Zdjęcie: Pixabay
Reklama

– Dalej nic się nie zmienia – pisze w liście do naszej redakcji Marcin, Czytelnik Rzeszów News, na temat nocnej i świątecznej opieki medycznej. 

W poniedziałek, 23 grudnia, napisaliśmy o wykazie placówek, które w okresie świąt Bożego Narodzenia, pełnią nocne i świąteczne dyżury. Jak to jest realizowane w praktyce, doświadczył w poniedziałek w nocy nasz Czytelnik. Poniżej list. 

Od Annasza do Kajfasza

W poniedziałek, 23 grudnia, córka dostała wysokiej gorączki 40 stopni C. Nie mogliśmy jej zbić. Pojechaliśmy do szpitala “na górkę” [przy ulicy Lwowskiej w Rzeszowie – przyp. red.]. Tam zostaliśmy poinformowani, że lekarza pediatry nie ma dziś i że jak chcemy skontaktować się z lekarzem, to trzeba iść na SOR. Czas oczekiwania, przy braku zagrożenia życia, przynajmniej 4 godziny. Już tak kiedyś czekaliśmy.

Pojechaliśmy do Pro-Familii, tam lekarza nie ma ani dziś, ani jutro – 24 grudnia. Pani, która otworzyła, poinformowała nas, że możemy pojechać do Rudnej Małej. Piszę, bo ten temat był już poruszany i dalej nic się nie zmienia. Cały czas jest problem z nocną i świąteczną opieką zdrowotną.

Marcin, Czytelnik Rzeszów News

redakcja@rzeszow-news.pl 

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: