Zdjęcie: Paweł / Czytelnik Rzeszów News
Reklama

Studnia jest głęboka, ma 8 metrów, nie ma w niej wody i nie jest zabezpieczona.  W pobliżu bawią się dzieci, o wypadek nie trudno.

W rejonie ulic Podkarpackiej i Bieszczadzkiej w Rzeszowie jeszcze kilka lat temu były ogródki działkowe. Ludzie mieli tam swoje altany i uprawiali grządki. Ale grunty stopniowo przejmowała spółdzielnia mieszkaniowa, która teraz planuje postawić tam bloki. 

Ostatnia działka została wykarczowana dwa lata temu. Na razie rośnie tam trawa, gdzieniegdzie można też znaleźć pozostałości po ogródkach działkowych.

„Między Orlenem a garażami stoi niezabezpieczona studnia. Żeby nie doszło do kolejnej tragedii, bo bawi się tam sporo dzieci. Działka, z tego co się zorientowałem, należy do miasta, i podobno ma tam powstać park – napisał do nas pan Paweł.

Sprawę zgłosiliśmy strażnikom miejskim. Okazało się jednak, że nie ma się już o co martwić. Oni także zostali poinformowani o niezabezpieczonej studni i natychmiast zareagowali. – Na miejsce w poniedziałek pojechał patrol i rzeczywiście studnia nie była niczym przykryta – mówi Marek Kruk, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Rzeszowie. 

Funkcjonariusze ustalili właściciela terenu. Okazało się, że działka nie należy do miasta, ale do Orlenu. Kierownika stacji poinformowali o konsekwencjach, jeśli dojdzie do wypadku.  

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Studnia następnego dnia została zabezpieczona. Jest już przykryta betonowym pokrywą. – To dobrze, że mieszkańcy reagują na takie sytuacje. Gdyby ktoś wpadł do 8-metrowej studni, mogłoby się to źle skończyć – mówi Marek Kruk. 

Zdjęcie: materiały Straży Miejskiej w Rzeszowie

(la)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama