Zdjęcie: Sebastian Fiedorek / Rzeszów News
Reklama

– Błędy w ekspertyzach wydanych w tej sprawie są karykaturą i kompromitacją. Nie rozumiem, jak sąd mógł nie dostrzec tych błędów, bo są widoczne jak tarantula na torcie – mówi Ryszard Podkulski, rzeszowski biznesmen.

Marcin Kobiałka: Ryszard Podkulski i Marcin Biedroń prawomocnie uniewinnieni w procesie wyprowadzenia 14 mln zł z Rzeszowskich Zakładów Graficznych. Panie mecenasie, jaką pan wystawi ocenę rzeszowskiemu wymiarowi sprawiedliwości? 

Prof. Jarosław Majewski, obrońca Ryszarda Podkulskiego: – Z obowiązku udzielenia odpowiedzi na to pytanie proszę mnie zwolnić, przede wszystkim dlatego, że rzadko prowadzę sprawy przed rzeszowskimi sądami. Kilka spraw to zdecydowanie zbyt mało, by wyrobić sobie rzetelną ocenę o całości rzeszowskiego wymiaru sprawiedliwości – o wszystkich sądach i wszystkich sędziach.

A co panów w tej sprawie najbardziej zaskoczyło?

Prof. Jarosław Majewski: – Że w sprawie decydujące znaczenie miały opinie złożone przez biegłych.

Jak w wielu sprawach karno-gospodarczych. 

Prof. Jarosław Majewski: – To prawda, ale w tej sprawie opinie biegłych powołanych w postępowaniu przygotowawczym były obarczone oczywistymi, łatwo dostrzegalnymi także dla niefachowca wadami o zasadniczym znaczeniu, a mimo to ani sąd pierwszej instancji, ani sąd drugiej instancji, kiedy po raz pierwszy rozpoznawał środki odwoławcze od wyroku skazującego sądu pierwszej instancji, tych mankamentów opinii nie dostrzegły. To z pewnością było zaskakujące. 

Ryszard Podkulski: – Błędy w ekspertyzach wydanych w tej sprawie są karykaturą i kompromitacją. Nie rozumiem, jak sąd mógł nie dostrzec tych błędów, bo są widoczne jak tarantula na torcie.

Jeden biegły wycenił nieruchomość RZG SA na stan z roku 2008 a powinien na rok 2004. W efekcie wycena objęła elementy nieruchomości, które pojawiły się po generalnym remoncie obiektu, np. dobudowane nowe części budynku a nawet grunty dokupione z moich prywatnych pieniędzy.

Drugi pomylił się o wiele milionów złotych. Tłumaczy go tylko to, przyznał uczciwie przed sądem, że nie zna się na wycenie majątku przedsiębiorstw, co było przedmiotem jego opinii. Na podstawie tak błędnie formułowanych ekspertyz, jak w tej sprawie, można skazać każdego człowieka. 

Twierdzi pan, że miał pan ograniczoną możliwość obrony. Na jakiej podstawie?

Ryszard Podkulski: – Sąd Okręgowy w Rzeszowie nie dopuścił w sprawie RZG SA praktycznie żadnych dowodów obrony. To przejaw odebrania prawa do obrony. Następny był Sąd Apelacyjny w Rzeszowie. Przyjął wprawdzie dowody, ale nie odniósł się do nich w uzasadnieniu wyroku. Znowu odebrano mi prawo do obrony. Strach żyć w państwie, w którym sąd tak drastycznie pozbawia obywatela prawa do obrony.

Dwa procesy w tym samym sądzie. Raz oskarżonych uznaje się za winnych i skazuje ich na kary bezwzględnego więzienia, a potem ich uniewinnia. Ten sam sąd może tak diametralnie się mylić?

Prof. Jarosław Majewski: – Uściślijmy: w poszczególnych sprawach sądzą konkretni sędziowie. Nie przykładałbym aż tak dużej wagi do tego, że chodzi o ten sam sąd w rozumieniu jednostki organizacyjnej. W tej sprawie Sąd Apelacyjny w Rzeszowie orzekał dwukrotnie, ale za każdym razem byli to inni sędziowie.

Rozumiem natomiast sens pytania. Istotnie, nieczęsto się zdarza, żeby w sprawie, w której zapadł prawomocny wyrok skazujący na kary tzw. bezwzględnego pozbawienia wolności, dochodziło następnie do tak radykalnej zmiany kierunku rozstrzygnięcia. W sprawie, o której rozmawiamy, taka radykalna zmiana była jednak w świetle zebranych dowodów w pełni uzasadniona i konieczna. Owszem, należałoby dążyć do tego, by każdy zapadający prawomocnie wyrok był trafny od razu, sprawiedliwy, ale jak widać, nie zawsze to się udaje.

Ta sprawa mogła trwać krócej? Pomijam okres pandemiczny. Proces trwał łącznie 8 lat. 

Prof. Jarosław Majewski: – Do tej sprawy przystąpiłem już po wydaniu wyroku przez sąd pierwszej instancji. Nie mam istotniejszych zastrzeżeń do sprawności postępowania apelacyjnego: ani pierwszego, ani ponownego. Wprawdzie ponowne postępowanie apelacyjne trwało blisko dwa lata, ale gros tego czasu zajęły konieczne czynności związane ze sporządzaniem ponownej opinii przez nowy zespół biegłych. 

Czy ta sprawa może w jakimkolwiek stopniu poprawić prawo w zakresie doboru i kompetencji biegłych sądowych?

Prof. Jarosław Majewski: – Jestem sceptyczny. Nie jest to pierwsza sprawa, w której niskiej jakości opinie biegłych wypaczyły wynik procesu. Na szczęście tu udało się doprowadzić ostatecznie do sprawiedliwego rozstrzygnięcia. Polski wymiar sprawiedliwości z problemem niskiej jakości opinii biegłych oraz niewystarczających kompetencji osób, które  pełnią tę funkcję, boryka się od dawna. Niestety, jak do tej pory tego problemu nie udało się rozwiązać.

Potrzebne byłyby rozwiązania systemowe. W sytuacji, jaka jest, szczególnego znaczenia nabiera ciążący na każdym sądzie obowiązek wnikliwej oceny wiarygodności dowodu z opinii biegłego. To jest obecnie jedyne skuteczne remedium na mało kompetentnych lub mało rzetelnych biegłych. Opinie niskiej jakości nie powinny przechodzić pozytywnie tego
sita weryfikacyjnego.

Problemy dotyczące jakości opinii biegłych dotyczą nie tylko spraw karnych, ale również cywilnych, gospodarczych, czy spraw z zakresu stosunków rodzinnych. Niewątpliwie jednak w sprawach karno-gospodarczych dobry warsztat oceny jakości opinii biegłych ma bardzo istotne znaczenie, a to dlatego, że w tej kategorii spraw często bywa tak, że opinia biegłego jest dowodem rozstrzygającym. Tak właśnie było w sprawie, o której rozmawiamy.

W dwóch pierwszych procesach sądy w zasadzie zakwestionowały restrukturyzację rzeszowskiej drukarni. Jakie były tego konsekwencje?

Ryszard Podkulski: – Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że restrukturyzacja była konieczna, żeby spółka zaczęła w pełni funkcjonować na zasadach rynkowych. Pomimo spłacenie bieżących długów firma nadal pozostawała w bardzo trudnej sytuacji. Na restrukturyzację wyraził zgodę Skarb Państwa, do dziś współwłaściciel spółki.

Z kolei Urząd Skarbowy, inny organ państwa, zakwestionował restrukturyzację, naliczył domiar i, z dnia na dzień, ściągnął ponad milion złotych z konta spółki i zablokował je. Każdy, kto prowadzi firmę, wie, co oznacza zablokowane konto bankowe.

To był gwóźdź do trumny RZG SA. Firma w tamtym czasie walczyła dzielnie z kryzysem na  rynku druku, będącym pokłosiem kryzysu światowego. Rosły ceny papieru, gwałtownie cięto zamówienia a na dodatek pojawiła się rewolucyjna technika druku cyfrowego. Dawaliśmy sobie z tym radę, ale tego ciosu w plecy firma już nie wytrzymała.

W szczytowym okresie w RZG SA pracowało kilkaset osób na trzy zmiany. Wynagrodzenia i daniny publiczno-prawne sięgnęły w ciągu kilku lat ok. 38 mln zł. Drukarnia mogła działać do dziś, rozwijać się, przynosić dochody i dawać miejsca pracy.

Tego, co przeżyłem, nikomu nie życzę, ponieważ przypłaciłem sprawę RZG SA utratą zdrowia i zszarpanymi nerwami. W efekcie podjąłem decyzję o wycofaniu się z działalności biznesowej i przekazaniu sterów w firmie dzieciom.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: