Fot. Materiały PKS w Rzeszowie
Reklama[sam id="8" codes="true"]

– Niesprawiedliwy – tak kierowcy PKS Rzeszów oceniają nowy system płac, który obowiązuje od stycznia br. Prezes spółki twierdzi, że sprawiedliwiej się nie dało. 

Do końca 2019 r. średnia stawka godzinowa kierowcy PKS wynosiła ok. 10 zł, w ciągu miesiąca dawało to zarobek rzędu ok. 1500 zł. Do tego każdy kierowca miał doliczane rożne dodatki, m.in. sprzedaż biletów pasażerom (ok. 400 zł), przyłożenie m-karty do czytnika, na której zapisany jest bilet miesięczny (ok. 150 zł), za przerwę (ok. 300 zł), za staż (np. 11 lat to dodatkowe 200 zł).

Dodatkowe pieniądze kierowca PKS dostawał także za to, czy w danym dniu prowadził autobus linii PKS czy MKS. Godzinowy dodatek do tego pierwszego wynosił 3 zł, do tego drugiego 5 zł. W skali miesiąca kierowca mógł zarobić dodatkowo ok. 400 zł.

Do tego należy też doliczyć weekendy – niedziela jest 100 proc. płatna i dodatek nocny (miesięcznie ok. 70 zł). Gdy to wszytko się zsumuje, średnio na dodatkach kierowca zarabia ekstra około 1000-1200 zł. Miesięczna pensja waha się w widełkach 3000-4000 zł. 

 Kierowcy: nie doceniają doświadczenia

Od stycznia br. kierowcy szereg tych dodatków utracili, bo zostały one wliczone w stawkę godzinową. Szefostwo PKS zsumowało je, następnie wyciągnęło średnią, która stała się teraz podstawową stawką godzinową dla kierowcy. 

I tak niektórzy kierowcy, jak twierdzą, teraz za godzinę dostają od ok. 15 zł do ok. 20 zł. – Dla nas takie wyliczenia prezesa są krzywdzące. Kierowca z 35-letnim stażem zarabia na godzinę 15,5 zł, z 9-letnim stażem – 14,70 zł, pracujący zaledwie od 1,5 roku ma 18,70 zł – mówi nam jeden z kierowców PKS. 

– Różnice są duże dlatego, że jeden kierowca miał dobrą linię, czyli taką, gdzie jeździ nią dużo pasażerów, więc dużo zarabiał np. na sprzedaży biletów, a inny słabą. Stąd po zsumowaniu pensji podstawowej z różnymi dodatkami wyszyły tak rożne stawki godzinowe – twierdzi nasz rozmówca z PKS.

Kierowcy takimi wyliczeniami czują się rozgoryczeni, bo ich pracę zredukowano tylko do matematycznych obliczeń. – Nikt nie docenił naszego doświadczenia – żali się kierowca z ponad 10-letnim stażem. – To boli, szczególnie, gdy zupełnie nowym pracownikom proponuje się stawkę godzinową ok. 18 zł i jeszcze pomoc w zdobyciu prawa jazdy kat. D.

Duże “spłaszczenie” wynagrodzeń w PKS

Piotr Klimczak, prezes PKS, jest nieco zdziwiony pretensjami kierowców. Twierdzi, że nowe zasady wynagrodzenia były omawianie i konsultowane od października ub. r. i wszystkie strony – pracodawca i związki zawodowe – na nie przystały i podpisały nowy regulamin wynagrodzeń 8 listopada. 

W związku z tym spółka PKS w listopadzie zaczęła wręczać porozumienia zmieniające warunki pracy kierowcom. Jeśli ktoś ich nie podpisał, dostawał wypowiedzenie warunków pracy i płacy. Jak twierdzi Piotr Klimczak, dotyczyło to tylko 5 pracowników w całej firmie, w której obecnie pracuje 347 osób, w tym 213 kierowców.

– Nie było mnie stać, jako pracodawcy, aby podnieść wynagrodzenie wszystkim o ten sam wskaźnik, o który wzrosła płaca minimalna w Polsce, a co za tym idzie, nastąpiło duże spłaszczenie wynagrodzeń w naszej spółce – wyjaśnia Klimczak. – Rozumiem, że niektórzy, szczególnie pracownicy z długim stażem pracy w firmie mogą czuć się pokrzywdzeni.

Gdyby nie podwyżka płacy minimalnej… 

Prezes PKS przekonuje, że i tak ze względu na wzrost płacy minimalnej i zmiany w nowym regulaminie wynagrodzeń musi więcej wydawać na wynagrodzenia o około 100 tys. miesięcznie. Twierdzi, że średnio kierowcy w ub. r. zarabiali 3450 zł miesięcznie, w styczniu br. kwota ta wzrosła już do 3850 zł.

– Jakby nie weszła tak drastyczna podwyżka płacy minimalnej, byłbym w stanie dla pracowników przygotować bardziej sprawiedliwą podwyżkę – przekonuje Piotr Klimczak.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl 

Reklama[sam id="11" codes="true"]

NAPISZ KOMENTARZ: