Zdjęcie: Materiały prasowe
Reklama

Jedną ręką zabiera, drugą daje – tak w dużym uproszczeniu wyglądała środowa wizyta w Rzeszowie prezesa PGE Energia Ciepła. Miasto otrzyma od spółki 9,5 mln zł na rozbudowę sieci ciepłowniczej. 

PGE Energia Ciepła w Rzeszowie, ale także w całym regionie, wzbudza niemalże tak duże kontrowersje, jak to, że sędziami Trybunału Konstytucyjnego zostali Stanisław Piotrowicz i Krystyna Pawłowicz oraz słynne “trzeba anulować, bo przegramy”, które padło podczas głosowania nad wyborem członków Krajowej Rady Sądownictwa. 

Dlaczego? 15 października PGE EC, która aktualnie zarządza spalarnią przy ul. Ciepłowniczej, ogłosiła cieszący się złą sławą wśród podkarpackich samorządowców, konkurs na zasadzie “kto da więcej, od tego przyjmiemy”. W konkursie, który zakończył się 8 listopada, mogły wziąć udział podmioty z całej Polski. 

Podwojona stawka

To okazało się ogromnym problemem, bo zaistniało ryzyko, że braknie w spalarni miejsca na śmieci z Rzeszowa i pozostałych 24 samorządów, które w 2019 r. oddawały odpady do instalacji. Drugi problem, który przy tej okazji się zrodził, to stawki za tonę odpadów oddawanych do spalarni. W 2019 roku dla Rzeszowa wynosi ona 302,40 zł za tonę. 

Ile będzie w przyszłym roku? Na pewno więcej, bo już dziś już wiemy, że oferta opiewająca na kwotę 335 zł nie została przyjęta. Miasto w miniony piątek złożyło drugą na 721 zł. Za tę kwotę rzeszowski magistrat chce oddać w przyszłym roku do spalarni co najmniej 30 tysięcy ton odpadów. 

Dla mieszkańców Rzeszowa dwukrotne podniesienie stawki na bramie oznacza kolejne podwyżki za odbiór odpadów. Przypomnijmy, że po ubiegłorocznych negocjacjach z PGE Górnictwo i Energetyka, które wówczas zarządzało spalarnią, miasto musiało podnieść ceny za odpady o 5 zł od osoby. O ile podniesie w 2020 roku? Tego jeszcze nie wiadomo. 

Prezent za 9,5 mln zł

Gdy ta patowa sytuacja wciąż nie jest rozstrzygnięta – PGE EC wciąż analizuje oferty, które samorządy złożyły w drugiej turze negocjacji – Tadeusz Ferenc do ratusza w środę postanowił zaprosić Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa PGE EC.

Ten do stolicy Podkarpacia przyjechał niemalże, jak na białym koniu, ponieważ była to doskonała okazja, aby przekonywać, że państwowa spółka, którą zarządza, nie jest bezwzględnym monopolistą, który chce wyszarpać z kieszeni podatnika ostatni grosz, ale fajną firmą z otwartym sercem i portfelem wspierającym obywatela. 

To wsparcie polega m.in. na przekazaniu grubych milionów na rozbudowę sieci ciepłowniczej w Rzeszowie w latach 2020-2024, co było głównym powodem wizyty Dąbrowskiego w ratuszu. W środę podpisano umowę – PGE EC przekaże 9,5 mln zł na rozbudowę sieci w rejonie strefy ekonomicznej “Dworzysko”, os. Przybyszówka, a także ulic: Wyzwolenia, Witosa, Paderewskiego, Lwowskiej, Bałtyckiej, Załęskiej i Lubelskiej.

Lekcje jazdy na łyżwach

Umowę podpisał Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, Wojciech Dąbrowski oraz Lesław Bącal, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Rzeszowie. – Współpracujemy z panem prezesem i firmą PGE na różnych płaszczyznach. Jedną z nich jest m.in. takie dofinansowanie dla naszego miasta – mówił Tadeusz Ferenc.  

– Dzięki temu kilkanaście tysięcy mieszkańców Rzeszowa będzie wyposażonych w ciepło systemowe. W ten sposób przyczyniamy się do podniesienia komfortu życia mieszkańców oraz namacalnie przyczyniamy się do rozwoju miasta poprzez wsparcie spółki komunalnej – mówił z kolei Wojciech Dąbrowski. 

Przy okazji prezes PGE EC zapewnił, że “bardzo odpowiedzialnie podchodzi do współpracy z włodarzami miasta” i zależy mu na “ścisłej i harmonijnej współpracy z samorządem Rzeszowa” oraz Tadeuszem Ferencem. 

Wojciech Dąbrowski przekazał, że PGE EC chce w Rzeszowie przeprowadzić także akcję “Podziel się ciepłem” oraz dofinansować lekcje jazdy figurowej na łyżwach dla całych rodzin, a także wesprzeć “kulturę wysoką i bardziej przyziemną”. – Dziękuję za to, że będziemy mogli wspólnie działać na rzecz rozwoju mieszkańców – mówił Wojciech Dąbrowski. 

Zamieszanie medialne

Gdy jeszcze obowiązkową laurkę pod adresem PGE EC złożył Lesław Bącal Wojciech Dąbrowski sam przeszedł do tematu śmieci, który od kilku tygodni “grzeje” Rzeszów i okoliczne gminy. Na początek poinformował, że w postępowaniu “odpadowym” zgłoszono 27 ofert.

– Zdecydowana większość tych ofert pochodzi z Rzeszowa i okolicznych gmin. Tylko jedna oferta jest spoza regionu – mówił prezes Dąbrowski. Od kogo ona jest? Tego już nie powiedział. 

– Jestem przekonany, że nie będzie problemu ze śmieciami w Rzeszowie, że nasz zakład zutylizuje śmieci z Rzeszowa i okolicznych gmin. To zamieszanie medialne, które się pojawiło, jest zupełnie niepotrzebne. Nie widzimy problemu związanego z utylizacją – dodawał. 

Problem? Nie ma go

To ciekawe, bo podkarpaccy samorządowcy są zdecydowanie innego zdania, na czele z Tadeuszem Ferencem, który sam rozpoczął medialną “wojnę na śmieci” z PGE EC. To rzeszowski magistrat, jako pierwszy, bił na alarm, że w 2020 roku może być problem z odbiorem śmieci z Rzeszowa.

To miejscy urzędnicy mówili o “monopolistycznych praktykach PGE” i wysokich, niczym nie popartych cenach na bramie spalarni. Do Rzeszowa dołączyli także inni samorządowcy, a spółki komunalne zapowiedziały nawet w grudniu protest w Rzeszowie. Więc jak nie ma problemu? 

– Złożone oferty wskazują na to, że zdecydowana większość utylizowanych odpadów będzie z Rzeszowa i okolic, więc nie będzie problemu z odbiorem śmieci, który pojawił się w mediach na zasadzie dezinformacji. Mieszkańcy Podkarpacia nie utoną w śmieciach – zapewniał Wojciech Dąbrowski. 

Co więcej, prezes PGE EC był zdziwiony, że Rzeszów na coś narzekał. – Nie wiem, skąd te informacje medialne. Będąc w dialogu z władzami miasta nie odczuliśmy tego – stwierdził prezes Dąbrowski. 

Nacisk i szantaż

Przy okazji po nosie dostało się mediom, które zbyt szczegółowo relacjonowały nastroje wśród samorządowców, gdy PGE EC swoim konkursem postawiło gminy pod ścianą. – Nigdy nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, żeby na komisję przetargową nacisk prowadzono za pośrednictwem mediów, aby wymusić jakieś rozstrzygnięcie szantażami – mówił zdegustowany Dąbrowski. 

Takie działanie – nie do końca wiadomo czy mediów opisujących sprawę, czy samorządowców, którzy bili na alarm – nazwał działaniem poniżej krytyki. 

Te wszystkie słowa padły w obecności Tadeusza Ferenca. Jak je skomentował? – Moim obowiązkiem jest podnosić temat, jeśli mam wątpliwości, czy dane działania są korzystne dla miasta, czy nie. Moim obowiązkiem jest dbać o interes mieszkańców, aby nie podnoszono im cen – mówił prezydent Ferenc.

– Pocieszające jest to, że prezes obiecał, że spółka przyjmie całość śmieci z Rzeszowa [chodzi o 30 tys. ton odpadów złożonych w drugiej ofercie – przyp.red.] po godziwych cenach. Nie uspokaja mnie to, ale póki co cieszy – dodał.

Jaka to na dziś dla Rzeszowa “godziwa cena”? Tego już nie sprecyzowano. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: