Wojewoda podkarpacki nie odwoła zastępcy wojewódzkiego konserwatora zabytków

7
Zdjęcie: Sebastian Fiedorek Rzeszów News. W drzwiach Bartosz Podubny
Reklama

Nie ma podobno na niego skarg, nikt dotychczas jego pracy nie kwestionował – twierdzą urzędnicy wojewody podkarpackiego Ewy Leniart (PiS). Bartosz Podubny zachowa stanowisko zastępcy wojewódzkiego konserwatora zabytków.

O zdymisjonowanie Podubnego do wojewody pod koniec maja br. wystąpili działacze nieformalnej grupy Stacja Rzeszów Dziki, która walczy o uratowanie pomnika Czynu Rewolucyjnego przed wyburzeniem w związku z tzw. ustawą dekomunizacyjną.

Jeszcze wcześniej, bo 30 marca, w imieniu „Dzikich” Fundacja Rzeszowska wystąpiła do wojewódzkiego konserwatora zabytków o natychmiastowe rozpoczęcie procedury wpisania pomnika Czynu Rewolucyjnego do rejestru zabytków. To mogłoby uchronić obiekt przed usunięciem go z przestrzeni publicznej.

Sprawą w biurze konserwatora zajął się wspomniany Bartosz Podubny, który jest zastępcą wojewódzkiego konserwatora zabytków. „Dzicy” liczyli na to, że Podubny procedury administracyjne uruchomi bardzo szybko – w ciągu 7 dni od daty złożenia wniosku.

Dziś mamy już czerwiec wniosek wciąż jest… procedowany! Po 30 dniach okazało się, że ma braki formalne. „Dzicy” stracili cierpliwości, uznali, że zastępca konserwatora zachowuje się, jak typowy urzędnik, który szuka najmniejszego pretekstu, by sprawy nie załatwić w rozsądnym czasie. „Dzicy” szybko owe braki uzupełnili, ale niewiele to dało. 

Procedury administracyjne dotyczące wpisania pomnika do rejestru zabytków wloką się niemiłosiernie, dlatego inicjatorzy nadania „symbolowi miasta” ochrony konserwatorskiej doszli do wniosku, że Bartosz Podubny na stanowisko się nie nadaje i należy go odwołać. 

Podubny w rozmowie z Rzeszów News mówi, że dalsze rozpoznawanie wniosku „Dzikich” o wpisanie pomnika do rejestru zabytków będzie kontynuowane wtedy, jeżeli biuro konserwatora „zbierze materiał”. Jaki? Tego już nie precyzuje.

Podubny pytany przez nas, kiedy rozpozna wniosek, odpowiada tak: – Na taką sprawę, która jest nietypowa, nie można wskazywać terminu jej ostatecznego rozpatrzenia. Ponadto, nie występuje do nas o wpis do rejestru właściciel pomnika, a jego zdanie też musimy poznać – wyjaśnia Bartosz Podubny. Właścicielem pomnika jest klasztor o. Bernardynów.

Podubny tłumaczy także, że niektóre wpisy obiektów do rejestru zabytków trwają czasem latami i nie ma się co dziwić, że w przypadku pomnika Czynu Rewolucyjnego procedura wydłuża się w czasie. Bartosz Podubny nie widzi też potrzeby, aby tę sprawę załatwiać „od ręki”. 

– Wpis do rejestru zabytków to bardzo duże naruszenie czyjejś własności. Urząd nie może działać pod dyktando wnioskodawcy, tylko musi rozważyć wszystkie aspekty tej sprawy zgodnie z obowiązującym prawem – tłumaczy zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Takie lakoniczne i wymijająca odpowiedź nie dziwią. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków podlega wojewodzie podkarpackiemu. Kilka miesięcy temu wojewoda Ewa Leniart (PiS) przyznała nam, że jest za usunięciem pomnika Czynu Rewolucyjnego. Ostatecznej decyzji jeszcze nie ma, ma być znana jesienią br. 

Małgorzata Waksmundzka-Szarek, rzecznik wojewody podkarpackiego, twierdzi, że wojewoda Leniart nie ma jeszcze ostatecznej listy pomników z terenu Podkarpacia, które „podpadają” pod ustawę dekomunizacyjną. Jeśli taka lista będzie, wojewoda ponownie zwróci się o opinię do IPN, by ostatecznie rozstrzygnąć przyszłość „totalitarnych” pomników. 

Kiedy będzie wydany „wyrok” w sprawie rzeszowskiego pomnika? Precyzyjna data jest nieznana. Politycy PiS i urzędnicy wojewody się nie spieszą, bo widzą, że znaczna grupa mieszkańców broni obiektu przed wyburzeniem. Zakonnicy mówią jednym głosem z PiS – pomnika powinien zniknąć.  

Bartosz Podubny nie jest zaskoczony wnioskiem o odwołanie go ze stanowiska. – Urząd, jak i osoby nim kierujące, od czasu jego powstania był postrzegany przez niektóre środowiska jako instytucja, która zagraża inwestycjom, która w zależności od poglądów autora wniosku chroni lub nie chroni zabytki. Tymczasem trzeba przestrzegać funkcjonującego prawa –  jednym to pasuje, innym niekoniecznie – komentuje Podubny.

Broni go też wojewoda. Małgorzata Waksmundzka-Szarek twierdzi, że o losie Podubnego może zdecydować jego szefowa – Beata Kot, a ta dotychczas nie sygnalizowała, by jej zastępca niewłaściwie pracował. – W podkarpackim UW w Rzeszowie nie odnotowano również wcześniej żadnej skargi na zastępcę – dodaje Waksmundzka-Szarek.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

Comments are closed.