Zdjęcie: KMP Rzeszów / monitoring, który uchwycił wandala w trakcie niszczenia innego pojazdu (mieszkańcy oskarżają do o znacznie więcej zniszczeń niż dwa)

Przełom w głośnej sprawie niszczenia samochodów na rzeszowskich osiedlach. Funkcjonariusze z Komisariatu Policji I w Rzeszowie zatrzymali 31-latka podejrzanego o celowe uszkadzanie zaparkowanych aut.

Mężczyzna, który przez miesiące unikał wymiaru sprawiedliwości, wpadł w ręce kryminalnych tuż – jak twierdzi policja – po powrocie do Polski. Przyznał się do winy, a policjanci zabezpieczyli od niego 10 tysięcy złotych na poczet przyszłych roszczeń. 

Policyjny finał i zarzuty za zniszczenie mienia

Do zatrzymania doszło w minionym tygodniu, gdy rzeszowscy kryminalni ustalili – jak twierdzi policja – że poszukiwany mężczyzna wrócił w rodzinne strony. 31-latek usłyszał w komisariacie na Nowym Mieście dwa zarzuty dotyczące umyślnego zniszczenia cudzej własności. Łączna wartość strat wyrządzonych w zgłoszonych sprawach przekroczyła 10 tys. złotych.

Pierwsze z postępowań dotyczyło zdarzenia z ulicy Strażackiej z końca grudnia ubiegłego roku, gdzie zniszczony został osobowy Peugeot. Sprawca porysował taflę zwierciadła oraz obudowę lakierniczą lusterka, powodując szkody na ponad 5 tys. złotych. Z kolei na początku kwietnia funkcjonariusze przyjęli niemal bliźniacze zgłoszenie dotyczące porysowania Kii przy ul. Świętojańskiej.

W toku prowadzonych czynności dochodzeniowcy połączyli obie sprawy. Podejrzany podczas przesłuchania nie zaprzeczał. Przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Na poczet grożącej kary oraz naprawienia szkód policja zajęła gotówkę w kwocie 10 tysięcy złotych. 31-latkowi grozi do 5 lat pozbawienia wolności. 

Zwrot w sprawie po redakcyjnej interwencji

Zatrzymanie to wyczekiwany od dawna krok dla zmotoryzowanych mieszkańców, którzy miesiącami czuli się bezradni wobec poczynań agresora. Przypomnijmy, że na łamach Rzeszów News nagłośniliśmy tę sprawę w ramach interwencji, opisując bezsilność lokatorów wobec niszczycielskich ataków wandala.

Wówczas poszkodowani wskazywali, że sprawca został zidentyfikowany dzięki nagraniom z osiedlowego monitoringu i prywatnemu śledztwu mieszkańców, jednak formalne procedury utknęły w martwym punkcie. Pod koniec czerwca śledztwo zostało oficjalnie zawieszone przez Komisariat Policji I oraz Prokuraturę Rejonową z powodu „długotrwałej przeszkody”, jaką był brak możliwości wykonania czynności procesowych – jak twierdzi policja w swoim komunikacie – ze względu na pobyt podejrzanego poza granicami kraju. Jak podkreślają śledczy, mimo formalnego zawieszenia czynności operacyjne były kontynuowane w tle, co pozwoliło zatrzymać mężczyznę, gdy tylko pojawił się w Polsce.

Osoby, których pojazdy zostały zniszczona zaznaczają, że – istotnie – wandal mógł wyjeżdżać poza granicę Polski, ale na tyle krótko, że nie powinno to przeszkadzać policji w zatrzymaniu. Przypomnijmy, że zgłoszenie dotyczące zniszczenia Peugeota miało miejsce w grudniu 2025 r. Właściciel tego pojazdu twierdzi, że policji znane były wcześniejsze zniszczenia wiązane z “działalnością” tego wandala.      

„Ewidentnie celowa robota” – o kulisach niszczenia Kii

O tym, jak w praktyce wyglądały ataki wandala i jakie emocje towarzyszyły poszkodowanym, opowiada Natalia, której Kia stała się celem agresora. Sposób działania sprawcy był metodyczny i eskalował wraz z upływem czasu.

– Podobnie jak u innego poszkodowanego, u nas także zaczęło się od porysowania lusterka… na początku marca br. W tamtej chwili nie podejrzewaliśmy o coś takiego nikogo z osiedla, uznaliśmy, że mogło się to stać gdzieś na mieście, w galerii itp. Chociaż przy zamkniętym aucie lusterko jest złożone, więc ktoś musiał je otworzyć na siłę, nie był to zwykły wypadek – relacjonuje Natalia.

Kolejny atak nie pozostawił już jednak złudzeń co do intencji sprawcy.

– Minął miesiąc i dokładnie 1 kwietnia (dość ironiczna data) zauważyliśmy porysowane drzwi od strony kierowcy – przód oraz tył, tylny błotnik i klapa od wlotu paliwa… Była to kreska, która nie mogła powstać przypadkiem gdzieś na parkingu, a ewidentnie celowa robota! Zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie to się mogło stać: czy ktoś na siłowni upodobał sobie nasze auto, może na stacji benzynowej, pod sklepem… Zaczęła się pojawiać myśl, że mogło się to stać na osiedlu, ale to naprawdę spokojne miejsce, więc bardzo nie chcieliśmy w to wierzyć… Ostatecznie, trochę bezradni, postanowiliśmy wycenić te szkody, okazało się, że naprawa to wydatek ok. 3000 PLN – podkreśla poszkodowana.

Dalsze decyzje w rękach sądu

Postawienie 31-latkowi zarzutów z art. 288 § 1 Kodeksu karnego zamyka etap bezkarności, który przez wiele miesięcy spędzał sen z powiek właścicielom aut na rzeszowskich osiedlach. Zabezpieczone środki finansowe mają posłużyć na pokrycie roszczeń pokrzywdzonych właścicieli pojazdów, a o ostatecznym wymiarze kary dla mężczyzny zdecyduje rzeszowski sąd. (mob)

Czytaj więcej: 

Do… siedmiu razy sztuka? Choroby sędziów, urlopy i wnioski obrońców, a wyroku za postrzelenie dalej nie ma