fot. Grzegorz Bukala UM Rzeszowa

Zamieszkanie, procedury i przepisy prawno-statutowe zderzyły się na ostatniej sesji Rady Miasta Rzeszowa. To już drugi raz, kiedy sprawa darmowych przejazdów dla weteranów była procedowana na sesji rady miasta (poprzednio wracała ona na obrady w lipcu 2026 roku).

Radni najpierw ekspresowo zagłosowali za uchwałą dającą darmowe przejazdy MPK wszystkim weteranom misji zagranicznych, chwilę później – po ostrzeżeniu skarbnika – zorientowali się, w czym rzecz, a następnie utonęli w proceduralnym chaosie. Finał? Reasumpcja głosowania i odesłanie projektu do komisji.

Ekspresowe „tak” i nagły głos skarbnika

Wszystko zaczęło się od projektu uchwały rozszerzającego darmowe przejazdy komunikacją miejską w Rzeszowie na wszystkich weteranów działań poza granicami państwa (nie tylko na tych poszkodowanych, którzy z takimi uprawnieniami jeździli dotychczas). Projekt przeszedł przez salę obrad błyskawicznie – radni zagłosowali „za”, nie zgłaszając wcześniej większych pytań ani wątpliwości.

Dopiero gdy klamka zapadła, głos zabrał skarbnik miasta. Przypomniał on, że Rzeszów dopłaca do transportu publicznego aż 60 milionów złotych rocznie, a każda kolejna decyzja o ulgach generuje dodatkowe obciążenia dla budżetu.

Wtedy na sali zawrzało. Radni zaczęli dopytywać o koszty, liczby i brak możliwości weryfikacji weteranów spoza Rzeszowa, którzy – przyjeżdżając do miasta – mogliby korzystać z darmowych autobusów.

Długa walka o 250 weteranów

Temat ten nie jest nowy dla rzeszowskiego samorządu. Pisaliśmy o tym na Rzeszów News: 250 weteranów walczy o darmowe autobusy. Rzeszów mówi „nie”, choć inne miasta nie miały wątpliwości.

Wcześniej, podczas lipcowej sesji Rady Miasta w 2026 roku, głośnym echem odbiło się emocjonalne wystąpienie płk. Artura Chapskiego, szefa Ośrodka Zamiejscowego Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji (CWCR). Wojskowy od dwóch i pół roku bezskutecznie zabiegał u władz miasta o przyznanie prawa do darmowych przejazdów komunikacją miejską dla lokalnej grupy około 250 weteranów misji zagranicznych. 

Podczas lipcowych obrad płk Chapski nie krył żalu, wskazując, że Rzeszów – mimo silnych tradycji wojskowych i obecności m.in. 21. Brygady Strzelców Podhalańskich – odstaje od innych miast (takich jak Warszawa, Przemyśl, Lublin, Opole czy Poznań), które bez problemów doceniły swoich żołnierzy. Wypowiadając się wówczas na sesji, pułkownik pytał wprost:

– Odbijam się za każdym razem. Czy weterani są tylko wtedy potrzebni, gdy coś się dzieje, gdy jest zagrożenie, gdy potrzebujemy elektoratu albo chcemy być na zdjęciach, żeby się pokazać wśród żołnierzy przed wyborami?

„Nie róbmy z tego kuriozum”

Sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli, a na sali wywiązała się długa i momentami bardzo emocjonalna dyskusja, w której ścierały się dwa skrajne obozy.

Z jednej strony mocno akcentowano szacunek dla munduru i żołnierzy. Radny Michał Wróbel (autor projektu) stanowczo bronił inicjatywy, wskazując na skalę zjawiska i mniejsze koszty w porównaniu do innych wydatków miasta.

– Nie róbmy z tej sytuacji kuriozum. Wpływ na budżet jest dokładnie dwa razy mniejszy niż wpływ, z którym mieliśmy do czynienia w czerwcu 2024 roku, kiedy pozwoliliśmy członkom rad osiedli podróżować za darmo komunikacją miejską – grzmiał radny Wróbel, dodając, że koszt uchwały to „całe nic” w skali budżetu.

Z drugiej strony, na liczne luki w przepisach i brak precyzyjnych szacunków finansowych zwracali uwagę m.in. prezydent, skarbnik oraz radna Marta Niewczas, która otwarcie krytykowała brak mechanizmów weryfikacji beneficjentów ulgi.

– Dlaczego nie ma tak, że te osoby po prostu idą do MPK, dostają kartę weterana i my dzisiaj wiemy, ile z nich korzysta? Nie możemy dawać publicznych pieniędzy, po prostu tego nie kontrolując. Podejmując tę uchwałę, tak naprawdę wirtualnie podejmujemy decyzję „co by było, gdyby” – alarmowała radna Marta Niewczas.

Karuzela proceduralna: głosowanie, reasumpcja i komisja

Gdy do radnych dotarło, że decyzja zapadła bez rzetelnej debaty, na sali rozpoczęło się prawdziwe tsunami paragrafów. Przewodniczący i radni próbowali ustalić, co z prawnego punktu widzenia można zrobić po fakcie. Powołując się na przepisy statutu dotyczące „nowych okoliczności” oraz problemów technicznych z systemem do głosowania, przeprowadzono wniosek o reasumpcję (czyli ponowne głosowanie). Głosowanie nad reasumpcją uzyskało wymaganą większość.

Kiedy wydawało się, że wraca się do punktu wyjścia, radna Marta Niewczas złożyła kolejny wniosek formalny – tym razem o całkowite przeniesienie uchwały z powrotem do komisji. Wywołało to natychmiastowy sprzeciw wnioskodawcy.

– Siedzimy na tej sali i mam nadzieję, że rozumiemy język polski. Nie ma prawnej możliwości skierowania tej uchwały do komisji po reasumpcji – denerwował się Michał Wróbel.

Głos zabierali kolejni radni i prawnicy, próbując rozstrzygnąć spór interpretacyjny. Część samorządowców otwarcie przyznawała, że obrady stają się farsą. Ostatecznie jednak przeważyła wola większości: po chaotycznej procedurze i przepychankach słownych, wniosek o odesłanie projektu do komisji przegłosowano stosunkiem 12 do 3. (am)

Czytaj więcej:

Koniec problemów z korkami na południu Rzeszowa? Miasto wybuduje most na Wisłoku