatnych. W sezonie mamy tak duże oblężenie, że planując wakacje w Nyíregyházaie koniecznie wcześniej trzeba rezerwować miejsca, bo znalezienie wolnego pokoju po przyjeździe na miejsce graniczy z cudem – radzi Marianna Furkóné Szabó, szefowa Centrum Turystycznego w Nyíregyházie. 

 W Nyíregyházie słychać często polski język 

– Co roku odwiedza nas około 10 tys. turystów. Znaczna część z nich to Polacy dodaje Furkóné Szabó, przy okazji chwaląc się, że z roku na rok do Nyíregyházy przyjeżdża średnio o 10 proc. więcej turystów. 

Warto dodać, że władze Nyíregyházy obecnie budują dwa miejskie hotele w Sóstógyógyfürdő. Jeden przy akwaparku, który ma być z nim połączony specjalnym tunelem, aby można było do niego przejść bez wychodzenia na zewnątrz. Ma on mieć 124 pokoje i cztery gwiazdki. Władze miasta zaplanowały uruchomić go już w grudniu.

Drugi miejski hotel powstaje w Sóstózoo (o tej atrakcji później). Będzie nazywał się Panga. Jego otwarcie zaplanowano na sierpień. – Ten hotel będzie miał 38 pokoi, które będą przyozdobione motywami zwierzęcymi. Ci, którzy będą w nim mieszkać, po przebudzeniu będą mogli usłyszeć odgłosy zwierząt znajdujących się w zoo – zachwala Marianna Furkóné Szabó. 

Wody, wody, dużo wody

Sóstógyógyfürdő słynie przede wszystkim z kompleksu kąpielowego, który znajduje się przy hotelu Fürdőház , w skład których wchodzą: wcześniej wspomniany Dom Kąpieliskowy, Kąpielisko nad Jeziorem, Kąpielisko Parkowe oraz Aquapark „Aquarius”.

Kąpielisko nad Jeziorem to miejsce, gdzie na 12-hektarowej działce znajduje się przepiękne słone jezioro Sóstói, gdzie można aktywnie wypocząć – latem wędkując, pływać łódką lub rowerem wodnym, w zimie jeździć na łyżwach.

Druga część to plaża z jedwabistym piaskiem znad Cisy, gdzie na powierzchni 2 tys. m kw. znajduje się basen termalny oraz brodzik ze zjeżdżalnią dla dzieci i grzybkiem wodnym. Kąpielisko nad Jeziorem może przyjąć 1325 gości jednocześnie. 

Za bilety wstępu na kąpielisko trzeba zapłacić 1,9 tys. forintów, czyli około 25 zł. Dzieci do lat 3 płacą 100 forintów (1,35 zł), w wieku od 3 do 6 lat – 1,4 tys. forintów (18 zł), a studenci i seniorzy 1,6 tys. forintów (21 zł). 

Kolejne wodne miejsce w Sóstó to Kąpielisko Parkowe, które leży na terenie 7-hektarowego parku. Znajduje się tam olimpijski 50-metrowy basen oraz basen do nauki pływania. W pobliżu jest również boisko do piłki nożnej, kort tenisowy, boisko do minigolfa oraz gigantyczna zjeżdżalnia. 

Aquapark – nasza tęsknota, ich największa atrakcja

Największą wodną atrakcją Sóstó jest aquapark „Aquarius’, który jest podzielony tematycznie. Dorośli i osoby starsze cenią sobie tę część, która nazywa się Świat Termalny. Tam regeneracje zapewnią baseny termalne, jacuzzi, basen Kneippa i świat saun. Woda, która się tam znajduje, zawiera chlorek sodu, jod i bromek, który jest bardzo korzystny w terapii leczenia stawów, chorób reumatycznych i układu mięśniowo-szkieletowego. 

– Dzięki wprowadzeniu zabiegów borowinowych i kwasowęglowych usługi medyczne w SPA stały się kompleksowe. Na mocy podpisanego w tym roku porozumienia z lokalnym szpitalem oraz z lekarzami-specjalistami reumatologii i ortopedii, praca lecznicza odbywa się pod stałą opieką medyczną – wyjaśnia Marianna Furkóné Szabó. 

– Wszystkie studnie wody termalnej działające we Sóstógyógyfürdő posiadają certyfikat wody leczniczej – dodaje. 

Z wody do zoo

Młodsi uwielbiają natomiast Świat przeżyć, gdzie na najodważniejszych czekają gigantyczne zjeżdżalnie, basen fali oraz korytarz wirujący z wodospadem i z jaskinią. Z kolei prawdziwa przygoda i wyzwanie dla najmniejszych to Świat Dzieci przypominający atmosferę  dżungli. Zapewnia idealną rozrywkę dla wszystkich grup wiekowych.

Za bilety wstępu do aquaparku i Kąpieliska Parkowego trzeba zapłacić 3,9 tys. forintów, czyli około 52 zł. Dzieci do lat 3 płacą 100 forintów (1,35 zł), w wieku od 3 do 6 lat – 2,4 tys. forintów (32 zł), a studenci i seniorzy 3,1 tys. forintów (41 zł). 

Sóstógyógyfürdő słynie także z pięknego ogromnego zoo, które powstało w 1974 roku i dzięki planom regularnego rozwoju oraz modernizacji stało się obecnie najciekawszym ogrodem zoologicznym na Węgrzech. – Dwa lata temu nasze zoo otrzymało nagrodę najlepszego zooparku Europy – mówi Zsuzsa Petró, kierownik działu edukacji i promocji w Sóstózoo. 

Zoo zajmuje powierzchnię 35 hektarów, gdzie znajduje się 5 tys. zwierząt z 500 gatunków, z czego kilka jest pokazowo karmionych o stałych godzinach począwszy od rekinów o godz. 9:30 (tylko w poniedziałki i piątki).

Zwierzęta w Sóstózoo są „pogrupowane” w pięć sektorów, które odpowiadają pięciu kontynentom, gdzie znajdziemy m.in. białego lwa, białego tygrysa, nosorożca azjatyckiego, niedźwiedzia polarnego, goryla, słonia afrykańskiego, rekiny, foki, lemury, zebry, żyrafy, pawie, małpy, rekiny, flamingi, papugi, rożne gatunki ryb, które żyją w oceanie Indyjskim, a nawet ptactwo domowe. 

– Ciekawą atrakcją zoo jest pokaz fok, który codziennie odbywa się na żywo. Zawsze gromadzi sporą publiczność – mówi Zsuzsa Petró. 

Gdy rekin ci pływa nad głową 

W Sóstózoo niedawno otworzono także unikalny w regionie Europy Środkowo-Wschodniej obiekt –  Zieloną Piramidę, na dnie której powstało oceanarium z rekinami i różnymi egotycznymi rybami, które można oglądać przez przezroczyste tunele. – Widok jest niesamowity! Zwiedzający mogą chodzić też po znajdującym się powyżej oceanarium, trzykondygnacyjnym domu indonezyjskich lasów tropikalnych – mówi Zsuzsa Petró. 

W Sóstózoo ma powstać jeszcze pawilon z indyjskimi zwierzętami oraz taki, który prezentuję epokę lodowcową. Warto też dodać, że węgierskie zoo współpracuje z kilkoma zooparkami w Polsce m.in. w Warszawie, we Wrocławiu, w Poznaniu. Z Warszawy niedawno przyjęło np. rekina tygrysiego, bo w Polsce nie było już dla niego miejsca, bo tak się rozrósł. 

Za wstęp do Sóstózoo trzeba zapłacić 3,5 tys. forintów (47 zł). Dzieci za wstęp w zależności od wieku płacą: poniżej 3 lat – 200 forintów (2,70 zł), w wieku 3-14 lat – 2,3 tys. forintów (31 zł). 2,3 tys. forintów muszą zapłacić także studenci i seniorzy. 

„Wsi spokojna, wsi wesoła…”

Kolejną atrakcją Sóstó jest Muzeum Wsi (Skansen), jedyne w regionie otwarte muzeum etnograficzne, działające od 1979 roku, przedstawiające wielobarwną architekturę i tradycję ludową regionów Północnego Kraju Zacisańskiego. Na powierzchni 7,5 ha znajdziemy centrum wiejskie z warsztatami rzemieślniczymi, szkołą, strażą pożarną, dzwonnicą, kościołem, suchym młynem oraz działającym sklepem wielobranżowym i karczmą.

W skansenowej wsi jest także sklep spożywczy z początku XX wieku, karczma, oraz małe warsztaty rzemieślnicze, dzięki czemu zwiedzający mogą zobaczyć kultury pochodzące z Transylwanii, Górnych Węgier, Wielkiej Równiny – mieszające się w tym regionie.

Wiejski urok skansenu w lecie dopełniają koncerty, festiwale folklorystyczne z degustacją potraw regionalnych. Najbardziej popularne imprezy w skansenie odbywają się z okazji Wielkanocy, Zielonych Świątek, na Dzień Dziecka, w Noc Świętojańską, z okazji Dożynek i dnia Św. Michała. Co roku skansen odwiedza około 100 tys. turystów. 

Za wstęp do skansenu dorośli płacą 1000 forintów (13 zł), seniorzy połowę tej kwoty, a dzieci do lat 6 wchodzą za darmo. 

Pyszne, ale ciężkostrawne 

Podczas wyprawy do Węgier, poza zwiedzaniem różnych atrakcji, trzeba coś jeszcze jeść. I tu mam dobrą wiadomość, bo jedzenie w restauracjach jest przepyszne, ale dość ciężkostrawne.

Wśród tradycyjnych potraw znajdziemy pörkölt z galuszkami – kluseczkami z luźnego ciasta z pszennej mąki i jajek przetartymi przez specjalne urządzenie do ich robienia, które przypomina sito o rzadkich okach. 

A także gulyásleves – u nas znany jako bogracz, czyli przezroczysta, ale treściwa zupa na bazie rosołu z kawałkami wołowiny lub wieprzowiny, marchewką, selerem, papryką, odrobiną pomidorów, ziemniakami, a czasem także galuszkami. Bardzo często doprawia się ją kminkiem.

Langosz, jak u nas kebab z Dary

W restauracjach z ciekawszych potraw jeszcze znajdziemy np. rosół z kluseczkami z wątróbki (bardzo dobry, mimo, że nie przebadam za wątróbką), naleśniki z karmelizowaną cebulą podane z sosem z policzków wieprzowych. Może nie brzmi ładnie, ale smakuje cudownie, choć za mięsem nie przepadam. 

Najbardziej rozpoznawalną przekąską jest langosz (chyba tak, jak u nas w Rzeszowie kebab z Dary :)), który jest plackiem z białej mąki i drożdży, przypominający trochę wielkiego racucha, albo naszą pizzerinkę. Smaży się go w głębokim tłuszczu i podaje najczęściej z czosnkiem, bądź masłem czosnkowym, a także śmietaną i cukrem, startym serem żółtym, szynką. 

Gdy podczas dni Nyíregyházy zobaczyłam, gdzie one pływają – wielkim garze pełnym tłuszczu – zrezygnowałam z degustacji, ale Węgrzy ten lokalny przysmak zajadali ze smakiem. 

Z miłości do palinki

A co do picia po tych wszystkich smakołykach na rozluźnienie oferują Węgrzy? Palinkę! Palinka gatunkowo zakwalifikowana jako brandy. Palinka jest alkoholem mocnym (od 37,5 proc.) produkowanym w 100 procentach z owoców, bez udziału ulepszaczy smaku czy wzbogacania spirytusem. 

Według różnych źródeł najczęściej do produkcji palinki wykorzystuje się śliwki, jabłka, morele czy pigwy – istnieje jednak ponoć węgierskie powiedzenie, które mówi, że „z czego można zrobić dżem, z tego zrobi się i palinkę”. 

Jednemu z moich znajomych palinka tak posmakowała, że obiecał, iż na wakacje koniecznie wróci do Nyíregyházy, by znów delektować się tym napojem bogów. Wracając do Polski po drodze przejeżdżaliśmy przez Tokaj. To właśnie tam można kupić przepyszne wino. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl      

Reklama

8 KOMENTARZE

  1. Niestety, ale Sostofurdo już od wielu lat jest w sezonie zadeptywane przez polskojęzycznych Januszy, którzy zachowują się dokładnie tak, jak się nazywają. Odradzam!

    • Ja akurat polecam, w porównaniu np z Hajduszoboszlo, Polaków jest niewiele, a samo miejsce lepsze. Nowe, czysto, dużo zieleni, niewiele ludzi, baseny fajne, i co ważne, są też w środku, gdybyśmy chcieli uciec przed słońcem na chwilę:) Fakt, Janusze, lechy, żubry i siaty z biedronki wszędzie się znajdą, ale nie ma tragedii:)

    • Może chodziło mu o słowacki Preszów, albo jakieś rumuńskie miasto, które będzie stanowić alternatywę ze względu na zmasowany najazd Januszy i Sebixów.

      • Skoro do Rzeszowa masowo przyjeżdżają turyści, żeby podziwiać zabytkową Wielką C. to na pewno teraz Węgrzy będą przyjeżdżać na rzeszowski basen, radny chyba wie co mówi.

    • Walawender to nie radny, a bezradny, który już dawno oderwany jest od rzeczywistości.
      Nie ważne, co mówi ludziom, ważne, że ładnie wylizana jest du*a prezydentowi.

Comments are closed.