Zdjęcie: Ważą się losy porodówki w Nowej Dębie (fot. Pixabay)
Reklama

Miejscy radni mówią „nie”, ale widmo likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego wciąż wisi nad szpitalem w Nowej Dębie na Podkarpaciu. Podczas nadzwyczajnej sesji padły mocne słowa o finansach, bezpieczeństwie kobiet i przyszłości całego regionu. Głos zabrali politycy, ale też same pacjentki.

Sprawa, która poruszyła mieszkańców, może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje niż się wydaje.

Jednogłośny sprzeciw radnych

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Nowej Dębie zapadły deklaracje, która jasno pokazują stanowisko lokalnego samorządu. Radni jednogłośnie sprzeciwili się planom likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego oraz neonatologicznego w miejscowym szpitalu.

W przyjętym apelu podkreślono, że choć trudna sytuacja finansowa służby zdrowia jest faktem, to funkcjonowanie tego typu oddziałów nie może być rozpatrywane wyłącznie przez pryzmat ekonomii. Jak zaznaczono, chodzi o obszar szczególnie wrażliwy, bezpośrednio związany ze zdrowiem i życiem kobiet oraz noworodków, a także z poczuciem bezpieczeństwa całych rodzin .

Radni zwrócili uwagę, że nowodębski oddział cieszy się bardzo dobrą opinią wśród pacjentek, a jego znaczenie wykracza poza granice gminy. Nawet 80 procent porodów to przypadki kobiet spoza regionu, które świadomie wybierają tę placówkę. To argument, który w ocenie samorządu powinien być kluczowy w dalszych decyzjach dotyczących jego przyszłości .

Finanse kontra bezpieczeństwo

Zupełnie inny ton wybrzmiał jednak w wypowiedziach władz powiatowych. Wicestarosta tarnobrzeski Wojciech Śmiech nie ukrywał, że sytuacja finansowa szpitala jest bardzo trudna, a utrzymanie oddziałów generuje poważne obciążenia. Jak zaznaczył, tylko w dwóch pierwszych miesiącach 2026 roku placówka zanotowało ponad milion złotych straty, a dwa wspomniane oddziały wygenerowały z tego aż 800 tys. kwoty „na minusie”.

– To nie jest wina ani nowodębskiej „porodówki”, ani szpitala, ani organu zarządzającego, czyli starostwa. To system jest chory i to od wielu lat. Za nisko wyceniane procedury medyczne plus demografia czynią z tych oddziałów kotwicę ciągnącą cały szpital w dół – mówił wicestarosta cytowany przez Tygodnik Nadwiślański.

To właśnie kwestie ekonomiczne mają być jednym z głównych powodów rozważania likwidacji porodówki i przekształcenia jej w oddział ginekologiczny działający w trybie jednodniowym. Wówczas kobiety mogłyby tam spędzić maksymalnie 24 godziny, co utrudniałoby odpowiednie zajęcie się pacjentkami wymagającymi dłuższej opieki. Taki scenariusz oznaczałby faktyczny koniec bezpiecznych porodów w Nowej Dębie.

Miejscy radni podkreślają, że takie podejście jest krótkowzroczne. W apelu zaznaczono, że liczba porodów (około 6 – 7 tygodniowo) zapewnia ciągłość pracy i pozwala utrzymać wysokie kompetencje personelu. Wskazano również, że ewentualne problemy kadrowe można rozwiązywać poprzez współpracę z innymi placówkami w regionie.

Warto wspomnieć, że jeszcze w 2023 r. na porodówce w Nowej Dębie przyszło na świat 297 dzieci, a w kolejnych latach tendencja była raczej zwyżkowa. W latach 2024-2025 liczba ta wyniosła kolejno 338 i 321, a do 6 kwietnia tego roku urodziło się tam 101 dzieci.

Interpelacja poselska i presja polityczna

Sprawa wyszła już poza lokalny poziom. Interwencję poselską podjęła w tej kwestii złożyła posłanka Marcelina Zawisza z partii Razem. Zwróciła uwagę na systemowy problem niedofinansowania oddziałów położniczych w mniejszych miejscowościach.

„Taka decyzja budzi poważne obawy zarówno wśród mieszkanek powiatu tarnobrzeskiego, jak i w środowisku lokalnych samorządowców oraz personelu ochrony zdrowia. Zamknięcie oddziału ginekologiczno-położniczego i neonatologicznego oznacza istotne ograniczenie dostępu do opieki okołoporodowej dla mieszkanek Nowej Dęby, powiatu tarnobrzeskiego i sąsiednich gmin” – czytamy w treści pisma skierowanego do starosty tarnobrzeskiego Pawła Bartoszka.

To kolejny sygnał, że decyzja dotycząca Nowej Dęby może stać się symbolem szerszego kryzysu w polskiej ochronie zdrowia. Likwidacja takich oddziałów oznacza bowiem nie tylko utrudniony dostęp do opieki, ale także realne zagrożenie dla bezpieczeństwa kobiet w ciąży, które będą zmuszone dojeżdżać do odległych szpitali. W tym przypadku oznacza to dla mieszkanek Nowej Dęby podróże (często w stanie zaawansowanej ciąży) do Stalowej Woli, Tarnobrzega i Sandomierza. A to trasy o długości od 20 do nawet ponad 50 kilometrów.

Najważniejszy głos kobiet

Najmocniej wybrzmiewają jednak głosy samych mieszkanek. Jedna z nich, pani Agnieszka, w emocjonalnym apelu podkreśla, że oddział w Nowej Dębie to nie tylko miejsce świadczenia usług medycznych, ale przestrzeń, która daje kobietom poczucie realnego wsparcia.

– To miejsce, które daje poczucie bezpieczeństwa i bliskości, a to szczególnie istotne w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do opieki medycznej jest ograniczony – zaznacza, przywołując historię swojej rodziny. Wspomina, że dzięki profesjonalizmowi personelu jej mama po trudnym pierwszym porodzie, mogła przeżyć kolejne doświadczenie w sposób pozytywny, co wpłynęło na całe pokolenie kobiet w rodzinie.

Jeszcze mocniejsze słowa padły podczas samej sesji rady. Jedna z pacjentek nie kryła emocji. – To nie jest zamknięcie byle jakiego oddziału. Wcześniej miałam okazję rodzić w Rzeszowie oraz Krakowie i powiem szczerze, że w obu tych dużych miastach nie da się tego porównać jak o wiele lepszą opieką są objęte kobiety w Nowej Dębie. Powinniście zrobić wszystko, żeby ten oddział uratować – powiedziała, po czym dostała brawa od mieszkańców zgromadzonych na sali.

Apel do premiera

Dziś przyszłość oddziału nie tylko stoi pod znakiem zapytania, ale wydaje się być nawet przesądzona. Z jednej strony mamy jednoznaczny sprzeciw miejskiego samorządu i rosnącą presję społeczną, z drugiej twarde realia finansowe, które mają przesądzić o losie placówki. Czy społeczny sprzeciw przyniesie jakiekolwiek zmiany? Póki co oddziały ginekologiczno-położniczy i neonatologiczny mają działać tylko do końca kwietnia.

Radni zaapelowali w tej sprawie nie tylko do Rady Powiatu Tarnobrzeskiego (która podczas kwietniowej sesji ma zdecydować o losie porodówki), ale nawet do rządu premiera Donalda Tuska o znalezienie rozwiązań systemowych, które pozwolą utrzymać funkcjonowanie oddziałów. Podkreślają, że decyzja o ich likwidacji może mieć długofalowe skutki nie tylko dla zdrowia mieszkańców, ale również dla rozwoju całego regionu.

„Dla wielu kobiet kluczowe znaczenie ma dostępność oddziału położniczego w rozsądnej odległości od miejsca zamieszkania. Komfort psychiczny, poczucie bezpieczeństwa oraz możliwość skorzystania z opieki medycznej w odpowiednim czasie są niezwykle istotne w okresie okołoporodowym. Warto również zauważyć, że nasza gmina i powiat stoją przed realną szansą zwiększenia liczby mieszkańców w związku z rozwojem struktur wojskowych. (…) można zakładać, że wraz z docelowym wzrostem liczby żołnierzy pojawi się większa liczba młodych rodzin. Dostępność pełnej opieki medycznej, w tym oddziału położniczego, może stanowić jeden z istotnych czynników wpływających na decyzje o osiedlaniu się na naszym terenie” – argumentują.

Sprawa porodówki w Nowej Dębie, jak i wcześniej zlikwidowanych oddziałów w Przeworsku, Nisku, Lesku i Leżajsku przestała być lokalnym problemem. Stała się symbolem walki o dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej w mniejszych miastach.

Czytaj więcej:

Rewolucja w szkołach na Podkarpaciu. Edukacja zdrowotna obowiązkowa, zdrowie seksualne wyjątkiem

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

 

Reklama