aplikacja rzeszów to my
Grafika: Rzeszów News na podstawie zdjęcia UM Rzeszów
Reklama

Miał być przełom w komunikacji na linii urząd-obywatel, a wyszło „robienie z ludzi głupków”? Tak o flagowej aplikacji rzeszowskiego magistratu mówi jeden z mieszkańców. Już po 484 dniach od zgłoszenia czytelnik otrzymał odpowiedź, ale dotyczy… zupełnie innej ulicy i innego problemu.

Oficjalna aplikacja #RzeszowToMy, uruchomiona jesienią 2022 r., miała być fundamentem „miasta smart”. Prezydent Konrad Fijołek zapowiadał narzędzie do szybkiego reagowania: 3 dni na ustalenie odpowiedzialnych i 10 dni na informację zwrotną dla mieszkańca. Rzeczywistość, z jaką zderzył się jeden z użytkowników, brutalnie weryfikuje te obietnice.

Na portal miejskim możemy przeczytać: “Sprawy, które można załatwić natychmiast, są załatwiane od razu.” To chyba nie była ta sprawa. 

Półtora roku w „trybie oczekiwania”

Analiza zrzutów ekranu dostarczonych przez czytelnika potwierdza skandaliczny przebieg sprawy. Zgłoszenie o numerze ID: 113001 zostało wysłane 30 września 2024 r. o godzinie 00:24. Dotyczyło ono zmiany organizacji ruchu na skrzyżowaniu ulic Łąkowa i Chmajówka.

Mieszkaniec precyzyjnie opisał problem: brak oznakowania o pierwszeństwie w miejscu, gdzie auta wyjeżdżają ze stref zamieszkania, prowadzi do niebezpiecznych sytuacji. Dołączył zdjęcie z Google Street View, aby ułatwić urzędnikom lokalizację.

Według standardów urzędu, odpowiedź powinna pojawić się w połowie października 2024 roku. Przyszła jednak dopiero 27 stycznia 2026 roku – po niemal, bagatela, 16 miesiącach.

aplikacja rzeszowtomy
Grafika: zgłoszenie czytelnika Rzeszów News

Odpowiedź nie na temat

Bulwersujący jest czas oczekiwania na odpowiedź, ale chyba bardziej jej treść, która sprawia wrażenie wygenerowanej przez pomyłkę lub oznacza brak nadzoru nad systemem.

W odpowiedzi z dnia 27 stycznia 2026 r. czytamy o ulicy Powstańców Listopadowych. To lokalizacja oddalona o kilka kilometrów od wskazanego w zgłoszeniu skrzyżowania. Co więcej, urzędnicy odnieśli się do znaku B-35 „zakaz postoju”, o który czytelnik wcale nie prosił. W piśmie pouczono mieszkańca o zasadach parkowania w strefie zamieszkania, ignorując jego postulat dotyczący znaków pierwszeństwa przejazdu.

– Czy ktokolwiek kontroluje na co idą pieniądze przy realizacji zadań z aplikacji i ludzi ich obsługujących? – pyta rozgoryczony czytelnik Rzeszów News. 

aplikacja rzeszowtomy
Grafika: zgłoszenie czytelnika Rzeszów News

Statystyki kontra rzeczywistość

Urząd Miasta chwali się sukcesami: ponad 8 tysięcy pobrań aplikacji, blisko 1400 rozwiązanych problemów i skuteczne naprawy chodników czy oświetlenia. Prezydent Fijołek podkreśla, że dzięki aplikacji służby mogą „natychmiast zareagować”. 

Jak pisaliśmy, w ciągu pierwszego roku działania aplikacji #RzeszowToMy miasto otrzymało za jej pośrednictwem aż 1721 zgłoszeń, z czego większość, bo ponad 63 proc. udało się rozwiązać.

Reklama

Najwięcej zgłoszeń (901) przekierowano do Miejskiego Zarządu Dróg. Na drugim miejscu (623 zgłoszenia) plasuje się Zarząd Zieleni Miejskiej. 114 zgłoszeń trafiło do Straży Miejskiej, a 54 do Zarządu Transportu Miejskiego. 

Jednak przypadek skrzyżowania Łąkowa/Chmajówka pokazuje drugą stronę medalu — system, który potrafi „przemielić” zgłoszenie przez półtora roku, żeby na końcu wyrzucić z siebie całkowicie błędną informację. Dla mieszkańca, który poświęcił czas na udokumentowanie zagrożenia na drodze, taka „smart” odpowiedź jest dowodem na to, że technologia w rękach urzędników może okazać się jedynie fasadą nowoczesności.

apliakcja rzeszowtomy
Grafika: odpowiedź Miasta Rzeszów

Czy czytelnik ma rację? Bez żadnych wątpliwości

Po zbadaniu dowodów (zrzutów ekranu) należy stwierdzić, że czytelnik ma 100 proc. racji.

  • błąd lokalizacji: zgłoszenie dotyczyło ul. Łąkowej, odpowiedź dotyczy ul. Powstańców Listopadowych.
  • błąd merytoryczny: zgłoszenie dotyczyło pierwszeństwa przejazdu, odpowiedź dotyczy zakazu postoju.
  • niedotrzymanie terminów: zamiast obiecanych 10 dni na informację zwrotną, mieszkaniec czekał blisko 500 dni.

Spytaliśmy także urzędników jak według nich wygląda sytuacja. Otrzymaliśmy odpowiedź Miejskiego Zarządu Dróg w Rzeszowie, która potwierdza, że jest problem.  

“Po szczegółowej analizie zgłoszenia musimy potwierdzić, że w tym przypadku doszło do błędów po naszej stronie. Czytelnik ma pełną rację – ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca i dołożymy wszelkich starań aby się nie powtórzyła. Przyznajemy, że w odpowiedzi wysłanej do mieszkańca nastąpiła fatalna pomyłka. Wynikała ona z błędu ludzkiego podczas przetwarzania wielu zgłoszeń jednocześnie.

Tak długi czas oczekiwania jest absolutnie nieakceptowalny i stoi w sprzeczności z zarządzeniem Prezydenta Miasta Rzeszowa Zarządzenie nr 109/2021. Tak duże opóźnienie było spowodowane utknięciem zgłoszenia na etapie weryfikacji międzydziałowej oraz błędem w systemie monitorowania statusu zadań.” – tyle, między innymi, możemy przeczytać w odpowiedzi.

Artur Gernand, rzecznik Prezydenta Rzeszowa, podkreśla, że aplikacja działa – zgłoszenia przychodzą i są realizowane. A ten konkretny przypadek jest ewenementem.  

Czytelnik otrzymał odpowiedź  

Urzędnicy odpowiedzialni za opiekę nad aplikacją twierdzą, że “podjęli decyzję o zwiększeniu bezpośredniego nadzoru nad procesem weryfikacji zgłoszeń, aby wykluczyć ryzyko ponownych pomyłek i zapewnić rzetelność informacji przekazywanych mieszkańcom”.

Jednocześnie poinformowali, że Wnioskodawcy niezwłocznie zostanie udzielona prawidłowa odpowiedź w aplikacji wraz z przeprosinami za zaistniałą, niedopuszczalną sytuację.

Nasz czytelnik potwierdza, że – rzeczywiście – po interwencji Rzeszów News wreszcie otrzymał odpowiedź. Lepiej późno, niż wcale. (mob)

rzeszów top my aplikacja
Grafika: odpowiedź w aplikacji Rzeszówtomy

Czytaj więcej: 

12-metrowa ściana wyrośnie parę metrów od okien bloku mieszkalnego w Rzeszowie

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama