Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Ponad dwie godziny trwały negocjacje z 30-latkiem, który w niedzielne popołudnie przyszedł z grantem do komendy policji w Sanoku. 

Do tego niecodziennego zdarzenia doszło przed godz. 13:00. W komendzie pojawił się mężczyzna, który chciał zgłosić zaginięcie krewnego. To nie była zwykła wizyta, jak się później okazało 30-letniego mieszkańca Sanoka.  

– W ręku miał przedmiot przypominający granat – relacjonuje Marta Tabasz-Rygiel, rzecznik podkarpackiej policji. 30-latek powiedział dyżurnemu, że granat znalazł, ale nie chciał go oddać i odrzucić w bezpieczne miejsce. 

Wezwano policyjnych negocjatorów i pirotechników. Po 15:00 jednemu z funkcjonariuszy udało się przekonać mężczyznę, by przedmiot odrzucił. Gdy to zrobił, 30-latek został obezwładniony i zatrzymany.

– Przedmiot okazał się być obudową granatu bez zapalnika, nie był więc niebezpieczny – twierdzi Marta Tabasz-Rygiel. 

30-latkowi pobrano krew do badań, które mają wykazać, czy był pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Policja wyjaśnia motywy działania mężczyzny.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama