Zdjęcie: materiały komitetu wyborczego Marcina Warchoła
Reklama

Nie było debaty o korkach w Rzeszowie. Na zaproszenie Marcina Warchoła nie odpowiedzieli konkurenci. – To niepoważne – komentują ich sztaby.

W piątkowe popołudnie poinformowaliśmy, że Marcin Warchoł zorganizuje w sobotę debatę o korkach w Rzeszowie, na którą zaprosił kontrkandydatów – Ewę Leniart, Grzegorza Brauna i Konrada Fijołka.

Szanse na to, że przyjmą propozycję Warchoła, były jednak niewielkie. – Nie organizuje się debat z dnia na dzień, to niepoważne – słyszeliśmy w sztabie Brauna. – Mamy inne plany i się ich trzymamy – komentował obóz Fijołka. 

W sobotę na debatę rzeczywiście nikt nie przybył, a jej gospodarz – Marcin Warchoł – spróbował wykorzystać to wizerunkowo. – Witam na debacie, na której zabrakło moich konkurentów. Ubolewam nad tym, bo mieliśmy omówić jeden z najważniejszych problemów miasta, czyli korki – rozpoczął wyraźnie zmieszany Marcin Warchoł. 

Na scenie kina Zorza był sam, otaczały go puste fotele. – Niestety, interesy partyjne wzięły górę nad dobrem mieszkańców, wielka polityka przesłoniła problemy rzeszowian – mówił o nieobecnych. – Jako jedyny jestem niezależny i niezależny. Nie muszę słuchać żadnych politycznych klakierów i pomagierów – wyzłośliwiał się Warchoł.

– Mam po swojej stronie najlepszego prezydenta Tadeusza Ferenca. Nikogo nie sprowadzam – dodawał, nawiązując zapewne do wsparcia, które Ewa Leniart miała w sobotę otrzymać od marszałek Elżbiety Witek, minister rodziny i polityki społecznej Marleny Maląg oraz europosłanek Elżbiety Rafalskiej i Beaty Szydło.

Piknik z ich udziałem został ostatecznie odwołany przez złą pogodę. W Rzeszowie odbyła się za to debata „Rodzina i dom w centrum życia”, czym na Twitterze pochwalił się PiS.

Potrzebny monorail

Marcin Warchoł nie ogłosił zwycięstwa walkowerem i nie opuścił sceny kina, mimo że jego polityczni przeciwnicy nie stawili się na debacie. Tuż po godz. 11:00 przedstawił swój program na odkorkowanie Rzeszowa. 

W pierwszej kolejności wiceminister chce zbudować obwodnicę południową i domknąć tzw. ring wokół Rzeszowa, łącząc drogę 97 i 94, a następnie 94 z al. Sikorskiego. – To konieczne, aby wyprowadzić ruch tranzytowy z centrum miasta. Dzięki temu zyskamy nowe tereny inwestycyjne i czystsze powietrze w mieście – argumentował Warchoł. 

Jego zdaniem niezbędne dla udrożnienia ruchu w Rzeszowie są „alternatywne formy komunikacji”, a konkretnie monorail. W odkorkowaniu miasta miałyby też pomóc dodatkowe ścieżki rowerowe i bezpłatne przejazdy miejskimi autobusami – raz w tygodniu.

– Chcę inspirować, a nie zmuszać. Stworzę zachęty do przesiadania się na komunikację miejską, nie będę kierowcom niczego zakazywał. Jestem przeciwny zamykaniu dróg – mówił Warchoł.

Prawdopodobnie odnosił się do wyłączenia z ruchu samochodowego ul. Mickiewicza, które inspirował m.in. Konrad Fijołek. O tym jednak, że miało ono posłużyć rzeszowskim restauratorom, którzy znajdują się w kryzysie, wiceminister już nie wspomniał. 

Pieniądze z Unii Europejskiej 

Warchoł nie wahał się przyznać, że pieniądze na realizację swoich obietnic zamierza pozyskać z Unii Europejskiej. 

– Głosowałem za Krajowym Planem Odbudowy – przypominał wiceminister. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, do której Warchoł jeszcze niedawno należał, była przeciwna przyjęciu KPO, który ma odbudować gospodarkę po covidowym kryzysie. 

Dzięki temu do Rzeszowa trafią nawet 4 mld zł. Wystarczą one na budowę obwodnicy południowa i Wisłokostrady, które mogą kosztować odpowiednio 450 mln zł i 140 mln zł. Zabiegałem o środki jako poseł i będę to robił także jako prezydent Rzeszowa – zadeklarował Marcin Warchoł.

(cm)

Zdjęcie: materiały komitetu wyborczego Marcina Warchoła

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: