Fot. Materiały prasowe. Na zdjęciu Ryszard Podkulski
Reklama

Kompromitacja rzeszowskiej prokuratury i rzeszowskich sądów. Ryszard Podkulski do więzienia na razie nie pójdzie, a może w ogóle tam nie trafi. Sąd Najwyższy obnażył kardynalne błędy postępowania toczonego przed sądem apelacyjnym w sprawie Rzeszowskich Zakładów Graficznych.

MAJA ŚWIĘCKA, MARCIN KOBIAŁKA
 
Po ponad trzech latach ciągnącego się procesu Ryszard Podkulski, znany rzeszowski biznesmen, w środę zatriumfował. – Nikomu tego nie życzę, ponieważ przypłaciłem sprawę Rzeszowskich Zakładów Graficznych utratą zdrowia i zszarpanymi nerwami – mówi przedsiębiorca.
 
To m.in. Ryszarda Podkulskiego na ławie oskarżonych posadziła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie za rzekome wyprowadzenie ponad 14 mln zł z RZG, które w 2004 roku przejął biznesmen. Podkulskiego dwa rzeszowskie sądy – okręgowy i apelacyjny – skazały na bezwzględną karę więzienia. Miał odsiedzieć za kratkami trzy lata. 
 
Oba sądy nie dały się przekonać, że opinie, które sporządzili biegli w tej sprawie, są fatalnie przygotowane. W środę Sąd Najwyższy wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z maja 2017 roku uchylił i sprawę skierował do ponownego rozpoznania. To była ostatnia deska ratunku, by biznesmen nie trafił za kratki. W między czasie składał wnioski o odroczenie wykonania mu kary. 
 
– Mam żal, że w Rzeszowie traktuje się sprawę RZG jako sensację. Komentarze pod artykułami są pełne mowy nienawiści – mówi Ryszard Podkulski.  
 
Prokuratura oskarżyła biznesmena o to, że na podstawie operacji biznesowych rzekomo wyprowadził z RZG (była drukarnia przy ul. Lisa-Kuli) ponad 14 mln zł i stał się właścicielem atrakcyjnego gruntu w centrum miasta, na którym obecnie jest galeria handlowa – Outlet Graffica.
 
Jak bardzo śledczy, a potem sądy, się pomylili, pokazał środowy werdykt Sądu Najwyższego, który uznał kasację, jaką od wyroku złożyli adwokaci Ryszarda Podkulskiego. Gdy biznesmen przejmował RZG nieruchomość drukarni była warta 8 mln zł. Dwa lata później Podkulski wpompował w budynek 6,5 mln zł. Dokupił za prywatne pieniądze sąsiednie działki. Zrobił remont generalny całego obiektu i dobudował dodatkowe budynki. 
 
W 2008 roku prokuratura na wniosek Urzędu Skarbowego zleciła wycenę nieruchomości przy ul. Lisa Kuli na stan z 2004 roku. Wszystko co powstało po okresie, który miała obejmować wycena, nie powinno być jej przedmiotem. Biegły wycenił nieruchomość na 14 mln zł, wliczając w to – jak wskazują dowody zebrane w sprawie – efekty inwestycji za pieniądze Podkulskiego. 
 
Według prokuratury restrukturyzacja RZG, choć zaakceptowana w pełni przez Skarb Państwa, będący współwłaścicielem drukarni, była szwindlem, który potem skazującymi wyrokami przyklepały sądy. Sędzia Barbara Skoczowska, która uzasadniała werdykt Sądu Najwyższego, mówiła, że sprawa Podkulskiego była „typową sprawą gospodarczą”. – Z przykrością trzeba powiedzieć, że – niestety – często sądy okręgowe i apelacyjne nie radzą sobie z tą materią – podkreślała.
 
Rzeszowskie sądy sobie nie poradziły. SN zarzucił Sądowi Apelacyjnemu w Rzeszowie, że wydając skazujący wyrok ograniczył się do „ogólników, w ogóle bez podania żadnego kontekstu”. – Jeżeli ktoś jest skazany, lub uniewinniony – powinien wiedzieć z jakiego powodu – zaznaczała sędzia Skoczowska. 
 
SN najwyższy zarzucił rzeszowskiemu SA, że w sposób niewystarczający ocenił pracę biegłych, których opinie przesądziły o skazaniu Ryszarda Podkulskiego. – Pominięto argumenty obrony, które wskazują na błędy dotyczące przede wszystkim sposobu obliczania wartości, co ma kluczową rolę w tej sprawie, jaka była wartość nieruchomości i jaka była wartość studia CtP [firmy, która była elementem restrukturyzacji drukarni – przyp. red.] – mówiła sędzia Barbara Skoczowska. 
 
Karę, jaką rzeszowskie sądy wymierzyły, SN najwyższy uznał za „surową”. – Nie mówimy czy wyrok sądu pierwszej instancji jest prawidłowy, czy nie. Zadaniem sądu odwoławczego [apelacyjnego – przyp. red.] jest należyte rozpoznanie zarzutów i apelacji. A tego, niestety, Sąd Apelacyjny nie zrobił – wytykała sędzia Skoczowska. 
 
Jak bardzo sądy pomyliły się skazując Ryszarda Podkulskiego za przestępstwo gospodarcze, niech świadczy też fakt, że podczas środowego posiedzenia SN kasację poparł nawet prokurator Józef Gemra, reprezentujący Prokuraturę Krajową. – Sześć apelacji w tej sprawie nie zostało poddane rzetelnej analizie – mówił.
 
Gemra przyznał, że uzasadnienie wyroku skazującego wydanego przez SA jest „zbyt lakoniczne”. Prokurator miał też „poważne zastrzeżenia” do tego, w jaki sposób SA potraktował cały materiał dowodowy. Środowe postanowienie sądu jest zgodne z tym, czego chcieli obrońcy Ryszarda Podkulskiego, którzy zarzucali rzeszowskiemu sądowi, że nie uwzględnił dowodów, jakie składali. 
 
– Sąd Najwyższy przyznał nam rację. W świetle prawa Ryszard Podkulski i jego zięć nie są skazani. Wyrok nie jest prawomocny [wydany przez sąd pierwszej instancji – przyp. red.] i działa zatem domniemanie niewinności – mówił po posiedzeniu prof. Jarosław Majewski, jeden z adwokatów rzeszowskiego biznesmena.
 
Środowa decyzja SN dotyczy bowiem również Marcina B., zięcia Ryszarda Podkulskiego, który w procesie Rzeszowskich Zakładów Graficznych został skazany na karę 2,5 roku bezwzględnego więzienia. On również – w świetle decyzji SN – jest obecnie niewinny. List gończy, który za Marcinem B. wydał Sąd Okręgowy w Rzeszowie, traci swoją moc.
 
Ryszard Podkulski największy żal ma do biegłych, których decyzje doprowadziły nie tylko do jego skazania, ale również kuriozalnych konsekwencji. Podkulski został zobowiązany do naprawienia wyrządzonej szkody RZG, de facto ponad 14 mln zł musiał oddać sam sobie, bo nadal kontroluje spółkę i decyduje na co przeznaczy pieniądze.
 
– Na podstawie tak błędnie formułowanych opinii, jak w tej sprawie, można postawić przed sądem każdego człowieka – uważa przedsiębiorca. Ryszard Podkulski zdecydował, że wycofuje się z działalności biznesowej, a stery w firmie przekazuje dzieciom. 
 
redakcja@rzeszow-news.pl
Reklama

Comments are closed.