Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Seria oszustw “na wnuczka” w ostatnim czasie w Rzeszowie i w powiecie rzeszowskim. Seniorzy tracą sporo pieniędzy. Policjanci do znudzenia powtarzają, co zrobić, by nie dać się nabrać. 

Na początku września informowaliśmy o dwóch mieszkankach Rzeszowa (matce i jej córce), które dały się nabrać oszustom, działającym “na policjanta”. Kobiety straciły kilkanaście tysięcy złotych. Jak się okazuje, wrzesień to miesiąc, w którym oszuści ze zdwojoną siłą wykorzystują naiwność seniorów na terenie Rzeszowa i powiatu rzeszowskiego.

Co ważne, oszuści nigdy tak naprawdę nie wiedzą, do kogo dzwonią. Często korzystają ze starych książek telefonicznych Telekomunikacji Polskiej, wybierają starodawne imiona, licząc, że ktoś w końcu wpadnie w zasadzkę zastawioną przez oszustów. A ci są bezwzględni w metodach, by wyciągnąć od seniorów nierzadko ich oszczędności życia.

Metoda “na wnuczka” jest najbardziej popularna. I wydawało się, że wszyscy już o niej słyszeli. Naiwnych tymczasem wciąż nie brakuje. We wtorek rzeszowska policja poinformowała, że we wrześniu oszuści wyciągnęli pieniądze od trzech osób w Rzeszowie i jednej w Boguchwale. W dwóch przypadkach posłużyli się legendą “na wnuczka”. 

– W pierwszym przypadku przedstawili się za syna, w drugim za wnuczka pokrzywdzonych. Dzwoniący mieli spowodować tragiczne wypadki. Aby uniknąć więzienia musieli przekazać pieniądze na „kaucję”. Pokrzywdzone uwierzyły oszustom i przekazały pieniądze pośrednikom – informuje nadkom. Adam Szeląg z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. 

Dopiero po fakcie kobiety skontaktowały się z rodziną i zorientowały się, że cała sytuacja została wymyślona. W ostatnim czasie oszuści dzwonili nie tylko do mieszkańców Rzeszowa, ale również Bratkowic, Borku Starego, Bud Głogowskich, Dąbrowy, Hyżnego i Hermanowej. Metoda “na wypadek” jest na porządku dziennym. 

– Osoby, do których jest wykonany telefon, działają pod presją silnych emocji i wyłączają racjonalne myślenie – twierdzi nadkom. Adam Szeląg. 

Oszuści wykorzystują różne zabiegi socjotechniczne, które pomagają im zdobyć zaufanie swoich potencjalnych ofiar. Rozmowa jest prowadzona w taki sposób, aby oszukiwana osoba uwierzyła, że rozmawia z kimś ze swojej rodziny i sama wymieniła jego imię oraz inne dane pozwalające oszustom wiarygodnie pokierować dalszą rozmową.

Policjanci mówią, że sprawcy przestępstw „na policjanta”, „na wnuczka” codziennie wykonują po kilkaset telefonów, nikogo nie obserwują, nic nie wiedzą na temat członków rodziny, ich majątku, kont bankowych, kosztowności, dzwonią „w ciemno” i to od rozmówców uzyskują wszelkie informacje, np. dotyczące numeru telefonu komórkowego.

Oszuści – dla uwiarygodnienia – podszywają się pod policjantów, którzy w sposób nie znoszący sprzeciwu wydają polecenia, instruują, co trzeba robić, polecają rozmowę zachować w tajemnicy. Jak nie paść ofiarą oszustów? Sprawdzić, czy naprawdę ktoś z rodziny potrzebuje pomocy. Jeden telefon do prawdziwego krewnego rozwieje wątpliwości.

Policjanci apelują, aby młodsi członkowie rodzin uwrażliwiali seniorów, że ci są łatwym celem oszustów. Warto porozmawiać z rodzicami i dziadkami. – Uczulać ich, iż w przypadku odebrania telefonu z informacją o wypadku, zachowali zimną krew i nie dali się wciągnąć w rozmowę – radzą rzeszowscy funkcjonariusze. 

Jeżeli już ktoś będzie w podobnej sytuacji, należy natychmiast przerwać połączenie, a usłyszane w słuchawce informacje zweryfikować, dzwoniąc na numer alarmowy. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: