Zdjęcie: Myśliwce NATO ruszyły do akcji (fot. B. Bera - wojsko-polskie.pl)

Po raz pierwszy w historii mieszkańcy części Podkarpacia i Lubelszczyzny otrzymali alert RCB dotyczący zmasowanego ataku powietrznego na zachodnią Ukrainę. Kilkadziesiąt minut później przyszła kolejna wiadomość – tym razem odwołująca ostrzeżenie.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński wyjaśnił, dlaczego zdecydowano się na zmianę procedur i zapowiedział kolejne zmiany w systemie ostrzegania.

Pierwszy taki alert RCB

Czwartkowy poranny alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wywołał wiele pytań wśród mieszkańców południowo-wschodniej Polski. Rząd tłumaczy, że to efekt nowych procedur, które mają zwiększyć bezpieczeństwo w sytuacjach potencjalnego zagrożenia.

W czwartek po godzinie 4:00 rano mieszkańcy wybranych powiatów województw podkarpackiego i lubelskiego otrzymali wiadomość od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o treści: „UWAGA! UWAGA! UWAGA! NA OBSZARZE ZACHODNIEJ UKRAINY TRWA ZMASOWANY ATAK POWIETRZNY. ŚLEDŹ KOMUNIKATY”.

Był to pierwszy przypadek, kiedy RCB rozesłało alert informujący o trwającym ataku na zachodniej Ukrainie. Około godzinę później do mieszkańców trafiła kolejna wiadomość SMS, informująca o odwołaniu alertu. Również taka procedura została zastosowana po raz pierwszy.

Zmiana procedur po doświadczeniach

Do sprawy odniósł się w czwartek na antenie TOK FM minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. Wyjaśnił, że decyzja o wysyłaniu tego typu komunikatów wynika z analizy ostatnich incydentów związanych z zagrożeniami w pobliżu polskiej granicy.

– Zawsze jest potencjalne niebezpieczeństwo, że rakieta wystrzelona w kierunku zachodniej Ukrainy zmieni tor – powiedział szef MSWiA.

Minister dodał również, że nowe procedury będą uruchamiane w określonych sytuacjach. – Zdecydowaliśmy po ostatnich doświadczeniach, że wtedy, gdy podrywane przez wojsko są nasze myśliwce, aby patrolować przestrzeń powietrzną, będziemy wysyłać SMS-a – niemówiącego o tym, że nadchodzi zagrożenie, tylko że potencjalnie, żeby każdy był przygotowany – podkreślił Kierwiński.

Jak zaznaczył, po każdym takim komunikacie będzie wysyłany również SMS odwołujący alarm. – Modyfikujemy procedury, wyciągamy wnioski – stwierdził.

Co z syrenami?

Podczas rozmowy poruszono także kwestię działania systemu alarmowego po incydencie z 30 lipca, gdy rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną, a Krajowy System Ostrzegania i Alarmowania zadziałał z opóźnieniem.

Marcin Kierwiński wyjaśnił, że uruchomienie syren następuje dopiero wtedy, gdy służby cywilne otrzymują od wojska potwierdzenie realnego zagrożenia. – Oczywiście ten system w dzisiejszej konstrukcji ma swoje opóźnienie. Ktoś, kto fizycznie uruchamia tę syrenę, przecież on nie wie, on ma tylko informację: nadchodzi realne zagrożenie, włącz syrenę. Czy ten system jest dzisiaj doskonały? Czy jest lepszy niż był 3 lata temu? Tak – powiedział Marcin Kierwiński.

Minister zapewnił jednocześnie, że system ostrzegania jest stale rozbudowywany i jeszcze w tym roku mają zostać wdrożone kolejne rozwiązania zwiększające jego skuteczność.

Automatyczne syreny i nowa aplikacja

Szef MSWiA zapowiedział, że do końca roku planowane jest podpisanie porozumień, dzięki którym zarządzanie kryzysowe w takich sytuacjach zostanie przeniesione z poziomu powiatów do Państwowej Straży Pożarnej. To właśnie tam przez całą dobę pełnione są stałe dyżury, co ma usprawnić reakcję na zagrożenia.

Równolegle prowadzone są prace nad automatyzacją systemu alarmowego. W przyszłości syreny mają być uruchamiane bezpośrednio z poziomu komendy wojewódzkiej lub Komendy Głównej PSP, a także przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Kierwiński poinformował również, że do końca roku każdy obywatel ma mieć możliwość pobrania aplikacji ostrzegającej o zagrożeniach. Trwają także prace nad systemem broadcastowym, który pozwoli automatycznie wyświetlać alarm na telefonach komórkowych, choć jak zaznaczył minister, wdrożenie tego rozwiązania zależy również od możliwości technicznych operatorów.

Taki komunikat był potrzebny

Do porannych alertów odniósł się również na antenie RMF FM wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. Podkreślił, że był to pierwszy przypadek zastosowania takiego rodzaju ostrzeżenia i ocenił, że decyzja była słuszna. – Dobrze, że został wysłany. Pamiętamy sytuację sprzed kilkunastu dni, więc dobrze, że taka decyzja została podjęta – powiedział Standerski.

Wiceminister zwrócił jednak uwagę, że treść komunikatów będzie jeszcze dopracowywana. – Pierwszy z komunikatów musi być alarmujący, bo dotyczy zagrożenia. Drugi komunikat, dotyczący odwołania zagrożenia, wówczas powinien być informujący – powiedział wiceminister cyfryzacji.

Dodał również, że prace nad udoskonalaniem treści alertów są prowadzone wspólnie przez RCB i Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. – Cały czas RCB razem z DORSZ pracuje nad dostosowywaniem komunikatów, ale pamiętajmy, że jest to sytuacja bardzo dynamiczna, w której sekundy wymagają decyzji oraz podjęcia działania, bo zagrożenie jest realne – powiedział Standerski.

Wojsko poderwało myśliwce

W czwartek nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, prowadzącego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęto operowanie polskiego lotnictwa wojskowego w krajowej przestrzeni powietrznej.

Wojsko podkreśliło, że działania miały charakter prewencyjny i były ukierunkowane na zabezpieczenie oraz ochronę polskiej przestrzeni powietrznej, szczególnie w rejonach położonych najbliżej zagrożonych obszarów przy granicy z Ukrainą.

(PAP)

Czytaj więcej:

Myśliwce w powietrzu, dwa alerty RCB i irytacja alarmami