Zrujnowany ogród posesji i zniszczony podjazd. „Fuszerka przebudowy na al. Sikorskiego” [VIDEO, FOTO]

13
Reklama

Skoczniami nazywają podjazdy do posesji mieszkańcy al. Sikorskiego w Rzeszowie, która niedawno była poszerzona. Niedzielna ulewa zdewastowała jedną z posesji. Mieszkańcy twierdzą, że drogowcy fatalnie wykonali podłoże drogi. 

 

W niedzielę rano szalała burza, której towarzyszyły intensywne opady deszczu. Skutki odczuła pani Agnieszka, Czytelniczka Rzeszów News, która mieszka na al. Sikorskiego. Półgodzinna ulewa zrujnowała ogród jednej z posesji i zniszczyła podjazd. Niektórzy kierowcy jechali po ścieżce dla rowerów. Ulica była zalane w obie strony na odcinku trzech
posesji.

„Koło naszego domu jest najniżej położony punkt jezdni na odległości ok. 0,5 km. Wloty do studzienek studzienek kanalizacyjnych są za małe. To nic dziwnego, że nasz podjazd stałem się ujściem wody. Zrobiła się rzeka a potem wodospad, natomiast podwórze wyglądało, jak staw” – napisała do nas pani Agnieszka.

Na filmach i zdjęcia, które nam przesłała, widać, jak woda spływała całym podjazdem,
podmyła boki zjazdu do takiego stopnia, że jedna trzecia nawierzchni się zawaliła.

Jak fontanna 

„Niedawno też był duży deszcz i woda wydostała się z dziurek wieka kolektora, jak fontanna. Przed przebudową jezdni, kiedy były tylko dwa pasy ruchu, przez naszą działkę przebiegał rów o głębokości ok. 1 m i szerokości ok. 1 m.

Owszem, woda też spływała, ale rów, gdy był przez nas pogłębiany, to nawet mieścił wodę. Teraz założyli kolektor o średnicy 600 mm i nie ma możliwości, żeby tylko taka rura pomieściła tyle wody spadającej z dwóch stron ulicy” – pisze pani Agnieszka w dalszej części listu. 

Twierdzi, że to absurdalna sytuacja, bo gdy było mniej pasów ruchu, to woda bez większych problemów spływała. Jej zdaniem, gdy drogowcy poszerzali jezdnię, powinni byli też powiększyć studzienki. „Kraty do studzienek, nawet przy małym deszczu, nie odprowadzają wody z jezdni, która stoi na pasach ruchu” – alarmuje nasza Czytelniczka. 

„Jeszcze jedna taka ulewa i nie będziemy mogli wyjechać z posesji” – dodaje. 

Ratusz: Żadna rura by nie wytrzymała 

Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa, przekonuje, że zarzuty o fuszerkę, jakiej rzekomo dopuścili się drogowcy przy przebudowie al. Sikorskiego, są absurdalne. – W niedzielę rano spadła taka ilość wody w tak krótkim czasie, że studzienki kanalizacyjne nie wytrzymywały. Nie przyjmowały wody, dlatego znalazła ona ujście na tę posesję. Woda wyrwała kawał ziemi – mówi Chłodnicki. 

Twierdzi, że w poniedziałek rano ekipa budowlana zajęła się naprawą zniszczonej nawierzchni.

– Materiał został dowieziony, zagęszczony, płytki, które „odjechały” z wodą, też zostały naprawione. Nie trzeba tam wsadzać grubszej rury. Wszystko jest obliczone tak, jak trzeba. Czasami się zdarza, że jak spadnie 50 l wody na metr w ciągu pół godziny, to nie ma takiej rury, która by to przyjęła – dodaje Maciej Chłodnicki.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl 

Reklama

13 KOMENTARZE

  1. Jak zapoznałem się z tym artykułem to od razu przyszła mi na myśl jedna sytuacja z mojego życia. Posłuchajcie. W 2007 roku pracowałem we francuskim Val-d’isere przy remoncie hotelu/apartamentowca L’Aquila. Ściany poszczególnych apartamentów tego hotelu są wyłożone drewnem. W każdym z apartamentów deski ułożone są poziomie. Jest początek listopada, oddajemy poszczególne apartamenty, przyjeżdżają już piersi amatorzy białego szaleństwa. Przyjechał też Anglik właściciel jednego z większych apartamentów(ponad 250 metrów) i zaczęła się „burza”. Okazało się ,że w jego apartamencie deski miały być ułożone w pionie. Sieć „Pierre & vacances” do której należy ten apartamentowiec, została postawiona na równe nogi. Przyjechał jeden z szefów tego koncernu, przyjechał też szef firmy projektującej apartamenty. Okazało się, że projektanci zrobili projekt tego apartamentu na zasadzie „kopiuj-wklej”. Było niewiele ponad 3 tygodnie do otwarcia sezonu narciarskiego (6 grudnia 2007 roku). W ciągu godziny/może dwóch od spotkania firmy projektującej, „Pierre & vacances” i tego Anglika było wszystko wiadomo. W związku z tym incydentem firma projektująca wzięła wszystkie koszty na siebie, a koszty były niemałe, bowiem drewno na ściany to była jodła syberyjska. Zmodernizowaliśmy ten apartament, oddaliśmy go 4 grudnia. Ja byłem tam elektrykiem. A w naszej ukochanej Polsce nie projektanci nie są obciążani żadnymi kosztami w związku z błędami w projektach (zaprojektuje się drugi raz, drugi raz się weźmie pieniądze). W wracając do tej sytuacji przy ul. Sikorskiego to trzeba też pamiętać,że każdy projekt zostaje przekazany do zatwierdzenia przez odpowiedni urząd (Urząd Miasta, Zarząd Dróg,etc.). Przecież ktoś, kto się na tym zna zapoznał się z tym projektem,zatwierdził go i podpisał się na nim. Ale oczywiście ten ktoś z danego Urzędu nie zapoznał się dokładnie z tym projektem, albo kumpel był tym projektującym.
    Dopóki w naszym kraju nie będzie odpowiedzialności za błędy wynikłe na etapie projektowania, dopóty będą takie sytuacje.

    • Nie żartuj, że urzędnik odbierający ulicę 3 Maja po jej „remoncie” na czymś się znał, odebrał fuszerkę i pewnie jeszcze został poklepany po plecach, teraz cisza, nikt za nic nie odpowiada, mimo że zmarnowano 7 000 000 zł
      Jak kierowca MPK nie zatrzymał się raz na przystanku to ci sami urzędnicy chcieli go hucznie zwolnić, a tu 7 baniek w błoto i ciszaaaaaaaa

    • I to jest właśnie to : samo sedno dziadostwa w Polsce od 1772 roku
      Że nikt za nic nie odpowiada a powinie natychmiast dostać kopa w dupe i won na zbity pysk do pasienia gęsi
      Z ul.Sikorskiego tak na chłopski rozum wynika że : nie brano pod uwage zlewni wody w okresie deszczu jak rowy były 1×1 metr to nowe rury należało dac o takiej samej średnicy a dla bezpieczeństwa nawet fi 1,20 metra zważywszy że klinat sie zmnienia teraz deszcz nie siąpi 2-3 dni tylko jest gwałtowna nawałnica w kilku minutach i gdzie ta woda ma sie podziać ?
      Właśnie a tu mądey projektant walnął ryry fi 0,6 metra i sie teraz wszyscy nawiwdzeni w ratuszu dziwią że woda wali przez posesja a czlowiek co na robic stawiac tame czy budowac rozsuwane ścianki larsena
      Prynityw umysłowy jest straszny tych co modzą i tych co to zaklepują i tych co to promują że tak jest dobrze i tak ma być – normalna masakra a potem kwik że gonimy zachód od 1945 i jakoś go nie możemy dogonić a ciągle jesteśmy za Murzynami
      Pozosraje jedno : gonic to dziadostwo w trymiga i to na zbity pysk

  2. do „gość z Rzeszowa” – czyżby Ferenc robił roboty budowlane niepoważny jesteś. Jakoś w Niemczech potrafią naprawić (wyciąć asfalt i wymienić, czy utwardzić i położyć). W galileo pokazywali jak roboty idą brak zastojów trzy osoby z łatą na klęczkach ściągają – to całkiem inna jakość. U nas zaś potrafią asfalt wrzucać do kałuży.
    Czy to wina Ferenca że firma jest niesolidna. Gość ma zarządzać a od pilnowania są inne osoby i nie narzekaj na niego bo gdyby nie to że z lewicy a z pis-u to pewnie byś go pod niebo wychwalał. Facet zrobił wiele dla Rzeszowa – jeszcze 15 lat temu jak Rzeszów wyglądał? zero ścieżek rowerowych, zero imprez plenerowych, że nie wspomnę o wyglądzie miasta. Obecnie Rzeszów jest uważany za jedno z najładniejszych i najszybciej rozwijających się miast. Ja akurat Ferenca szanuję za jego wkład.

  3. Kupa prawda, imć Chłodnicki, nie pierwiastkuj mi tu farmazonów. WSZYSTKO można wybudować na zapas, ale ważne, że robota ma się robić, a tempo ma być „piruńskie”.

    FERENC MUSI ODEJŚĆ!!

  4. Fuszerka, rury powinny być stosowane z zapasem na przyszłość, inżynier musiał zdawać sobie sprawę że woda będzie stała. Dowodem na fuszerkę jest ten film. Jeszcze centrum miasta jest zrozumiałe, że tam ciężko z odwodnieniem ale peryferia i remont dopiero co był zrobiony. Skoro problem był widoczny przed remontem i zgłaszany do MZD to można było zastosować rury 1m średnicy, 60cm to w kiblu może nie wyrabiać. Polskie uczelnie kształcą inżynierów na socjalach, co mądrzejśi jadą zbierać ogórki za granicę, reszta zostaje i projektuje za kawałek pizzy. Chowanie głowy w piasek nie jest rozwiązaniem..

  5. Te podjazdy to masakra, generalnie tam nie mieszkam ale przejeżdzam i często zatrzymuję się w sklepie obok stacji benzynowej, a zatrzymuje się tylko dlatego bo jeżdzę starym przysłowiowym rzęchem do roboty z prostym zawieszeniem więc mi tam niezalezy, natomiast moim drugim samochodem który juz posiada wielowachacz to najzwyczajniej bym się nie zatrzymywał, tam dosłownie trzeba zwolnić niemal do zera aby nie cierpiało zawieszenie co jest irytujące dla wjezdzającego klienta jak i jadących za nim którzy jesli w porę nie zmienią pasu ruchu to musza również hamować niemalże do zera. Troche czasu już mineło od oddania i dziwne jest to że wlasciciel owego sklepu nie interweniował chociażby aby dali niewielka ilość asfaltu i zrobili małą równię pochyłą.

  6. Chyba już czas zmienić hasło „Stolica Innowacji” na „Stolica Fuszerki”, ulicę 3 Maja szybko przemianować na ul. Fuszerki i zaraz potem jechać do Dubaju promować nasze miasto. Najważniejsze, że nad ulicami mamy termometry za miliony z dodatkową, droższą opcją „trzech minut do centrum”, brawo Ratusz!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ