Reklama

Parodia z zadaszonym rzeszowskim skatparkiem. Kopuła stoi od ponad 1,5 miesiąca, a fani rolek wciąż nie mogą jeździć. Miasto winę zwala na wykonawcę i nalicza mu kary.

Kiedy w pierwszej edycji Rzeszowskiego Budżetu Obywatelskiego rzeszowscy skaterzy wywalczyli zadaszenie skateparku za 740 tys. zł radości było co niemiara. Kiedy nad obiektem – z dużym opóźnieniem – w lutym pojawił się wreszcie pneumatyczny dach, w sumie również. Teraz, pytani o skatepark, coraz częściej wzruszają ramionami. Po radości ani śladu. Obiekt nadal nie jest oddany do użytku.

Na Facebooku kipi od złośliwych komentarzy. Kiedy 5 marca na fanpage’u Skate Park Rzeszów pojawił się wpis „Tymczasem w parku warunki idealne, zero wiatru i 10 stopni” i do tego dwa zdjęcia, internauci nie mieli litości.

„Co z tego jak nieczynny…”, „Prędzej pora roku się zmieni niż oddadzą projekt. Wtedy balon będzie zbędny”, „Ch…j mnie strzela na takie posty… Po ch…j się tym chwalić, jak nie można z tego korzystać…”, „Otwierać to i nie denerwować ludzi!!!!!”, „Pewnie otworzą dopiero w wakacje jak będzie +70 w środku” – komentowali internauci.

Administratorzy fan page’a sami nie wytrzymali. 13 marca zamieścili zdjęcie zadaszonego bowl’a w Warszawie. „My ciągle czekamy na odbiór” – napisali.

„I chyba się nie doczekamy”, „Może niech już zaczną rozbierać ten dach, bo z ich tempem to na wakacjach nie pojeździmy” – komentowali internauci.

Nie ma papierów, nie ma jeżdżenia

Zadaszaniem skateparku zajmuje się katowicka firma Grimar. Żeby tylko przypomnieć… miała roboty zakończyć w listopadzie ubiegłego roku. Tymczasem za kilka dni będziemy mieli pierwszy dzień wiosny i właściwie konstrukcję zadaszenia należałoby już złożyć. W ratuszu doskonale o tym wiedzą.

Tyle tylko, że sytuacja jaką teraz mamy, przypomina kwadraturę koła.

– Do momentu odbioru obiektu, nie możemy tego zrobić – mówi Katarzyna Pawlak z biura prasowego Urzędu Miasta w Rzeszowie.

Wpuścić na skatepark skaterów również. To w końcu, jakby nie było, jest nadal budowa. Niby gotowa, ale co z tego…

O co więc chodzi? Właściwie cały czas o to samo.

– Wykonawca nadal nie dostarczył nam pełnej dokumentacji, potrzebnej do odbioru obiektu – mówi Katarzyna Pawlak. – Monitowaliśmy o to nieraz.

Za chwilę będą rozbierać

Ostatnio wykonawca zobowiązał się oddać cały obiekt do końca lutego. Miał również dostarczyć dokumentację. Cały czas brakuje jednak kilkunastu dokumentów. Bez nich nie ma co marzyć o zamknięciu inwestycji i zdobyciu pozwolenia na użytkowanie skateparku.

– Od 80 dni wykonawcy naliczamy kary umowne. To już ok. 60 tys. zł – dodaje Pawlak.

I póki co, miasto na razie tyle może. I obiecuje, że akurat w tej sprawie wykonawcy nie popuści. Bo całe odium wpadki spadło na urząd miasta a on wcale nie jest winny. Do tego prezydent Tadeusz Ferenc nie bardzo lubi, jak mu się tak gra na nosie.

W ratuszu mają nadzieję, że wykonawca w końcu dostarczy potrzebne dokumenty. Liczą, że tak do dwóch tygodni, czyli do końca marca. A później… odbiór obiektu, załatwienie pozwolenia na użytkowanie i… ściąganie dachu!

– To już jednak będzie w gestii Rzeszowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji – dodaje Katarzyna Pawlak. – W budżecie są przewidziane pieniądze na normalne użytkowanie skateparku.

I tak oto, zadaszony i ogrzewany skatepark, doczekał wiosny. To, że w zimie temperatura w nim to 10 stopni, to miło… Zresztą, z temperaturą, jak widać, przyroda sama już sobie poradziła. Na wykonawcę na razie nie ma siły!

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: