Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Hasło padło: po 25 maja do szkół podstawowych mogą przychodzić dzieci w klasach 1-3, a maturzyści i ośmioklasiści na konsultacje. Wszystko pięknie, ale nikt nie wie, na jakich zasadach, bo wciąż mamy epidemię koronawirusa. 

I znów mamy powtórkę z rozrywki, gdy w środę (13 maja) premier Mateusz Morawiecki, minister edukacji narodowej Dariusz Piątkowski i szef resortu zdrowia Łukasz Szumowski ogłosili kolejny, trzeci etap, luzowania obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa. 

Ten etap znów dotyka polską edukację. Od 6 maja otwarto żłobki i przedszkola. Kilka dni wcześniej ogłosili to premier i ministrowie. Samorządy zaczęły się głowić: na jakich zasadach? W internecie krążyło zdjęcie przedszkolaka zatrzymanego przez policję, bo nie zachował sanitarnej odległości 2 m od kolegi, z którym chciał się pobawić klockami. 

A tak na poważnie, wśród samorządowców zawrzało – część odmówiło otwierania żłobków i przedszkoli. W Rzeszowie mnożono pytania: co z wyjściem dzieci na plac zabaw, ile dzieci może przebywać w jednej placówce, czy będziemy mieć wystarczającą liczbę personelu?

W Rzeszowie żłobki i przedszkola zdecydowano się otworzyć, gdy w przypadku żłobków taką potrzebę wyraziło 15 proc. rodziców, a przedszkoli – 25 proc. (wyniki mailowych zapytań). W praktyce do obu placówek uczęszcza ok. 10 proc. zdeklarowanych dzieci. 

I znów jazda bez trzymanki…

Teraz przyszedł czas na szkoły. Od 25 maja zajęcia opiekuńczo-wychowawcze w klasach 1-3 szkoły podstawowej oraz konsultacje z nauczycielami w szkołach dla maturzystów i uczniów 8 klas, przede wszystkim z przedmiotów zdawanych na egzaminach, czyli matematyki, polskiego, angielskiego, biologi, chemii, czy fizyki. 

Na jakich konkretnie zasadach? Tego znów nie wiadomo, a dyrektorzy rzeszowskich szkół znów gorzko się śmieją, że rząd dał “zielone światło” i kazał jechać “bez trzymanki” i to z zamkniętymi oczami. 

Ale i na to rzeszowska edukacja znalazła metodę. Podobnie, jak w przypadku żłobków i przedszkoli, nauczyciele mają wśród rodziców sprawdzić, ilu pośle dziecko do szkoły w klasach 1-3 i ilu skorzysta z konsultacji z nauczycielem w klasach “ósmych” i maturalnych. 

Konsultacje z rodzicami 

– Dyrektorzy poszczególnych szkół informację o ilości chętnych i możliwościach technicznych danej placówki mają nam odesłać do poniedziałku – mówi nam Zbigniew Bury, dyrektor wydziału edukacji w rzeszowskim magistracie.

– To, co przekazał w środę MEN to komunikat, a diabeł tkwi w szczegółach, których nie otrzymaliśmy, ani od MEN, ani od Głównego Inspektora Sanitarnego. Dla nas w tym wszystkim są najważniejsze przepisy prawne – podkreśla Bury. 

Chodzi m.in. o to, ile dzieci będzie mogło być w klasach. Jeśli tylko połowa, to co z drugą połową? Jak nauczyciel, który opiekuje się dziećmi w klasie ma jeszcze prowadzić lekcje zdalne, bo otwarcie szkół dla dzieci nie oznacza, że zajęcia on-line znikają. 

– Nie wyobrażam sobie tego – mówi szczerze dyrektor Bury. 

Są terminy, nie ma wytycznych

Podobnie jest w przypadku egzaminów ośmioklasisty i matur. MEN podało jedynie ich daty. Dla ósmych klas w dniach 16-18 czerwca (terminy dodatkowe: 7-9 lipca, wyniki 31 lipca). Matury mają się rozpocząć 8 czerwca językiem polskim na poziomie podstawowym.

Na 9 czerwca zaplanowano “podstawową” matematykę, a dzień później (10 czerwca) język angielski na poziomie podstawowym. Cała sesja maturalna ma trwać do 29 czerwca, a wyniki matur mają być znane 11 sierpnia. Egzaminy zawodowe w dniach 17-28 sierpnia. 

– Szczegółowe wytyczne, co do tego, jak mają się odbyć te egzaminy w dobie epidemii. proszę szukać przy al. Szucha 25 w Warszawie [adres siedziby MEN – przyp. red.] – odsyła Zbigniew Bury.

Organizacja na wyczucie

Mimo, że brak dokładnych wytycznych dyrektorzy rzeszowskich szkół organizują życie na wyczucie. Jolanta Lotz, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 10 przy ul. Dębickiej, zbiera informacje od rodziców, ilu z nich zdecyduje się posłać dzieci do szkoły. 

– W zależności od tego, ile będzie chętnych dzieci, będziemy wprowadzać albo funkcję opiekuńczą (bez lekcji) albo zastanowimy się nad stacjonarnym uruchomieniem realizacji podstawy programowej (normalne lekcje w klasie) – mówi Jolanta Lotz. 

Jej placówka zbiera także informacje od młodzieży z 8 klasy, by dowiedzieć się, ilu z nich potrzebuje bezpośredniego kontaktu z nauczycielem. Wyobraźnia podpowiada: 45 minut konsultacji z danego przedmiotu lub małe grupy, gdzie uczniowie są na tym samym poziomie (niekoniecznie z jednej klasy).

“Wracamy”, a co dalej? 

Jak małe mają być te grupy? Tego GIS jeszcze nie określił. – Jeśli taki model konsultacji się sprawdzi, wówczas od 1 czerwca wprowadzimy go w klasach 4-7 – zapowiada Jolanta Lotz. W ZS nr 10 jest 259 uczniów.

Gdy o to samo pytamy Jerzego Wójcika, dyrektora SP nr 29 przy ul. Partyzantów, mówi wprost: – Nie wiem, jak to ma wyglądać w naszej szkole. Samo ministerstwo nie wie, jak to ma wyglądać, jak pogodzić zajęcia opiekuńczo-wychowawcze i zajęcia prowadzone zdalnie. 

Dyrektor Wójcik, podobnie jak Jolanta Lotz, najpierw chce się skonsultować ze swoimi nauczycielami oraz rodzicami. – Rzucić hasło i napisać na papierze “wracamy” można, tylko jak to w praktyce zrobić? – zastanawia się Jerzy Wójcik. W SP 29 uczy się 400 dzieci. Nie ma w niej 8-klasistów, bo placówkę w ub. r. przekształcono z gimnazjum w podstawówkę. 

Konsultacje mają sens?

A co z maturzystami, którzy w zasadzie naukę w szkole skończyli pod koniec kwietnia? Czy im konsultacje “twarzą w twarz” z nauczycielem są jeszcze potrzebne? – Trwają rozmowy nauczycieli z uczniami, czy potrzebują konsultacji w szczególności z takich przedmiotów, jak matematyka, biologia, fizyka – mówi Andrzej Szymanek, dyrektor II LO w Rzeszowie. 

– Mamy możliwości, aby konsultacje odbyć w taki sposób, by nie zagrażały bezpieczeństwu ani uczniów, ani nauczycieli – zapewnia Szymanek. W II LO jest 328 maturzystów. 

Podobnie jest w III LO. Dyrektor szkoły Marek Plizga chwali się, że ich uczniowie mają cały czas konsultacje z nauczycielami on-line. – Widzę, jak np. polonistka umawia się z grupą na godz. 17:00 na wirtualne konsultacje z osobami zdającymi polski na poziomie rozszerzonym – mówi nam Marek Plizga.

Pomoc z podstawówek? 

Czy w takim układzie konsultacje stacjonarne na ostatniej prostej przed egzaminem mają sens? – To zależy od ucznia i nauczyciela. Jesteśmy na etapie sprawdzania, jakie jest zainteresowanie konsultacjami – mówi dyrektor III LO, gdzie jest 253 maturzystów.

Jeśli chodzi o matury, dyrektorzy mówią zgodnie: nie ma problemu, jeśli chodzi o sale i nawet zachowanie 2-metrowych odległości między uczniami jest możliwe. Problem może być ze skompletowaniem komisji egzaminacyjnych. – Być może trzeba będzie się posiłkować nauczycielami ze szkół podstawowych – mówią dyrektorzy. 

W sumie w rzeszowskich podstawówkach uczy się 10 tys. dzieci, w szkołach średnich – 14 tys. W tym roku w stolicy województwa do matury przystąpi 3 tys. maturzystów i 1,5 tysiąca ośmioklasistów. W Rzeszowie pracuje prawie 4 tys. nauczycieli. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: