Zdjęcie: Piotr Woroniec jr / Rzeszów News
Reklama

Niby już norma, ale ekolodzy wciąż mają wątpliwości. Czy w tym roku w rzeszowskich parkach odbędzie się tradycyjne wypłaszanie gawronów? RDOŚ twierdzi, że pola do składania odwołań od ich decyzji już w zasadzie nie ma.

Sokoły latające po parkach to od 2012 roku dla mieszkańców Rzeszowa żadna nowość. Miasto, a dokładnie Zarząd Zieleni Miejskiej, zdecydował się “zatrudnić” kilka lat temu drapieżne ptaki, by przepłaszały gawrony, odpowiedzialne za odchody paskudzące ławki.

Do ubiegłego roku proces ten obywał się bez większych problemów. Sokolnicy wraz z ptakami pracę zazwyczaj rozpoczynali w okolicach początku marca. Wcześniej (zgodnie z ustawą o ochronie środowiska – do 28 lutego) strącano gniazda gawronów.

W ub. r. okazało się, że płoszenie gawronów z parków nie spodobało się ekologom i proces ten trzeba było zawiesić. Mimo to, w tym roku miasto ponownie do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska złożyło wniosek o zgodę na przeprowadzenie sokolniczej akcji.

– Dostaliśmy już decyzję RDOŚ. Jest ona pozytywna. Czekamy teraz aż zostanie ona uprawomocniona. Mamy nadzieję, że w tym roku ekolodzy nie zablokują nam prac – mówi Aleksandra Wąsowicz-Duch, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej w Rzeszowie.

– Do tej pory akcje, które przeprowadzaliśmy, były bardzo skuteczne. Kilka lat temu mieliśmy do strącenia 150-200 gniazd. W tym roku około 10. To dowód, że jak ktoś mówi, że płoszenie gawronów nic nie daje, to nie ma racji – dodaje.

Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ w Rzeszowie, potwierdza, że została wydana zgoda na płoszenie gawronów w parkach. Jest ona jednak nieprawomocna. Zanim ją wydano przeanalizowano m.in. czy proces ten jest szkodliwy dla innego gatunku ptaków, jak wypłaszanie będzie wyglądało i czy jest jakaś alternatywa od tej metody.

– Badania naukowe potwierdzają, że nie ma lepszej metody na wypłaszanie gawronów, niż metoda sokolnicza. Jest najbardziej efektywna i mało szkodliwa dla otoczenia. W Rzeszowie płoszenie realizowane jest od lat z bardzo dobrym skutkiem – twierdzi Łukasz Lis.

Podkreśla także, że metoda sokolnicza nie jest selektywna, a to oznacza, że nie tylko ukierunkowana jest na jeden gatunek ptaków, czyli gawrony.  Sokoły, chociaż są drapieżnikami, podczas pracy nie zagrażają innym ptakom. W uproszczeniu – nie polują na nie.

– Sokoły podczas pracy są tak ułożone, że mają przelecieć z punktu A do punktu B i tyle. W trakcie pracy są karmione, więc nie muszą same polować. Nie odnotowano, aby sokoły atakowały jakiekolwiek mniejsze ptaki. Potwierdzają to badania naukowe – tłumaczy Łukasz Lis.

Nad pracą sokolników zawsze czuwają ornitolodzy. To właśnie oni sprawdzają, czy w gniazdach nie ma jaj. Zgodnie z ustawą o ochronie środowiska okres lęgowy u ptaków zaczyna się 1 marca i trwa do 15 października, z tym, że w każdym gatunku przebiega on inaczej.

W przypadku gawronów mniej więcej początkiem kwietnia następuje złożenie jaj, następnie około 20 dni trwa wysiadywanie i kolejne około 30 dni trwa karmienie. To oznacza, że sokolnicy w parkach mogą pracować przez cały marzec.

Jeśli Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków i Towarzystwo Ochrony Przyrody nie odwołają się od decyzji RDOŚ, płoszenie powinno rozpocząć się w połowie marca najprawdopodobniej w trzech parkach: „Solidarności” przy ul. Dąbrowskiego, przy ul. Rycerskiej oraz Jedności Polonii z Macierzą przy al. Cieplińskiego.

Łukasz Lis przewiduje, że plan w tym roku uda się zrealizować, bo w decyzji RDOŚ uwzględniono zarówno wszystkie uwagi ekologów oraz kwestie, które wskazała Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. – Wydaje mi się, że nie powinno być już więcej argumentów, które pozwolą na wniesienie odwołania – mówi Łukasz Lis.

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

7 KOMENTARZE

  1. Kiedyś kot zjadł to co sobie upolował a teraz sierściuchy siedzą na kanapach i zajadają łiskasy.
    Wypuścić do parku 50 kotów, nie dać im jeść to zrobią porządek z ptakami.
    Już Kargul z Pawlakiem wiedzieli jakie jest przeznaczenie kota. Na polowanie marsz.
    Teraz możecie hejtować 🙂

  2. Dziadek mi opowiadał, że przed wojną inaczej sobie radzili z gniazdami krukowatych. Po prostu strącano gniazda. Jeden warunek, w tych gniazdach musiały być młode. Na tym drzewie gniazda te ptaki już nie odbudowały. Wtedy były inne czasy i mądrzejsi ludzie.

  3. Może niech eko-terroryści sami siedzą na drzewach i machaniem łap odstraszają biedne gawrony. Tylko niech nie paskudzą na ławki pod drzewami;)

  4. Proponuję posadzić takiego ekoterrorystę w parku na dwie godziny pod drzewami i niech srają na jego durną głowę te paskudne ptaszyska.
    Parki są dla ludzi a nie dla wrzeszczących, śmietnikowych gównosrajów!!!

Comments are closed.