Fot. Pixabay. Zdjęcie ilustracyjne

Policjanci badają, czy właściciel bulteriera, który w niedzielny wieczór w podrzeszowskiej Kielnarowej zaatakował małego psa i jego właścicielkę, właściwie się opiekował swoim zwierzęciem. 

Policję o zdarzeniu poinformowano 3 lipca, około godz. 18:30. Ze zgłoszenia wynikało, że wzdłuż prywatnych domów dwie osoby spacerowały z małym psem. W pewnym momencie z jednej z posesji na drogę wybiegł pies bulterier (niebezpieczna rasa). 

– Bulterier zaatakował małego psa. Aby go ochronić, spacerująca z nim kobieta, wzięła psa ręce. Sama została też ugryziona przez bulteriera w palce dłoni – potwierdza zdarzenie nadkom. Adam Szeląg, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. 

Niebezpieczne spacery? 

Z relacji świadków wynika, że na pomoc kobiecie ruszył jej mąż, okoliczni mieszkańcy i przejeżdżający kierowcy.

– Udało się agresywnego psa oddzielić, skrępować dzięki pomocy kilkunastu w sumie osób. Co najmniej czterech mężczyzn trzymało na zmianę psa przez prawie godzinę w prawie 30-stopniowym upale – opowiada nam jeden ze świadków. 

Na miejsce natychmiast wezwano policję. Funkcjonariusze – jak mówią mieszkańcy – przyjechali dopiero po niespełna godzinie od zgłoszenia. W tym czasie nie było też żadnej reakcji właściciela bulteriera. 

– Sytuacja była bardzo niebezpieczna, ponieważ pies zagrażał również osobom, które cały czas trzymały go dociśniętego do ziemi – twierdzą świadkowie.

O zdarzeniu poinformowano także Straż Miejską. Ta chciała wysłać na miejsce pracowników schroniska „Kundelek”, by pomogli obezwładnić bulteriera. Ostatecznie nie przyjechali, bo na miejscu w końcu pojawił się właściciel agresywnego psa i zabrał go na swoją posesję. 

Mieszkańcy twierdzą, że właścicielem bulteriera jest policjant, sugerując, że być może to było powodem zwłoki w przyjeździe na miejsce patrolu. – Zgłaszaliśmy, że właściciel psa wiele razy spacerował z nim po okolicy i nie zakładał mu kagańca – słyszymy. 

Niezabezpieczona bramka 

Przedstawiciele rzeszowskiej komendy tego jednak nie potwierdzają, mówią, że w tej sprawie przesłuchali właścicielkę psa. – Prowadzimy czynności pod kątem artykułu 77 Kodeksu wykroczeń i artykułu 157 Kodeksu karnego – mówi nadkom. Adam Szeląg.

Pierwszy artykuł mówi o tym, że „kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany”. 

Z kolei artykuł 157 KK dotyczy naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia. To przestępstwo zagrożone karą od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. 

Polica na razie przesądza, jaki będzie finał postępowania. – Pies wydostał się z posesji w trakcie prowadzonych prac budowlanych przy ogrodzeniu. Z bramki spadła blokada i pies to wykorzystał – przekazał nam Adam Szeląg. 

Mały pies został dotkliwie pogryziony, zawieziono go do weterynarza. Pogryziona kobieta pojechała do ambulatorium przy ulicy Poniatowskiego w Rzeszowie, by lekarze opatrzyli jej rany na palcach. Jej stan zdrowia i zaatakowanego psa pozostaje nieznany. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama