Zdjęcie: KWP Rzeszów
Reklama

Nad wiek dojrzałym i rezolutnym chłopcem okazał się 3-latek z Łańcuta. Chłopiec zadzwonił do babci, informując, że nie może dobudzić mamy w łazience. Kobieta zaalarmowała policjantów.

Do zdarzenia doszło w czwartek tuż po godz. 10:30. Do komendy policji zatelefonowała zdenerwowana mieszkanka Łańcuta, informując, że coś złego mogło stać się jej córce, która mieszka na os. gen . Maczka.

– Kilka minut wcześniej zadzwonił jej 3-letni wnuczek, mówiąc, że mama jest w łazience i nie reaguje na jego wołanie, ani na płacz jego 6-miesięcznej siostrzyczki – relacjonuje Wojciech Gruca, rzecznik łańcuckiej policji.

Dyżurny łańcuckiej komendy natychmiast wysłał policjanta pod wskazany adres. O całym zdarzeniu powiadomił również pogotowie ratunkowe i straż pożarną. – Policjantowi i ratownikom medycznym drzwi otworzyła 30-letnia kobieta. Wyjaśniła, że źle się poczuła i zasłabła w łazience. Dopiero jej 3-letni syn ją dobudził – dodaje Gruca.

Kobiecie pomocy medycznej udzielił lekarz pogotowia, natomiast strażacy sprawdzili mieszkanie pod kątem obecności tlenku węgla. Instalacja gazowa okazała się szczelna, a matka małego bohatera nie wymagała hospitalizacji. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

1 KOMENTARZ

  1. Zwracam się z apelem do rzeszowskiej drogówki, jeśli chcecie Panowie w dwa dni wyrobić miesięczną normę mandatów karnych, serdecznie zapraszam w okolice miasteczka studenckiego Politechniki Rzeszowskiej.
    Skrzyżowanie ul. Podkarpackiej z Poznańską (obok byłego Praktikera) – samochody jadące w stronę centrum non-stop zostają na skrzyżowaniu, blokując możliwość lewoskrętu w ul. Poznańską. Czasem trzeba stać po trzy, cztery cykle zmiany świateł. Dziesięć metrów dalej, na ul. Poznańskiej, obok akademików, pomimo znaku zakaz zatrzymywania, ZAWSZE na jezdni parkuje kilka, kilkanaście aut, czasem busy lub autobus. Blokują w ten sposób cały pas ruchu i żadna siła ich stamtąd nie ruszy. I znów można stać po 20 minut i czekać aż się opróżni przeciwny pas ruchu i trzeba się przeciskać pod prąd. Jedziemy kilkadziesiąt metrów dalej i… kilkadziesiąt aut parkuje na chodnikach, na jezdni, na zakazach, na skrzyżowaniu. I to nie jest postój 5 minut, ale kilka godzin, bo nie chce się gnojkom przejść stu metrów z parkingu do uczelni. Aby dojechać do osiedla domków na Poznańskiej, trzeba lawirować i szukać mijanki co kilka metrów. Piesi zmuszeni są obchodzić auta stojące na chodnikach, włażą na jezdnię prosto pod koła. Ta cała zmotoryzowana studencka hołota też robi swoje. Wystarczy dosłownie 10 minut, żeby zobaczyć jakiegoś szczyla, który wymusza pierwszeństwo, wyjeżdżając z podporządkowanych uliczek uczelni. I tak jest na okrągło.
    Jeszcze dalej, na osiedlu domków jest ograniczenie prędkości do 20 km/h. Od godziny 14 do 17 tabuny aut zasuwają w obie strony aż wyskakują na progach zwalniających. Jeżdżą po chodniku, niszczą pojemniki na śmieci, zganiają dzieciaki z chodnika… I można tak jeszcze długo pisać. Naprawdę Panowie z drogówki, po co się czaić gdzieś po krzakach, latać nieoznakowanymi radiowozami, czepiać się kierowców poza miastem..? Kiedy ostatnio byliście na Poznańskiej? Serdecznie zapraszamy, jeszcze wałówkę Wam wyniesiemy do auta!
    Będę ten tekst kopiował i wklejał, gdzie się tylko da, aż w końcu wykażecie zainteresowanie tym „zadupiem”, na którym jednak wciąż próbują mieszkać ludzie.

Comments are closed.