Rada Miasta Sanoka nie została odwołana w referendum (fot. sanok.pl (archiwum) / Mateusz Matuszewski FB / cropped)

Rada Miasta Sanoka w referendum nie została odwołana – podała oficjalnie w poniedziałek PKW. Do odwołania potrzeba było ponad 8,3 tys. głosów. W niedzielę do urn poszło jedynie ponad 3,9 tys. sanoczan, z tej liczby za odwołaniem zagłosowało 3,7 tys. osób. Frekwencja w głosowaniu wyniosła niewiele ponad 14 proc.

Zgodnie z przepisami, żeby referendum było wiążące, udział w nim musi wziąć przynajmniej 3/5 liczby biorących udział w wyborze odwoływanego organu. W przypadku Sanoka musiało to być ponad 8,3 tys. osób.

Niedzielne referendum było pokłosiem sporów, które od początku kadencji toczy burmistrz miasta Tomasz Matuszewski z większością radnych.

Polityczny zgrzyt

Niedzielne referendum było skutkiem narastającego od miesięcy konfliktu burmistrza Tomasza Matuszewskiego z radą miasta. Spór zaczął się od finansów. Rada zarzuca burmistrzowi, że przez jego decyzje miasto straciło płynność finansową i inwestycyjną. Zdaniem burmistrza to rada blokuje rozwój i odrzuca, które miałyby temu zaradzić. 

Nie bez znaczenia był fakt, że  wyborach Matuszewski i Sławomir Miklicz spotkali się w drugiej turze. Różnica głosów była niewielka – od tego momentu między politykami cały czas iskrzy,.

Autorzy głosowania

Autorami wniosku o referendum były osoby związane z burmistrzem Sanoka. Burmistrz podkreślał wielokrotnie, że ostatnie półtora roku za sprawą rady miasta to czas chaosu, blokowania rozwoju i destrukcji finansów.

– Teraz Sanoczanie powiedzą, czy chcą tego dalej, czy wybiorą zmianę – mówił Matuszewski w dniu ogłoszenia przez komisarza wyborczego daty referendum.

Natomiast zdaniem przewodniczącego rady miasta Sławomira Miklicza referendum miało przykryć problemy finansowe Sanoka.

Burmistrz komentuje wyniki

Po ogłoszeniu wyników niedzielnego referendum Matuszewski w swoich mediach społecznościowych napisał, że spośród osób, które wzięły udział w referendum, ponad 94 proc. opowiedziało się za odwołaniem rady miasta.

– Tego głosu nie da się zamieść pod dywan – dodał.

Zdaniem Matuszewskiego wyniki referendum pokazują, że „mieszkańcy oczekują odpowiedzialności, współpracy i końca jałowego przeciągania liny”.

– To jest czerwone światło, które powinno skłonić Radę do poważnej refleksji. Ostatnie miesiące pokazały głęboki podział, brak współpracy, brak decyzji, ignorowanie rekomendacji instytucji nadzorczych i powtarzalny chaos, który kosztuje Sanok czas i pieniądze. Jeżeli to się nie zmieni – kolejne trzy lata będą wyglądać tak samo albo gorzejm – napisał burmistrz.

Reklama

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - InstagramObserwuj nas na Instagramie!

Miklicz komentuje

W rozmowie z nami przewodniczący Rady Miasta Sanoka zwraca uwagę, że niska frekwencja oznacza spadek poparcia dla Matuszewskiego. 

– Matuszewski nie zmobilizował do głosowania nawet tych, którzy na niego głosowali w wyborach. (…) poparcie dla burmistrza w ostatnim czasie bardzo mocno spadło. Mieszkańcy nie akceptują jego polityki, którą prowadzi, a tym samym wzmocnili kredyt zaufania do rady miasta, która od jakiegoś czasu już mocno zabiega o to, aby ograniczać zadłużenie miasta, żeby odzyskać stabilność finansową budżetu i zdolności inwestycyjne – powiedział. 

Dodał, że najpilniejszym zadaniem jest praca nad projektem budżetu i dostosowanie programu naprawczego tak, by miasto mogło uzyskać pożyczkę z Ministerstwa Finansów.

Mieszkańcy komentują

O swoją opinię zapytaliśmy kilku mieszkańców przypadkowo spotkanych na ul. 3 Maja.

– Referendum? Jakie referendum? To w Sanoku było wczoraj coś takiego? – powiedział jeden z mieszkańców.

Podobne zdziwienie wyraziło kilku innych. 

– Słyszałam od sąsiadki, że Matuszewski szykuje jakiś bojkot, ale nie interesowałam się tym. Ponoć w budżecie miasta brakuje pieniędzy. A gdzie nie brakuje? – powiedziała jedna z mieszkanek. 

Z dziesięciu osób, z którymi udało nam się porozmawiać, nikt nie poszedł do urny. 

Komisje, sądy i wezwania do bojkotu

W komisjach referendalnych zasiedli głównie ludzie ze środowiska burmistrza. Sławomir Miklicz uznał że nie jest to sprawiedliwe, dlatego zaproponował, żeby o części składu mogła też zdecydować rada miasta. Burmistrz odpowiedział, że przepisy na to nie pozwalają, przewodniczący rady zaczął wprost namawiać mieszkańców, żeby nie szli na referendum. W mieście nawet pojawiły się banery z hasłami, żeby mieszkańcy nie szli do urn.

Komitet referendalny i obóz burmistrza złożyli wniosek do sądu. Sąd w Krośnie najpierw stanął po ich stronie i ograniczył Mikliczowi możliwość publikowania części wpisów. Ten się odwołał i wygrał. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie oddalił wniosek komitetu, a przewodniczący rady po wyroku napisał, że burmistrz naruszył jego dobra osobiste. 

(lp, źródło PAP)

Czytaj więcej:

Bój o fotoradar – mieszkańcy chcą, żeby został. Burmistrz okpił rzeszowski Inspektorat Transportu Drogowego

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama