Więźniowie wybudują sobie fabrykę. Patryk Jaki wmurował kamień węgielny [FOTO]

5
Reklama

600 skazanych z Zakładu Karnego w Rzeszowie zostanie zatrudnionych w fabryce mebli tapicerowanych, która powstanie przy więzieniu. Fabrykę wybudują sami więźniowie.

 

W środę na terenie Zakładu Karnego w Rzeszowie został uroczyście wmurowany kamień węgielny pod inwestycję. Brał w tym udział m.in. Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, oraz gen. Jacek Kitliński, dyrektor polskiej służby więziennej, a także władze Rzeszowa, Podkarpacia i posłowie PiS. Jaki jest odpowiedzialny za wdrożenie rządowego programu „Praca dla więźniów”, zakładający, że przy polskich więzieniach do 2023 roku powstanie 40 hal produkcyjnych, w których więźniowie będą pracować.

Jedna z nich będzie w Rzeszowie. Hala będzie miała powierzchnię ponad 8 tys. m kw. Ma powstać do listopada 2018 r. Koszt? Prawie 20 mln zł. Pieniądze na budowę hali wykłada Ministerstwo Sprawiedliwości, a o pełne jej wyposażenie zadba już poznańska firma WoodCraft, która wynajmie obiekt i zatrudni rzeszowskich więźniów do pracy przy produkcji mebli tapicerowanych.

Budową samej hali zajmie się firma PEPEBE z Wrocławka. Ona także do budowy obiektu zatrudni więźniów. – Będziemy to robić etapami – mówi Jihad Rezek, dyrektor PEPEBE.

– Do produkcji mebli zaczniemy przyjmować po 100 osób. Pełną liczbę 600 zatrudnionych więźniów zamierzamy osiągnąć do 2019 r. W ciągu miesiąca od uruchomienia fabryki, przyjmiemy pierwszych osadzonych. Fabrykę wyposażymy w ciągi technologiczne i maszyny niezbędne do prowadzenia działalności. Co zyskujemy? 600 osób, które możemy zatrudnić od ręki, co dzisiaj w Polsce nie jest takie proste. Poza tym, nie ponosimy kosztów budowy hali – mówi Bartosz Łukasiewicz z zarządu firmy WoodCraft.

Zakład Karny w Rzeszowie jest w stanie pomieścić 1200 osadzonych. Przebywa w nim obecnie ok. 800 więźniów, z czego pracuje 250. Blisko połowa skazanych nie może pracować, bo to osoby tymczasowo aresztowane, szczególnie niebezpiecznie przestępcy, a także pacjenci oddziałów terapeutycznych.

Podatnicy nic nie płacą

Budowa hal produkcyjnych przy polskich więzieniach to pomysł rządu PiS na walkę z obniżaniem kosztów utrzymania więźniów z pieniędzy polskich podatników. Miesięcznie z ich kieszeni idzie na to ponad 3 tys. złotych. W 2016 r., gdy ruszył program „Praca dla więźniów”, powstały trzy hale produkcyjne, w tym roku już dwie, a budowa 12 kolejnych, w tym w Rzeszowie, rozpocznie się jeszcze w 2017 r. Hala w Rzeszowie będzie największą w Polsce.

Patryk Jaki mówił, że gdy PiS obejmował rządy, w polskich zakładach karnych pracowało niespełna 25 tys. więźniów, co było jednym z najgorszych wyników w Europie. Dziś pracuje prawie 32 tys. więźniów i z każdym miesiącem ta liczba rośnie. Resort sprawiedliwości szacuje, że docelowo pracować będzie ok. 43 tys. skazanych.

– Nigdy w historii III RP nie pracowało tylu więźniów, jak obecnie. Efekty programu „Praca dla więźniów” są niesamowite. W międzyczasie zmniejszyła się liczba osadzonych, co oznacza, że z najniższego miejsca gonimy czołówkę europejską. Mniej teraz płacimy za utrzymanie więźniów – twierdzi wiceminister Jaki.

Jak to możliwe? Program „Praca dla więźniów” został tak skonstruowany, że pieniądze na budowę hal pochodzą z potrąceń pensji więźniów, którzy za pracę w halach produkcyjnych dostają pełne wynagrodzenie. Pensje dostają od firm, które ich zatrudniają.

Sami przedsiębiorcy też zyskują. Oprócz tego, że mają wybudowaną fabrykę, to Ministerstwo Sprawiedliwości zwraca im 30 proc. kosztów zatrudnienia pod warunkiem, że firmy dadzą gwarancję pracy więźniom na co najmniej pięć lat. Chętnych, by robić biznes za więziennymi murami, nie brakuje.

– Im więcej więźniów pracuje, tym mamy większe potrącenia, z których finansujemy budową hal. Podatnicy nic nie płacą. To system innowacyjny, jedyny taki w Europie. Inne państwa się nim interesują i chcą niego skorzystać – twierdzi Patryk Jaki.

Nikt w meblach się nie ukryje

W halach produkcyjnych już powstałych i tych, które powstaną, pracować będą głównie więźniowie odbywający karę w zakładach typu zamkniętego oraz posiadający zobowiązania alimentacyjne. Ci drudzy mają aż prawie 1,5 mld zł długów niezapłaconych alimentów.

– Praca więźniów to najlepsze narządzie resocjalizacji. Pracujący więźniowie po odbyciu kary najrzadziej trafiają z powrotem do zakładu karnego i potrafią się odnaleźć w rzeczywistości. Gdy taki więzień nie trafia z powrotem do jednostki penitencjarnej, to mamy kolejne oszczędności – przekonuje wiceminister Jaki.

Służba więzienna mówi w podobnym tonie. – Ludzie, którzy zaczynają pracować, nabywają szacunku przede wszystkim do siebie. Spłacają grzywny, alimenty i inne zobowiązania wobec osób, którym wcześniej wyrządzili krzywdę. W Polsce powrót do przestępstwa będzie spadać – przewiduje gen. Jacek Kitliński.  

Ale pojawiły się też obawy, czy przy okazji budowy hal więźniowie nie będą próbowali nagminnie uciekać z zakładów karnych. – Nikt nie ucieknie. Nikt w meblach, ani w TIR-ach się nie ukryje – zapewnia Bartosz Łukasiewicz z WoodCraft. Na terenach hal zostaną zamontowane specjalnie czujniki.

– Ucieczki więźniów się zdarzają, ale to marginalny problem. Więźniowie mają motywację, by nie uciekać. Mają pełnopłatną pracę, ich wypłata idzie na alimenty, a tym samym poprawiają relacje z rodziną – uważa Patryk Jaki.

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama

5 KOMENTARZE

  1. Tylko żeby ludzie nie zechcieli popełniać więcej przestępstw żeby dostać się do więzienia bo tam pewna robota na lata i niezły socjal – żarcie i mieszkanie gratis 🙂 no i robota na miejscu …

ZOSTAW ODPOWIEDŹ