Zdjęcie: Ewa Szyfner / Rzeszów News
Reklama

Tegoroczne wypłaszanie ptaków z rzeszowskich parków stanęło pod dużym znakiem zapytania. Urzędnicy nie uwzględnili gołębi i srok. Ekolodzy uważają, że to dyskryminacja.

Od 2015 roku głównie gawrony z parków systematycznie wypłaszane były za pomocą sokołów i jastrzębi, z którymi do Rzeszowa przyjeżdżali sokolnicy ze Słowacji. Urzędnicy uznali, że to najlepsza metoda pozbywania się ptaków, które zatruwają życie mieszkańców. W poprzednich latach gawrony były przepędzane za pomocą specjalnych urządzeń dźwiękowych, ale gawrony nic sobie z tego nie robiły.

– Przeszkadzają mieszkańcom, brudzą alejki, ławki, urządzenia zabawowe. Przez zbyt dużą ilość ptaków, parki nie były miejscem spacerowania tylko gniazdowania ptaków – mówili nam dwa lata temu miejscy urzędnicy. 

To właśnie gawrony i gołębie są największym utrapieniem parków. Wypłaszanie ptaków przy pomocy sokolników było nie tylko skuteczniejsze, ale stało się również atrakcją Rzeszowa. Drapieżniki w „akcji” przychodziły zobaczyć rodziny z dziećmi do parku „Solidarności” przy ul. Dąbrowskiego, ul. Rycerskiej, na placu Ofiar Getta przy ul. Sobieskiego oraz w Parku Jedności Polonii z Macierzą przy al. Cieplińskiego.

W tym roku akcja, która zazwyczaj rozpoczynała się pod koniec lutego i trwała dwa miesiące, stanęła pod dużym znakiem zapytania. Plany urzędników popsuli ekolodzy z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków z Warszawy. Do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wysłali pismo, że na liście wypłaszanych ptaków nie ma dwóch gatunków.    

– OTOP stwierdziło, że płoszymy ptaki wybiórczo, celując jedynie w gawrony, a to niezgodne z prawem – wyjaśnia Katarzyna Pawlak z biura prasowego Urzędu Miasta w Rzeszowie.

Ratusz zaprzecza, że zawężono listę gatunków ptaków. – We wniosku do RDOŚ wpisujemy też inne gatunki, np. sierpówki, czy kwiczoły. OTOP stwierdziło, że na Podkarpaciu występują jeszcze sroki i gołębie miejskie, których nie wymieniliśmy – dodaje.

Ekolodzy mogą skutecznie zablokować tegoroczną akcję wypłaszania gawronów z rzeszowskich parków, bo bardzo skrupulatne liczenie gatunków ptaków, występujących w naszym regionie, to kolejne odwołania i przeciąganie sprawy. To z kolei wpływa niekorzystnie na całą akcję, w której kluczowy jest czas – im wcześniej się ona rozpocznie, tym większa szansa, że gawrony zostaną wypłoszone, a ich gniazda strącone.

– Podczas akcji towarzyszy nam ornitolog. Gdy stwierdzi, że w gniazdach są już jajeczka, to wówczas nie można strącać gniazd. Jeśli akcję wypłaszania gawronów zawiesimy w tym sezonie, to za rok można się spodziewać, że wrócimy do sytuacji sprzed kliku lat i mieszkańcy nie będą mogli spokojnie odpoczywać w parkach – obawia się Katarzyna Pawlak.

Kilka lat temu, gdy miasto po raz pierwszy wcieliło w życie akcję wypłaszania gawronów, sokolnicy mieli dużo pracy, ponieważ samych gniazd do strącenia wówczas było 400. Każde kolejne akcje spowodowały, że te liczby zmniejszyły się do 40. Większość gniazd znajduje się w parku na osiedlu Miłocin, gdzie do tej pory nie przeprowadzano akcji.

Sokolników do rzeszowskich parków po raz pierwszy sprowadzono w 2012 roku na prośbę mieszkańców, którzy narzekali, że gawrony nie pozwalają im zasnąć, a do tego ławki były brudne od odchodów ptaków. Akcja została wówczas przeprowadzona w parku „Solidarności” przy ul. Dąbrowskiego gdzie znajdowało się 250 gniazd. Później sokolnicy swoją pracę poszerzyli o kolejne parki.

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

Comments are closed.