Reklama

Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, nie zgodził się na to, by w stolicy Podkarpacia stanął pomnik ofiar rzezi wołyńskiej. Ferenc jest teraz obiektem ataków prawicowych mediów i narodowców.

[Not a valid template]

 

„Skandal” – tak skomentował odmowę postawienia w Rzeszowie Pomnika Rzezi Wołyńskiej ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, blisko związany ze środowiskami kresowymi.

Teraz falę krytyki na Ferenca przypuścili podkarpaccy działacze Ruchu Narodowego. Jego pełnomocniczka Edyta Wiśniowska w oświadczeniu przesłanym Rzeszów News napisała, że narodowcy są „oburzeni” decyzją władz Rzeszowa.

„Żądamy wycofania się z haniebnej decyzji odmawiającej usytuowania Pomnika Rzezi Wołyńskiej w Rzeszowie” – czytamy w oświadczeniu RN.

Podkarpaccy narodowcy przypominają Tadeuszowi Ferencowi, że jest „włodarzem polskiego miasta, a nie ukraińskiego, i ma obowiązek opowiadać sie zawsze po stronie polskiej racji stanu”. Narodowcy wezwali Ferenca, by realizował ten „obowiązek”.

Prezydentowi Rzeszowa zarzucają, że „ugina się pod naciskami szowinistycznej, ukraińskiej propagandy, której celem jest wymazanie z kart historii ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu”.

Narodowcy zapewniają, że zależy im „na budowaniu dobrosąsiedzkich relacji z Ukrainą”, ale uważają, że „fundamentem musi być prawda i realizacja polskiej polityki historycznej”. Działacze Ruchu Narodowego twierdzą, że „w polskim interesie narodowym jest to, aby o naszej historii mówić prawdę – szczególnie w okresie napastliwych ataków antypolskiej propagandy”.

Polonia chciała sfinansować

Tadeusz Ferenc jest atakowany nie tylko przez narodowców, ale również przez prawicowe i skrajnie prawicowe media oraz nacjonalistów za to, że nie zgodził się na budowę w Rzeszowie Pomnika Rzezi Wołyńskiej.

Przypomnimy: w latach 1943-44 ukraińscy nacjonaliści zamordowali ok. 60 tys. Polaków (to dane niepotwierdzone przez historyków) nie tylko na Wołyniu, ale również na terenach Galicji Wschodniej. Rzezi dokonała Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich dowodzona przez Stepana Banderę (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię – Ukraińską Armię Powstańczą.

Pomnik ofiar rzezi wołyńskiej w Rzeszowie to pomysł Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej z USA, które chciało dać pieniądze na monument. Pomnik zaprojektował Andrzej Pityński – artysta rzeźbiarz z Ulanowa, mieszkający na stałe od ponad 40 lat w Stanach Zjednoczonych.

Według projektu, 14-metrowy pomnik miał przedstawiać orła w koronie. Na jego rozpostartych skrzydłach Pityński umieścił nazwy miejscowości, w których UPA dokonała mordów na Polakach.

W piersi orła wycięto krzyż, a w jego środku znajduje się dziecko nabite na trójzębne widły. U  podstawy pomnika Andrzej Patyński umieścił naturalnej wielkości postacie – ojca, matki z niemowlęciem, chłopca i dziewczynki, a za nimi fragment ogrodzenia ze sztachetami, na które wbite są trzy główki dziecięce, a czwarta leży obok płotu na ziemi.

Pomnik będzie szerzył nienawiść

Tadeusz Ferenc uznał jednak, że na budowę pomnika w Rzeszowie nie wyda zgody.

– Rolą prezydenta jest łączyć ludzi a nie dzielić. Zamiast podsycać do nienawiści, lepiej z historii wyciągać wnioski. Zależy nam na dobrych relacjach polsko-ukraińskich. Wznoszenie pomników nawiązujących do takich wydarzeń przyczynia się do antagonizowania ludzi i psucia stosunków dobrosąsiedzkich – mówi Rzeszów News Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Ratusz uważa, że pomysł budowy pomnika jest „kontrowersyjny”. – Mógłby się przyczynić do rozdrapywania starych ran i szerzenia nienawiści. Wszyscy dobrze znamy historię i nikt i nic nie może jej zmienić – dodaje Chłodnicki.

Do narodowców i środowisk kresowych taka argumentacja nie trafia. „Komuniści odmówili weteranom powrotu do Polski, a dziś Pan Prezydent odmawia im współpracy” – twierdzi Edyta Wiśniowska, liderka podkarpackiego Ruchu Narodowego. Jej zdaniem „pomnik nie jest wołaniem o zemstę, jest wyrazem pamięci o ofiarach ludobójstwa”.

Narodowcy cytują słowa polskiego poety Zbigniewa Herberta – „Naród, który traci pamięć, traci sumienie”.

Inna forma upamiętnienia

Odmowa budowy pomnika ofiar rzezi wołyńskiej nie dziwi Zdzisława Daraża, historyka,  autora m.in. książki „Zawierucha nad Sanem”, od wielu lat przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa. Daraż był świadkiem wydarzeń na Wołyniu.

– Wszystko odbywało się na moich oczach, pomimo tego, że byłem małym chłopcem. Chodziłem do liceum. Strach, który przeżywaliśmy i te okropieństwa widziałem na własne oczy – mówi Daraż. – Największy problem polega chyba na tym, że prezydent nie uznaje rzezi wołyńskiej za zbrodnię – dodaje.

Zdzisław Daraż uważa, że ofiary rzezi wołyńskiej zabijano dwukrotnie. Raz – na Wołyniu, a drugi raz – pamięć o tym wszystkim. Część Ukraińców nazywa Stepana Banderę bohaterem narodowym, a zbrodni jego formacji na Polakach w ogóle nie widzi.

– Tu chodzi o pamięć i o nic więcej, żeby Ukraińcy przyznali: „Tak było” – mówi Daraż.

Może byłoby lepiej zatroszczyć się o historię w inny sposób niż poprzez budowanie pomnika? Może lepiej opowiadać o trudnych wydarzeniach z historii Polski w książkach lub na wykładach, sympozjach? Pomnik wydaje się być najgorszą formą zachowania w świadomości narodu pamięci. Zostanie postawiony na jakimś skwerku, odsłonięty i za jakiś czas mieszkańcy będą go mijać nie wiedząc, co to w ogóle jest.

– Mogą być zupełnie inne formy upamiętnienia tej zbrodni – uważa Zdzisław Daraż.

SABINA LEWICKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

3 KOMENTARZE

Comments are closed.