Zdjęcie: Jakub / Czytelnik Rzeszów News

Z zamkniętego fragmentu ulicy Jagiellońskiej dla samochodów, miasto zrobiło „strefę zamieszkania”. – Bareja po rzeszowsku – komentują mieszkańcy. 

Od zeszłego piątku (17 września) ulica Jagiellońska jest na ustach sporej liczby mieszkańców Rzeszowa – około 30-metrowy fragment od rogu ulicy Maja do kamienicy nr 4 na wysokości Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej zamknięto dla samochodów

Postawiono tam ławy i donice z roślinnością, by kierowcy nie zawracali na deptaku, i go nie niszczyli. Przed parkletami wybudowano zawrotki, a jednocześnie jeszcze do wtorku były przed nimi znaki informujące o zawracaniu oraz zakazie zatrzymywania się i postoju.

Już w sobotę udowodniliśmy, że kierowcy są na bakier z przepisami – parkują samochody na zakazie, do takiego stopnia, że przez ulicę Jagiellońską nie mogą się przedrzeć pojazdy uprzywilejowane, np. policji. Straż miejska obiecała, że będzie dyscyplinować kierowców. 

Znak D-40 

Na miasto posypała się krytyka, że zmiany na Jagiellońskiej wprowadza bez ładu i składu, że pora roku na to jest nieprzemyślana. Urzędnicy myśleli, że „duch” trwającego do 22 września Europejskiego Tygodnia Mobilności udzieli się mieszkańcom. Nie udzielił. 

Tymczasem we wtorek (20 września) miasto dokonało kolejnych zmian na Jagiellońskiej. Zdemontowało znak o zakazie zatrzymywania się i postoju pomiędzy płatną strefą parkowania a zawrotkami po obu stronach ulicy.

Co dało w zamian? Nowy znak D-40, informujący o strefie zamieszkania. To znak, który najczęściej można spotkać na drogach osiedlowych, a w nie centrach miast. Znak ma zwiększać ochronę pieszych, ci mogą poruszać się swobodnie całą szerokością jezdni.

W „strefie zamieszkania” kierowcy muszą zachować szczególną ostrożność, bo prawo do swobodnego korzystania z jezdni mają nawet dzieci do 7. roku życia i wcale w tym czasie nie muszą być pod opieką rodziców. 

Ze skrajności w skrajność

Pan Jakub, czytelnik Rzeszów News, złapał się za głowę, gdy zobaczył, w jaki sposób miasto znalazło „złoty środek” na problemy w egzekwowaniu prawa na Jagiellońskiej. – Ze skrajności w skrajność. Teraz tam mogą się dzieci bawić na drodze i grać w piłkę – mówi.

– Albo zakazy albo absurdalne znaki powodujące tak naprawdę jeszcze większe niebezpieczeństwo dla pieszych – komentuje nasz czytelnik. I zwraca uwagę na to, że znak D-40 wcale nie zakazuje kierowcom parkowania. I to prawda. 

– To można tam parkować za darmo, skoro kilka metrów wcześniej kończy się strefa płatnego parkowania? – pyta logicznie Jakub. – Nie można – odpowiada jednoznacznie Maciej Chłodnicki z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa.

Teraz jest jasno? 

I twierdzi, że znaki wymieniono, bo ten o zakazie zatrzymywania się nie był jasny. – Strefa zamieszkania pozwala na zatrzymywanie się pod warunkiem, że takie miejsca są wyznaczone, a na Jagiellońskiej ich nie ma – broni słuszności rozwiązania Chłodnicki.

Takie miejsce, jedno, zostanie wyznaczone na wysokości MOPS-u, ale będzie ono dostępne tylko dla samochodów dostawczych, które dowożą towar do pobliskich firm i sklepów. Urzędnicy radzą kierowcom, by nie próbowali wykazywać się przebiegłością. 

– Za złamanie zakazu zatrzymywania się, według nowego taryfikatora, który obowiązuje od 17 września, grozi mandat w wysokości 3000 zł i 15 punktów karnych – słyszymy w ratuszu, gdzie liczą na to, że „kieszeniowy” argument ostudzi zapędy cwaniaków. 

Piłka plażowa na Jagiellońskiej?

Kierowcy uważają jednak, że urzędnicy uparcie bronią decyzji o zamknięciu Jagiellońskiej dla samochodów i wymyślają kolejne argumenty (wymiana znaków) tylko po to, by się nie przyznać do błędu o zmianach w ruchu. 

– Bareja po rzeszowsku. Może trzeba zrobić prowokację i rozłożyć koc, wyciągnąć termos i piłki plażowe i zacząć grać w badminton? – wyzłośliwia się Jakub. – Przynajmniej kierowcy nie rozjeżdżają deptaka – odpowiadają urzędnicy. 

(ram)

Zdjęcie: Jakub / Czytelnik Rzeszów News

redakcja@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama