Zdjęcie: Materiały PiS. Tomasz Poręba
Reklama

Tomasz Poręba, Bogdan Rzońca (obaj PiS) oraz Elżbieta Łukacijewska z Koalicji Europejskiej  – to oni z Podkarpacia wejdą do Parlamentu Europejskiego. Łukacijewska krytykuje liderów Platformy Obywatelskiej.   

Z sondażu exit poll IPSOS dla TVN 24 wynikało, że niedzielne eurowybory wygrało PiS z wynikiem 42,4 proc. Druga była Koalicja Europejska – 39,1 proc. Na trzecim miejscu Wiosna Roberta Biedronia – 6,6 proc. Do Parlamentu Europejskiego – według sondażu – dostałaby się także Konfederacja – 6,1 proc. Poza progiem wyborczym znajdowali się Kukiz’15 – 4,1 proc. oraz Lewica Razem – 1,3 proc. Frekwencja wynosiła 43 proc. 

Przy taki wyniku PiS miałby 24 europosłów, KE – 22, a Wiosna i Konfederacja po trzech. Z sondażu wynikało, że na Podkarpaciu wygrało PiS, zdobywając 60,7 proc. wszystkich głosów, KE – 23,1 proc., Konfederacja – 7,3 proc., Wiosna – 4,1 proc.

Z późniejszego badania late pool wynikało, że PiS w skali całego kraju powiększyło przewagę nad KE. PiS – 43,1 proc., KE – 38,4 proc. Pozostali: Wiosna – 6,7 proc., Konfederacja – 6,2 proc., Kukiz’15 – 3,8 proc., Lewica Razem – 1,4 proc., Inne – 0,4 proc. Ale ok. 2:00 w nocy TVN 24 – powołując się na kolejne sondaże late pool – podał, że PiS jeszcze będzie umocniło swoją pozycję zwycięzcy eurowyborów. 

Przewaga między PiS a KE urosła do 6,5 proc. PiS – 44,7 proc., KE – 38,2 proc. Lekki spadek zanotowała Wiosna – do 6,4 proc., Konfederacja balansuje na granicy progu wyborczego – 5,1 proc. Kukiz’15 i Lewica Razem bez zmian: odpowiednio 3,8 proc. i 1,4 proc. Przy takim układzie jeden euromandat straciłaby Konfederacja – miałaby nie trzy a dwa. U reszty status quo.  

Na Podkarpaciu euromandatu może być pewny lider listy PiS Tomasz Poręba, raczej do Brukseli pojedzie też startujący z drugiego miejsca poseł PiS Bogdan Rzońca. Pozostanie tam również dotychczasowa europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska (startowała z 10. miejsca podkarpackiej listy KE). Poręba zdobył rekordową liczbę głosów – 267 555 (36,6 proc.), na Rzońcę głosowało 47 426 osób (6,5 proc.), na Łukacijewską 42 746 (5,8 proc.). 

Zdjęcie: Parlamentarny.pl. Bogdan Rzońca 

Ortyl: Społeczeństwo zdało egzamin

W niedzielny wieczór do rzeszowskiej siedziby PiS przyjechali najważniejsi politycy partii w regionie na czele z marszałkiem podkarpackim Władysławem Ortylem. Byli też kandydaci, m.in. Bogdan Rzońca, Piotr Pilch, posłanka Krystyna Wróblewska (5. miejsce) i wojewoda Ewa Leniart (3. miejsce). Wszyscy w skupieniu czekali na wynik sondażu. Nie było Tomasza Poręby, on był w sztabie PiS w Warszawie, to on kierował eurokampanią partii.

– Społeczeństwo zdało egzamin. Coraz bardziej docenia, że wybory to bardzo ważna sprawa – mówił nam Władysław Ortyl, komentując wysoką eurofrekwencję. Marszałek Ortyl liczył, że to na Podkarpaciu PiS ostatecznie zgarnie trzy euromandaty. – O naszym zwycięstwie w tych wyborach zdecydowała nasza konsekwencja programowa. Nasze deklaracje i założenia programowe są realizowane – mówił Władysław Ortyl.

Wróblewska: gryźliśmy trawę

W PiS obawiano się, że powódź, która w ostatnich dniach przeszła przez Podkarpacie, mogła mieć negatywny wpływ na wynik eurowyborów, ale tak się jednak nie stało. – Każdy błąd mógł nas słono kosztować – mówiono. Krystyna Wróblewska uważa, że o zwycięstwie PiS zdecydowała praca całej “10” na liście. – To nie jest istotne, kto zwyciężył. Mam nadzieję, że będziemy mieli 3 mandaty – mówiła nam posłanka Wróblewska. 

– Na naszej liście nie ma przegranych. Każdy ciężko pracował na wynik. Tak jak powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, gryźliśmy trawę. Od rana do wieczora spotykaliśmy się z wyborcami na wsiach, w miastach. Prosiliśmy ludzi, żeby poszli na wybory, że to jest obywatelski obowiązek. Mówiliśmy, że jeżeli będzie duża frekwencja, będziemy mieli trzy mandaty. Wyborcy tego posłuchali – powiedziała nam Krystyna Wróblewska.

Leniart: poświęcenie dało efekt

Ewa Leniart mówiła, że w eurokampanii PiS-owi wszystko się udało. Ona sama w ostatnich dniach musiała zawiesić kampanię z powodu powodzi w naszym województwie. – Nie straciłam na tym – uważa Leniart. – Chciałam dobrego wyniku dla partii. Moim marzeniem były cztery mandaty dla PiS – mówiła Ewa Leniart. Jej zdaniem o dobrej kampanii świadczy to, że mieszkańcy Podkarpacia na spotkaniach rozpoznawali eurokandydatów PiS.

– Mieliśmy dobrą narrację, która trafiała do naszych wyborców. Spotkania upływały w dobrej, sympatycznej atmosferze. Ogólnie kampania była trudna, dlatego, że dużo czasu trzeba było spędzać w terenie, trzeba było być aktywnym. Bezpośredni kontakt z wyborcą jest kluczem do tego, by mówić o sukcesie. Poświęcenie i trud, który kandydaci włożyli w kampanię, przyniósł efekt – mówi Ewa Leniart. 

Łukacijewska krytykuje zarząd PO

Zdjęcie: Tomasz Modras / Rzeszów News

W podkarpackiej KE zaczynają się tymczasem pierwsze powyborcze tarcia. Elżbieta Łukacijewska jeszcze nie otwiera szampana, czeka na ostateczny wynik. Te sondażowe dają jej miejsce w PE. – Jeśli to się potwierdzi, to dziękuję mieszkańcom Podkarpacia, bo mój mandat zawdzięczam tylko im. Poparli mnie, bo widzą co robię dla innych, a czego moi koledzy z PO, zwłaszcza z zarządu i Rzeszowa, nie chcieli zauważyć – mówi Łukacijewska. 

Daje jasno do zrozumienia, jak kiepsko była ułożona lista podkarpackiej KE. O czołowe miejsce na liście Łukacijewska rywalizowała ze swoją koleżanką partyjną Krystyną Skowrońską. Skowrońska była druga, Łukacijewską władze partii próbowały umieścić dopiero na 7. miejscu, na finiszu rejestracji list wyszarpała dla siebie ostatnie, 10. miejsce. Liderem listy był Czesław Siekierski, europoseł PSL z województwa świętokrzyskiego. 

W PO pojawią się pytania, dlaczego władze regionalne partii “wykonywały tak bezsensowną i nieudolną dywersję”. – Wygrać z pierwszego miejsca nie zaskakuje. Wygrać z “10”, to jak wygrać mecz, na który nie postawili liderzy – mówi Elżbieta Łukacijewska. Na wieczór wyborczy KE do Rzeszowa nie przyjechała, nie była tam mile widziana, wolała zostać w rodzinnej Cisnej w Bieszczadach. – Słucham ptaszków i jestem z przyjaciółmi – mówiła.

W kampanii wyborczej Łukacijewska praktycznie była sama, nie było widać wsparcia dla niej ze strony regionalnych władz PO, które promowały Krystynę Skowrońska. Ta poległa na całej linii, podobnie jak lider Czesław Siekierski. To najwięksi przegrani podkarpackiej KE. O klęsce może mówić też Marek Ustrobiński, wiceprezydent Rzeszowa, trzeci na liście KE. Wsparcie, jakie udzielił mu prezydent Tadeusz Ferenc, w praktyce niewiele dało. 

https://twitter.com/10_Lukacijewska/status/1132762941240041472

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: