Zdjęcie: Trwa akcja odławiania niedźwiedzi na Podkarpaciu (fot. Pexels)

Osiem niedźwiedzi w Bieszczadach zostało już odłowionych, a Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie zapowiadają kolejne działania. Wszystko po dramatycznych wydarzeniach, które wstrząsnęły mieszkańcami Podkarpacia i wywołały falę obaw o bezpieczeństwo.

Drapieżniki coraz częściej pojawiają się tuż przy domach, szukając pożywienia i tracąc lęk przed człowiekiem.

Niedźwiedzie pod kontrolą?

Na południu województwa podkarpackiego trwa intensywna akcja odłowu niedźwiedzi brunatnych. Służby działają przede wszystkim na terenach gmin Solina i Baligród, gdzie mieszkańcy od miesięcy alarmowali o coraz częstszych wizytach drapieżników w pobliżu domów i gospodarstw.

Jak poinformował Łukasz Lis, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie, w ciągu tygodnia udało się odłowić już osiem niedźwiedzi. Siedem z nich zostało wyposażonych w specjalne obroże telemetryczne GPS, które mają pozwolić na bieżące monitorowanie przemieszczania się zwierząt i szybszą reakcję służb w sytuacjach zagrożenia. Jeden młody osobnik był zbyt lekki, by założyć mu obrożę, dlatego został oznakowany mikrochipem.

Największe emocje budzi jednak decyzja o relokacji dwóch niedźwiedzi, które od dłuższego czasu regularnie podchodziły pod zabudowania. – Udało się odłowić dwie młodociane samice z Wołkowyi, które regularnie pojawiały się w pobliżu zabudowań i powodowały konflikty na terenach zamieszkałych. To one zostały relokowane do odległych kompleksów leśnych – powiedział Łukasz Lis.

Tragiczny atak w Płonnej

Bezpośrednim impulsem do rozpoczęcia szeroko zakrojonych działań był dramat, do którego doszło miesiąc temu w Płonnej w gminie Bukowsko. Niedźwiedź zaatakował tam 58-letnią kobietę. Atak okazał się śmiertelny i wstrząsnął nie tylko lokalną społecznością, ale także całym regionem.

Po tragedii wójt gminy wystąpił z wnioskiem o odłów agresywnego osobnika. Jak dotąd pułapki rozstawione w rejonie Płonnej nie przyniosły jednak oczekiwanego efektu. Poszukiwany niedźwiedź nadal nie został schwytany, a mieszkańcy żyją w niepewności.

Eksperci podkreślają, że problem dotyczy coraz większej liczby tzw. niedźwiedzi zsynantropizowanych. To zwierzęta, które przyzwyczaiły się do obecności ludzi i nauczyły się zdobywać pożywienie w pobliżu zabudowań. Właśnie takie osobniki najczęściej pojawiają się przy śmietnikach, gospodarstwach czy pensjonatach.

Czy uda się ograniczyć ryzyko?

Działania prowadzone przez RDOŚ są częścią dużego projektu wartego ponad 16 mln zł. Program ma jednocześnie chronić populację niedźwiedzia brunatnego oraz zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców Bieszczadów i terenów przygranicznych.

W akcję zaangażowano pracowników Lasów Państwowych oraz ekspertów z Tatrzańskiego Parku Narodowego, którzy od lat zajmują się problemem niedźwiedzi podchodzących pod ludzkie osiedla. Docelowo służby planują odłów 18 bieszczadzkich niedźwiedzi.

Projekt zakłada także stworzenie profesjonalnej grupy interwencyjnej reagującej na zgłoszenia mieszkańców. Pojawią się również specjalne „niedźwiedzioodporne” kontenery na odpady, które mają ograniczyć dostęp drapieżników do łatwego pożywienia. W planach jest także sadzenie drzew owocowych w głębi lasów oraz uruchomienie platformy GIS do rejestrowania incydentów związanych z obecnością niedźwiedzi.

Program ma być realizowany do końca 2029 roku. Kluczowym założeniem jest ograniczenie liczby niebezpiecznych sytuacji bez konieczności zabijania zwierząt.

Nowe narzędzia do odstraszania

Równolegle trwa dyskusja nad zmianami przepisów dotyczących odstraszania niebezpiecznych drapieżników. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska liczy na wejście w życie nowych regulacji, które mają umożliwić skuteczniejsze płoszenie niedźwiedzi pojawiających się przy domach.

– Przed nami trudne wyzwania i kolejne działania, w tym płoszenie osobników podchodzących pod domy. Liczymy na podpis prezydenta pod ustawą umożliwiającą użycie broni gładkolufowej i amunicji gumowej – powiedział rzecznik rzeszowskiej RDOŚ. Nowelizację przepisów przygotowanych przez Polskę 2050 uchwalił już w połowie maja Sejm.

Według autorów zmian gumowe pociski mają działać odstraszająco poprzez zadawanie bólu, ale bez skutku śmiertelnego. Ustawa przewiduje także brak odpowiedzialności karnej w sytuacji, gdy podczas płoszenia zwierzę zostanie przypadkowo ranne lub zabite, o ile działania były podejmowane w stanie wyższej konieczności, na przykład w celu ochrony ludzi.

Zmiany mają być odpowiedzią na rosnący problem drapieżników, które coraz śmielej wchodzą na tereny zamieszkałe. Dotychczas stosowane środki odstraszające, w tym broń gazowa, według służb przestają być skuteczne wobec niedźwiedzi tracących naturalny lęk przed człowiekiem.

(PAP)

Czytaj więcej:

Tragedia na Podkarpaciu. Niedźwiedź zabił 58-latkę w lesie