Zdjęcie: Kobieta przeżyła gehennę za sprawą swojego męża (fot. Pixabay)

Przez blisko dekadę żona i dwaj mali synowie mieli żyć w strachu przed własnym ojcem i mężem. Dopiero dramatyczne wołanie o pomoc usłyszane przez sąsiadkę uruchomiło policyjną interwencję, która zakończyła się zatrzymaniem 35-latka.

Teraz sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.

Sąsiedzka reakcja przerwała koszmar

Sprawa z gminy Dynów jest wstrząsająca i pokazuje, jak długo przemoc domowa może pozostawać ukryta za zamkniętymi drzwiami. Jak przekazała prokuratura, śledztwo rozpoczęło się po dramatycznych wydarzeniach z 9 lipca 2026 roku na terenie gminy Dynów. Służby zaalarmowała sąsiadka, która usłyszała krzyki oraz wołanie o ratunek dochodzące ze znajdującego się obok domu.

– Przybyli na miejsce funkcjonariusze zastali zapłakaną i wystraszoną kobietę oraz jej męża. Mężczyzna został natychmiast zatrzymany, a w chwili zdarzenia był trzeźwy – relacjonuje prokurator Krzysztof Ciechanowski.

35-letni Wojciech P. został zatrzymany i najbliższe miesiące spędzi w areszcie. Co jednak działo się za zamkniętymi drzwiami przez lata?

Gehenna rodziny od 2016 roku

Według ustaleń śledczych dramat rodziny nie był jednorazowym incydentem. Prokuratura podejrzewa, że przemoc trwała systematycznie od maja 2016 roku, a jej akty obejmowały zarówno żonę, jak i dwójkę małoletnich dzieci.

– Wojciech P. wszczynał awantury, podczas których bił, kopał w miejsca intymne, szarpał, popychał oraz wyzywał żonę. Ponadto agresję kierował wobec dwóch małoletnich synów, których kopał, szarpał i groził im pobiciem. Podejrzany groził kobiecie pozbawieniem życia, co skutecznie paraliżowało ją przed wcześniejszym zgłoszeniem sprawy organom ścigania. Z relacji pokrzywdzonej wynika również, że zachowania męża mogły być potęgowane wcześniejszym zażywaniem środków odurzających – informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Częściowo przyznał się do zarzutów

35-latek został przesłuchany przez prokuratora, jednak przyznał się jedynie do części stawianych mu zarzutów. Potwierdził agresywne zachowanie podczas nocy zatrzymania oraz wysyłanie pełnych przemocy wiadomości SMS do żony. Zaprzeczył jednak, aby od 2016 roku znęcał się nad swoją rodziną.

Prokuratura podkreśla jednak, że zgromadzony materiał dowodowy jest obszerny i obejmuje między innymi dokumentację medyczną pokrzywdzonej, wydruki wiadomości SMS oraz zeznania świadków, które zdaniem śledczych w pełni uzasadniają przedstawione zarzuty.

Sąd nie miał wątpliwości

Prokuratura wnioskowała o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania, argumentując, że pozostawienie go na wolności mogłoby zagrozić prawidłowemu przebiegowi postępowania oraz bezpieczeństwu pokrzywdzonych.

– Na obecnym, początkowym etapie śledztwa istnieje wysokie ryzyko, że podejrzany na wolności mógłby bezprawnie wpływać na zeznania świadków, w tym zastraszać żonę oraz małoletnie dzieci -0 podkreśla prok. Ciechanowski. Śledczy wskazywali również, że istnieje uzasadniona obawa, że podejrzany mógłby spełnić kierowane wcześniej wobec członków rodziny groźby pozbawienia życia.

Sąd Rejonowy w Rzeszowie w pełni podzielił argumentację prokuratora i zdecydował o zastosowaniu wobec Wojciecha P. trzymiesięcznego aresztu.

Był już karany

Prokuratura ujawniła, że Wojciech P. był już wcześniej wielokrotnie karany, między innymi za przestępstwo rozboju. Ten fakt również miał znaczenie przy ocenie ryzyka związanego z pozostawieniem go na wolności.

Za zarzucane mu przestępstwo znęcania się nad rodziną grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Śledztwo nadal trwa, a prokuratorzy prowadzą kolejne czynności mające na celu pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy. Na obecnym etapie postępowania podejrzany pozostaje objęty zasadą domniemania niewinności, a o jego winie będzie mógł przesądzić wyłącznie prawomocny wyrok sądu.

Czytaj więcej:

Dramat małej Nadii wraca na wokandę. Rzeszowski sąd zdecydował ws. procesu rodziców skatowanej dziewczynki