Tak ma wyglądać wieżowiec na ulicy Lewakowskiego
Reklama

– Czy zawsze ten, który ma gruby portfel, musi triumfować nad tymi, którzy go nie mają? – pytają rozżaleni mieszkańcy ulicy Lewakowskiego w Rzeszowie. Przed oknami ich mieszkań miałby stanąć 18-piętrowy wieżowiec. 

Mówisz Nowe Miasto lub Zalesie i od razu myślisz “wuzetka”. Te dwa osiedla od roku toczą “wojnę” z miastem, aby na terenie, na którym mieszkają, ratusz słynne już warunki zabudowy wydawał z głową, a nie na zasadzie “budujta co chceta i gdzie chceta”. 

Ludziom to się nie podoba. Mają świadomość, że mieszkają w mieście wojewódzkim, że miasto musi się rozwijać, a to się wiąże m.in. z budową nowych bloków, ale chcą, by stawiano je z większą rozwagą, a nie tylko dlatego, że deweloper upatrzył sobie atrakcyjną działkę, nie bacząc na to co jest w sąsiedztwie. 

List-protest do prezydenta

Kolejną walkę z niechcianym wieżowcem zaczęli tym razem mieszkańcy ulicy Lewakowskiego na osiedlu Krakowska – Południe. Tam na 10-arowej działce BS Deweloper chce “zafundować” 18-kondygnacyjny budynek (ok. 58 m) na 60 mieszkań, w sąsiedztwie 4-piętrowego bloku nr 7 i i 9-piętrowego bloku nr 13. Prowadzi do nich wąska droga, ciężko się nią poruszać, bo pobocza regularnie są pozastawiane samochodami. 

Zdjęcie: Geoportal

Wieżowiec ulokowano na wzniesieniu starego opuszczonego domu, który po śmierci właścicielki sprzedano. Deweloper 19 lipca rozpoczął starania o wydanie warunków zabudowy na wybudowanie wieżowca przy ul. Lewakowskiego 11. – Aż dziw bierze, że coś takiego ktoś chce tu upchać – mówi nam pan Michał, mieszkaniec ul. Lewakowskiego. 

– O tym, że u nas coś takiego powstanie, wydział architektury powiadomił naszą spółdzielnię 25 lipca. Spółdzielnia z kolei nam informację przekazała 30 lipca. Mieliśmy raptem pięć dni, by coś w tej sprawie zrobić. I tak, mobilizując siły, 2 sierpnia złożyliśmy  oficjalne pismo, w którym sprzeciwiamy się planowanej inwestycji – dodaje. 

Pismo trafiło do prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca oraz dyrektorów wydziału architektury i Biura Gospodarki Mieniem. Mieszkańcy nie chcą kolosa między swoimi blokami. Twierdzą, że zabierze im dostęp do słonecznego światła, wartość ich mieszkań spadnie. W liście do prezydenta zwracają też uwagę na już brakujące miejsca parkingowe.

“Pojawienie się około 120 dodatkowych pojazdów przy jedynie jednokondygnacyjnym parkingu podziemnym, jaki zakłada plan inwestycyjny i braku jakichkolwiek informacji na temat przewidywanych parkingów naziemnych, może doprowadzić do kompletnego paraliżu obecnie istniejącej, pobliskiej infrastruktury drogowo-parkingowej” – twierdzą mieszkańcy.

Czy to faktyczny rozwój miasta?

Uważają też, że po wybudowaniu wieżowca do ich bloków po obecnie wąskiej drodze z trudem dojadą wozy straży pożarnej, czy karetki pogotowia ratunkowego. Pod listem do prezydenta Ferenca podpisało się 40 mieszkańców. 

“Nie rozumiemy, czemu nasz interes jest mniej ważny niż interes dewelopera, nieskorego do żadnych ustępstw, a wręcz przeciwnie, niezwykle butnego w swoim przekonaniu, iż mając pieniądze i tak doprowadzi do powstania tego kolosa, tuż przed naszymi oknami gwarantując nam jedynie dwie godzinny światła słonecznego dziennie” – pisze w liście do naszej redakcji pan Michał.

“Czy zawsze ten, który ma gruby portfel, musi triumfować nad tymi, którzy go nie mają? Czy faktycznie rozwój miasta oferowany swoim mieszkańcom przez jego włodarzy w takiej właśnie formie można nazwać rozwojem właściwym?” – pytają mieszkańcy Lewakowskiego. 

Twierdzą, że po wybudowaniu wieżowca okolice ulicy Lewakowskiego staną się sypialnią dla studentów pobliskiej uczelni – Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania. Mieszkańcy obawiają się irytującej ciasnoty, wścibskiego spojrzenia nowych sąsiadów z naprzeciwka, wiecznego szukania wolnych miejsc parkingowych. 

Tak ma wyglądać wieżowiec na ulicy Lewakowskiego

Ratusz: “wuzetka” to nie budowa

Ratusz o buncie mieszkańców ulicy Lewakowskiego wie. Urzędnicy nie są zdziwieni, niemal każda inwestycja mieszkaniowa w Rzeszowie w ostatnim czasie jest oprotestowywana.  Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa, uspokaja, że etap wydawania “wuzetki” jeszcze nie jest równoznaczny z wydaniem pozwolenia na budowę wieżowca. 

Osoby ubiegające się o “wuzetkę” nie muszą posiadać jeszcze np. aktu własności gruntu pod planowaną inwestycję, nie muszą jeszcze mieć także planu rozmieszczenia miejsc parkingowych, czy dróg dojazdowych. – Naszym obowiązkiem jest to określić w warunkach zabudowy. Nie możemy ich nie wydać, jeżeli wszystko jest w porządku – mówią w ratuszu.

– Kolejnym etapem inwestycji jest uzyskanie pozwolenia na budowę, gdzie uszczegóławia się ilość miejsc parkingowych, dróg dojazdowych, jaki jest niezbędny przyłącz mediów – wyjaśnia Maciej Chłodnicki. – Warunki zabudowy niczego też nie gwarantują. Jeśli je wydamy, to nie oznacza, że sprzedamy nasze działki deweloperowi – twierdzi rzecznik.

Jeżeli miasto wyda “wuzetkę”, jej zapisy będą mogły być zaskarżone zarówno przez mieszkańców, jak i dewelopera do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: