fot. Leszek Miller /FB , Sebastian Stankiewicz

Konflikt na linii Miller – Kowal cały czas trwa. Były premier Polski w ostatnich tygodniach nie oszczędza lidera Koalicji Obywatelskiej na Podkarpaciu, nazywając go “sługą narodu ukraińskiego”, a także, najnowsze – “banderowską piątą kolumną”. 

Zdaniem Leszka Millera, polscy politycy są zbyt łagodni w stosunku do strony ukraińskiej. To pokłosie decyzji prezydenta Ukrainy o nazwaniu jednostki wojskowej imieniem “Bohaterów UPA”. Jak oceniają eksperci, władze Ukrainy mając od lat świadomość polskich nastrojów, ubliżyli Polakom, gloryfikując osoby, które w przeszłości były zamieszane w morderstwa na naszych rodakach. 

Miller ostro o Kowalu. Konflikt trwa

Leszek Miller będąc na politycznej emeryturze bryluje w mediach telewizyjnych i społecznościowych. W sieci czytamy opinie, że były przewodniczący SLD już “nie nie musi”. dlatego “nie owija w bawełnę ” i mówi, co tak naprawdę myśli. Były premier w ostatnich 24-godzinach krytycznie wypowiedział się na temat decyzji Wołodymyra Zełeńskiego na łamach Polsatu News.

– Zełenski nadając tytuł czy właściwie podejmując decyzję o nadaniu jednostce wojskowej, ważnej elitarnej jednostce wojskowej, imię bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. On daje tym samym wyraz całkowitej pogardy dla naszych polskich uczuć – ocenił polityk.

Nazwał także Pawła Kowala stojącym na czele “banderowskiej piątej kolumny”, która jego zdaniem istnieje w naszym kraju i “torpeduje wszystkie działania mające ujawnić prawdę dotyczącą tego, co dzieje się na Ukrainie.

– No na czele tego stoi niewątpliwie pan Paweł Kowal, który jest szefem komisji spraw zagranicznych w polskim sejmie – zaznaczył Miller w rozmowie z Polsatem.

źródło: Leszek Miller /Facebook

“Moskiewska pożyczka”

Moskiewska pożyczka to potoczna nazwa transakcji finansowej z początku 1990 roku, w ramach której Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego (KPZR) przekazała Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) kwotę 1,2 mln dolarów oraz 500 mln starych złotych. Według ustaleń śledztw, pieniądze miały wspomóc działalność nowej formacji, w tym m.in. finansowanie gazety “Trybuna” oraz odprawy dla pracowników aparatu partyjnego PZPR. W transferze pośredniczyły służby radzieckie.

Leszek Miller, jako członek kierownictwa PZPR i później SdRP, był wskazywany w materiałach śledczych jako jedna z osób koordynujących operację po stronie polskiej. W toku postępowania prokuratorskiego zarzucono mu m.in. pośrednictwo w zwrocie części kwoty (600 tys. dolarów) stronie radzieckiej bez wymaganego zezwolenia dewizowego.

W latach 90. wszczęto postępowanie prokuratorskie w tej sprawie. Ostatecznie zostało ono umorzone (w 1993 roku wobec Millera, później decyzja ta została podtrzymana w 1995 roku). W uzasadnieniach pojawiały się argumenty o braku wystarczających dowodów lub znikomym stopniu społecznej szkodliwości czynu. Sprawa ostatecznie uległa przedawnieniu.

Z Muzeum do Sejmu

Paweł Kowal, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich polityków zajmujących się sprawami zagranicznymi, przeszedł drogę od zaangażowanego działacza społecznego i eksperta akademickiego do roli kluczowego parlamentarzysty.

Istotnym etapem formowania się jego publicznego wizerunku był wkład w powstanie Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym pracował jako ekspert. To właśnie połączenie zainteresowań historią XX wieku z praktycznym podejściem do polityki wschodniej stało się znakiem rozpoznawczym jego kariery.

Najgłośniejszym w ostatnich latach punktem zapalnym były wypowiedzi Pawła Kowala dotyczące zbrodni wołyńskiej. W wywiadzie dla portalu Interia (luty 2024 r.) polityk stwierdził, że państwo ukraińskie nie ma wiele wspólnego ze zbrodniami popełnionymi na Polakach w latach 1943–1945, ponieważ “po prostu nie istniało”.

Podobnie jak wielu innych polityków w Polsce, Paweł Kowal był krytykowany za swoją ścieżkę partyjną. Jego aktywność polityczna obejmowała członkostwo w PiS, współtworzenie ugrupowań Polska Jest Najważniejsza (PJN) i Polska Razem, aż po start z list Koalicji Obywatelskiej.

Kowal odpowiada Millerowi

Na odpowiedź Pawła Kowala musieliśmy poczekać. Odpowiedział natomiast na słowa Leszka Millera, nie odniósł się w mediach społecznościowych na temat decyzji Zełeńskiego. Polityk, jako szef komisji Rady ds. Współpracy z Ukrainą, swoje stanowisko powinien ogłosić. Nazwał natomaist Millera “szurem”.

– Co, jeśli p. Miller dojdzie do wniosku, że Armstrong nie był na Księżycu? Ciekawe, czy ktoś jeszcze płaci Millerowi za opowiadanie takich bzdur? “Piąta kolumna w Polsce, ja na jej czele”. Millero-szuria level hard – odpowiedział Kowal.

źródło: Paweł Kowal /”X”

Order Orła Białego zostanie odebrany?

O słowach Karola Nawrockiego mówiły w Polsce wszystkie media. Chodzi o plany na odebranie odznaczenia Wołodymirowi Zełeńskiemu. Aby doszło do odebrania orderu, muszą zostać spełnione konkretne warunki formalne i prawne.

Prezydent może podjąć decyzję o pozbawieniu orderu tylko w dwóch ściśle określonych sytuacjach, a jedną z nich jest tzw. niegodność. Gdy odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny posiadania orderu. To przesłanka o charakterze ocennych, która wymaga uzasadnienia.

Prezydent może podjąć decyzję na wniosek Kapituły Orderu Orła Białego. Kluczowa jest opinia kapituły. Jest niezbędna w procedurze wszczynanej przez Prezydenta, w doktrynie podkreśla się, że nie jest ona dla niego wiążąca.

Kontrasygnata Prezesa Rady Ministrów to również kluczowy warunek prawny. Zgodnie z art. 144 ust. 3 Konstytucji RP, postanowienie Prezydenta o pozbawieniu orderu wymaga kontrasygnaty premiera. Bez podpisu szefa rządu postanowienie nie ma mocy prawnej. Kontrasygnata oznacza wzięcie przez premiera odpowiedzialności politycznej za tę decyzję.

Aby prezydent mógł skutecznie odebrać order Wołodymyrowi Zełeńskiemu, musiałby wydać stosowne postanowienie, uzyskać w tej kwestii opinię Kapituły, a następnie uzyskać podpis (kontrasygnatę) Premiera RP, co na gruncie obecnych uwarunkowań politycznych jest niezbędnym elementem finalizacji tego procesu.

Czytaj więcej:

Strażacy z Podkarpacia walczyli ogromnym pożarem lasów