Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News
Reklama

W najgorszym wypadku złamie się pień albo drzewo zostanie wyrwane z korzeniami. Na razie widać otarcia i odpadła kora. 

Drzewo rośnie przy ścieżce rowerowej, na brzegu rzeki, niedaleko placu zabaw przy ul. Grabskiego. Jest ogromne. Ma rozłożystą koronę i podwójny pień. Żeby go objąć potrzeba czterech dorosłych osób.

I ktoś w ubiegłym tygodniu przymocował do niego barkę, na której znajduje się sprzęt potrzebny podczas odmulania Wisłoka. Bo na rzeszowskim zalewie praca wre. Ciężki sprzęt czyści dno zbiornika. 

Żeby barka nie odpłynęła, przymocowano ją do drzewa stalową liną zakończoną szerokim pasem. Gdy pytamy dlaczego, i czy nie ma innych sposobów na kotwiczenie barki, Ewa Smolińska z rzeszowskiego oddziału Wód Polskich odpowiada, że to było tylko na chwilę, i nie było ryzyka, że dojdzie do uszkodzenia drzewa.  

Problem w tym, że przemieszczający się pas uszkodził drzewo. Wyraźnie widać otarcia na pniu, w kilku miejscach odpadła kora. 

– Pas na szczęście jest dość szeroki, jednak takie mocowanie i napięcia przenoszone na pień drzewa mogą skutkować naderwaniem bryły korzeniowej, złamaniem pnia, a nawet wyrwaniem drzewa z podłoża – twierdzi Zbigniew Mieszkowicz z rzeszowskiego stowarzyszenia Społeczni Strażnicy Drzew.

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

– I niedopuszczalne jest wykorzystywanie drzew do jakichkolwiek prac inwestycyjnych – podkreśla Mieszkowicz. 

Prace na Wisłoku potrwają do połowy marca. Później będzie przerwa spowodowana okresem lęgowym ptaków. Potrwa do sierpnia. – W tym czasie wykonawca robót dopuszcza możliwość korzystania przez mieszkańców ze ścieżki rowerowej – słyszymy w rzeszowskim oddziale Wód Polskich. 

Ścieżka została zamknięta w sierpniu ubiegłego roku. Przy wjeździe od strony mostu Karpackiego stanęła żółta tablica informacyjna,  na drugim końcu, na wysokości bloków przy ul. Grabskiego, ustawiono betonowe zapory.

Do tej pory z dna rzeszowskiego zbiornika wydobyto ok. 330 tys. m  sześc.  mułu. Do usunięcia jest drugie tyle. Osad wywożony jest do wsi Siedliska w gminie Lubenia.

(la)

redakcja@rzeszow-news.pl

 

Reklama