Zdjęcie: Facebook.com / Stanisław Sienko, wiceprezydent Rzeszowa
Reklama

– Mam poważne problemy z połączeniem. 3/4 sesji w ogóle nie słyszałem – skarżył się podczas wtorkowych e-obrad Rady Miasta Rzeszowa jeden z radnych. Podobne problemy mają inni. Koniec sesji online i powrót do realu?

Epidemia koronawirusa odcisnęła swoje piętno także na Radzie Miasta. Od marca 27 rzeszowskich radnych obraduje zdalnie. Dlaczego? Bo sala tzw. sesyjna w ratuszu, gdzie zwykle odbywają się obrady, jest zbyt mała, aby pomieścić wszystkich radnych oraz władze miasta i urzędników z zachowaniem co najmniej 1,5-metrowej odległości sanitarnej. 

Tak się nie da pracować

Niestety, sesje online to rozwiązanie dalece nieidealne – część radnych nie może się połączyć z siecią, a jak już to zrobi, to nic nie słychać albo co drugie słowo. Problem jest też z ciągłym logowaniem i wylogowaniem się z systemu. Niektórzy radni są też np. “wyrzucani”, gdy przewodniczący udziela im głosu. 

– Mam poważne problemy z połączeniem. 3/4 sesji w ogóle nie słyszałem. Przerwijmy to i zróbmy w auli II Liceum Ogólnokształcącego obrady. Tam jest miejsce, aby rozsadzić nas po całej sali i zrobić normalną sesję – zaapelował w pewnym momencie podczas wtorkowych obrad Sławomir Gołąb, radny Rozwoju Rzeszowa, gdy e-problemy narastały.

Andrzej Dec (PO), przewodniczący Rady Miasta, potwierdza, że sesje online to kłopot. – Poprosiłem Biuro Rady Miasta, by rozejrzało się za większą salą, niż ta w której zwykle obradujemy w ratuszu, gdzie będzie można głosować za pomocą urządzeń, które mamy i jednocześnie będzie możliwość prowadzenia transmisji na żywo – mówi nam Dec. 

Co na to ratusz? 

– Szukamy rozwiązania. Znalezienie sali, jeśli chodzi o względy sanitarne, to nie problem. Gorzej z technologią, służącą do obsługi sesji – twierdzi Agnieszka Siwak-Krzywonos z Urzędu Miasta Rzeszowa. – Sesje muszą być nagrywane i “na żywo”. Informatycy muszą się zastanowić, czy przenoszenie technologii z sali sesyjnej w inne miejsce ma sens.

W grę wchodzi jeszcze jedno rozwiązanie. Teoretycznie Rada Miasta może obradować, jak Sejm, np. połowa radnych w ratuszu, droga połowa w domach przed komputerami. Na sali sesyjnej są kamery, które samoczynnie nakierowują się na osobę mówiącą w danej chwili. Jakby to miało wyglądać, gdyby część radnych była w ratuszu, a część w domach?

– Chyba, że transmitowalibyśmy sam głos… – zastanawia się Andrzej Dec.

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: