Po czerwcowej powodzi. Mieszkańcy: brak logiki w zabudowie, brak odwodnienia

0
Reklama

Miało być bezpiecznie, okazało się, że ich domów przy alei Sikorskiego w Rzeszowie czerwcowe nawałnice nie oszczędziły. Mieszkańcy domagają się budowy kanalizacji deszczowej, poszerzenia i pogłębienia potoku Matysówka. 

 

Od wielu lat Rzeszów jest permanentnie zabudowywany. Dla Tadeusza Ferenca, prezydenta Rzeszowa, żurawie budowlane górujące nad miastem są oznaką rozwoju miasta. Ale polityka Ferenca coraz częściej napotyka na protesty mieszkańców. Mówią nierzadko: niech miasto się rozwija, ale z głową.

Wydawanie warunków zabudowy, tzw. wuzetek, na prawo i lewo bez głębszej refleksji, ma swoje konsekwencje. 22 czerwca br. przekonali się o tym mieszkańcy alei Sikorskiego, który domy są przy drodze dojazdowej za skrzyżowaniem ulic Strażackiej i Robotniczą. Po gwałtownych ulewach ulica Robotnicza “pływała”.

 

Miało być bezpiecznie 

Skutki ulewy odczuli też ci, którzy którzy mieszkają na końcu drogi dojazdowej przy alei Skorskiego. Chodzi o jedną z szeregówek tuż przy potoku Matysówka i parterowy dom jednorodzinny, który stoi nieco wyżej. Domy zostały niespodziewanie zalane. Mieszkańcy twierdzą, że to skutek braku odwodnienia terenu.  

Pan Norbert 22 czerwca po 15:00 wrócił z pracy do domu. Na działce obok nagle zaczęła się podnosić woda. Zadzwonił do Urzędu Miasta z pytaniem o piasek i worki. Zadzwonił też do strażaków. Ci przyjechali dopiero po pięciu godzinach, było już za późno. – O 17:00 woda była już w mieszkaniu – wspomina Norbert, który mieszka na parterze szeregówki. 

Do mieszkania, w którym mieszka od 15 czerwca 2019 roku, wdarło się około 20 cm wody. Wystarczyło, by zniszczyć podłogę, ściany, łóżka, meble w zabudowie, ubrania, obuwie… Pan Norbert straty oszacował na 50 tys. zł. Jest zaskoczony. Zanim z żoną kupili mieszkanie dokładnie sprawdzali, czy teren nie jest zalewowy. Pytali sąsiadów, czy była kiedyś powódź.

– Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że teren jest bezpieczny – mówi Norbert.

Nikt się nie spodziewał

Powódź nie tylko jego zaskoczyła. W domu powyżej szeregówki jest też dom jednorodzinny. Od bardzo dawna mieszka w nim kobieta z mężem, córką, jej mężem i wnuczką. – Nigdy tu nie było żadnej powodzi – mówi. Woda w ogrodzie kobiety też pojawiła ok. 15:00. Też dzwoniła do urzędników, by dostarczono worki z piaskiem. Pomoc również przyszła za późno. 

Zanim woda opadła, minęła cała noc. Straty duże – zniszczone podłogi, ściany, lodówka, łóżka… – Nie wiem, za co przywrócimy to wszystko do stanu sprzed powodzi. Dom nigdy od skutków takich nawałnic nie był ubezpieczony, nikt nie myślał o tym, że nas zaleje – nie może do tej pory pojąć zrezygnowana kobieta. Byliśmy u niej w zeszłą środę.  

Woda, która zalała oba domy, przyszła z góry, około 100-metrową drogą dojazdową. Gdy mija się skrzyżowanie ulic Strażackiej i Robotniczą to pierwszy zjazd na prawo od centrum miasta. Gdy się w nią wjeżdża, od razu trafia się na dość ostry zjazd. Droga na szerokość auta, po obu stronach domy jednorodzinne i brak stosownego odwodnienia.

Wizja lokalna 

W rezultacie, gdy przyszły czerwcowe nawałnice, droga zamieniła się w potok, który spływał dopiero do kratki ściekowej przy szeregówkach. Bez szans na przyjęcie tak dużej ilości wody w tak krótkim czasie. Dlatego mieszkańcy chcą kanalizacji deszczowej wzdłuż drogi dojazdowej przy al. Sikorskiego oraz poszerzenia i pogłębienia potoku Matysówka.

W tej sprawie w środę na wizji lokalnej, na wniosek mieszkańców, byli urzędnicy m.in. z wydziału ochrony środowiska Urzędu Miasta w Rzeszowie oraz Miejskiego Zarządu Dróg. 

– Prośby mieszkańców zostały spisane w protokole kontroli i teraz trafią do stosownych jednostek i wydziałów, gdzie będą analizowane. Wszystkie zasadne prośby postaramy się jak najszybciej zrealizować, aby w przyszłości mieszkańcy nie musieli się ponownie mierzyć z kataklizmem – obiecuje Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl  

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: