„One Billion Rising” na Rynku przeciw przemocy wobec kobiet [VIDEO, FOTO]

2
Reklama

 „Tańczę, bo chcę, aby wszystko miało inny smak, by łańcuch pękł,  bo już najwyższy czas!” – słyszymy w piosence, która stanowi podkład do układu tanecznego w akcji, w której Rzeszów podczas tegorocznych Walentynek wziął udział pierwszy raz.

 

 

„To nie jest skomplikowane (…). Łatwiej dużo jest i prościej, gdy „nie” znaczy „nie” – masz prawo to powiedzieć, [bo] nikt niczyją nie jest własnością. [Twoje] ciało jest  święte i dobre. Koniec przemocy! Matki i córki – piękne i mądre – jesteście dniem w samym środku nocy!” – głoszą słowa, które śpiewane są podczas akcji „One Billion Rising Revolution”, największego na świecie antyprzemocowego performance.

Czuć było pozytywną energię

W Polsce praktycznie nie słyszymy o problemach przemocy w związkach nastolatków, o gwałtach na randce, molestowaniu seksualnym dziewcząt; może się on wydawać społecznie nikły w porównaniu z bezkresem przemocy, do jakiej dochodzi w związkach osób dorosłych. Tymczasem statystyki biją na alarm. Przemoc w związkach nastolatków jest podobnie nasilona, jak to, co się dzieje w relacjach dorosłych.

Dlatego też Rzeszów, mając na uwadze dobro mieszkanek Podkarpacia po raz pierwszy w tegoroczne Walentynki włączył się do akcji „One Billion Rising Revolution” odbywającej się pod hasłem „Nazywam się Miliard”, by w ten sposób okazać solidarność i wsparcie dla wszystkich kobiet na świecie, które doświadczają przemocy.

Wspólnym mianownikiem tego wydarzenia był oczywiście taniec, który odbył się na rzeszowskim Rynku. Wzięło w nim udział około 20 osób. – Liczy się jakoś, a nie ilość. Cieszę się, że przyłączyli się do akcji mieszkańcy i że było czuć tą pozytywną energię – mówiła  Patricia Mitro, prezes Fundacji Prawnikon oraz koordynatorka akcji „One Billion Rising” Revolution na  Podkarpaciu.

– Czy  akcja odniosła skutek?  Myślę, że tak bardzo dobrze to widać po statystykach, ponieważ przez tydzień promocji tego wydarzenia bardzo dużo kobiet zgłosiło się do naszej fundacji z prośbą o pomoc, a o to nam właśnie chodziło – dodaje.

Dramat w zaciszu domowym

Na rzeszowskim Rynku przy scenie tańczyli zarówno młodzi, jak i osoby dojrzałe. Pytaliśmy ich, dlaczego wspierają akcję, czy rzeczywiście problem przemocy wobec kobiet również jest problem stolicy Podkarpacia.

– Nie jest fajnie być tą gorszą stroną. Stosowanie przemocy wobec kobiet to problem, który dotyczy również Rzeszowa, bo często jest tak, że nie wychodzi on na światło dzienne – uważa Krystyna Dziągwa.

– To niezwykła akcja. Ona dzieje się na całym świecie. Fantastycznie być częścią czegoś większego – mówiła natomiast podekscytowana Kinga Dereniowska, tuż po zakończeniu tańca.

– Świetnie, że tę akcję zorganizowano w Rzeszowie. Takie wydarzenie było potrzebne, zwłaszcza gdy angażuje ludzi w każdym wieku – dodaje.

Młoda rzeszowianka zwróciła również uwagę, na to, że chociaż my na co dzień o tym nie mówimy, nie widzimy tego, to jednak często media donoszą o zdarzeniach, których głównym bohaterem jest przemoc domowa.

– W zaciszu domu wciąż są bite kobiety i dzieci, a ludzie na to, niestety, przymykają oczy. Dopiero jak stanie się jakaś tragedia typu morderstwo, ludzie wówczas otwierają szeroko ze zdziwienia oczy i mówią, że to była normalna, spokojna rodzina. Czasem za ściany było słychać tylko krzyki – mówi Kinga.

Sławomira Andresa, który na co dzień pracuje z młodzieżą, urzekło w „One Billion Rising Revolution” to, że o rzeczach poważnych mówi się poprzez akcje, które łączą, bo jak twierdzi Andres, „nie sztuką mówić o rzeczach poważnych poważnie”.

Akcją był również zachwycony Witold Walawender, rzeszowski radny. – Ci młodzi ludzie, którzy są inicjatorami tej akcji, pokazują, że chociaż o problemie się nie mówi często to może jednak  już czas najwyższy, aby zainteresować się nim bardziej – mówił Walawender.

Wydaje im się, że tak muszą żyć

Do akcji włączył się również Sojusz Lewicy Demokratycznej, a szef podkarpackich struktur, Wiesław Buż, również tańczył sprzeciwiając się tym samym przemocy stosowanej wobec kobiet.

– Niesamowite w treści i niezwykle w swoim rodzaju wydarzenie, jeśli chodzi o Rzeszów, bo temat przemocy jest ciągle aktualny, gdyż prawa kobiet są wciąż łamane – mówił Wiesław Buż. – To wszystko kuleje, jest utrudnione, a my o tym nie rozmawiamy. Kobiety na niewłaściwe traktowanie są narażone  nawet podczas przesłuchań. Musimy w końcu wdrożyć w naszym kraju europejskie standardy – dodawał i ubolewał, że tak mało osób tańczyło.

Waldemar Ruszel zauważył z kolei, że w dzisiejszych czasach, gdzie jest dużo form pomocy, kobiety bardzo często nie dają sobie pomóc. – Przemoc to bardzo trudna sprawa i o niej trzeba mówić, bo kobiety muszą wiedzieć, że są organizacje, które ich wesprą – twierdzi Ruszel.

– Często przy przemocy fizycznej czy psychicznej dochodzi  do przemocy finansowej, bo te kobiety nie są niezależne i wówczas trudno im się jest wyzwolić spod jarzma mężów czy partnerów. One  mogą normalnie żyć tak jakby tego chciały,  a nie tak jak w tym momencie muszą, albo jak im się wydaje, że muszą – dodawał.

Akcja „One Billion Rising Revolution” po raz pierwszy na świecie odbyła się w 2013 roku. Zainicjowała ją znana działaczka przeciwko przemocy wobec kobiet Eve Ensler. Do Polski akcja dotarła w 2015 r. Brało w niej udział 17 miast, rok później w tanecznym proteście uczestniczyło już niemal 60.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. A co w tym cudacznego ? Ludzie się spotkali w słusznej sprawie, zrobili happening… Normalna sprawa od dziesiątek lat w cywilizowanych społecznościach …

    Zakładam, że kolega maniek wyznaje tradycyjne wartości ? W weekend wódeczka, schabowy u mamy, kościół, wyrzucanie jadu a od piatku do niedzieli odbębnianie 8 godzin na niskopłatnym etacie ?

    tradycja !!!

Comments are closed.