prezydenci - od lewej: Zeleński i Duda
Zdjęcie: Marek Borawski, KRPR

Przez ponad trzy lata podkarpackie lotnisko w Jasionce było logistycznym i dyplomatycznym sercem wolnego świata, a Rzeszów stał się dla Ukrainy symboliczną „bramą do Europy”. To tutaj lądowali najważniejsi przywódcy mocarstw, i stąd w swoje zagraniczne podróże wyruszał Wołodymyr Zełenski. Jednak nie dziś.

Najnowsze dane z radarów lotniczych pokazują bezprecedensowy zwrot: prezydent Ukrainy po raz pierwszy od początku pełnoskalowej inwazji całkowicie ominął polski węzeł przesiadkowy. Czy regionalny hub traci na znaczeniu w obliczu najpoważniejszego od lat kryzysu dyplomatycznego między Warszawą a Kijowem?

Zełenski omija Jasionkę: przypadek czy „dyskretny sygnał”?

Zapisy z systemu FlightAware nie pozostawiają złudzeń. Samolot z ukraińskim prezydentem na pokładzie wystartował z Kiszyniowa w Mołdawii i skierował się bezpośrednio do Londynu. Zamiast standardowej, wielokrotnie powtarzanej trasy przez Rzeszów, maszyna przecięła Europę Środkową, omijając polską przestrzeń powietrzną.

W mediach społecznościowych, w tym na popularnym, obserwowanym przez pół miliona użytkowników profilu Ukraine:News, natychmiast ruszyła lawina spekulacji. Eksperci i komentatorzy zastanawiają się, czy to jedynie pragmatyczna logistyka (Zełenski przebywał wcześniej w Mołdawii), czy też celowy, głęboko symboliczny gest polityczny.

W dyplomacji wojennej gesty ważą tyle, co oficjalne noty. Przez lata Rzeszów był synonimem międzynarodowej koalicji i niezłomnego polsko-ukraińskiego sojuszu. Wybranie alternatywnej drogi z pominięciem Podkarpacia zbiega się w czasie z potężnym tąpnięciem w relacjach dwustronnych, którego punktem zapalnym znów stała się trudna historia.

Kapituła decyduje o losach Orderu Orła Białego

Podczas gdy prezydent Ukrainy lądował w Wielkiej Brytanii, w Warszawie, w poniedziałek 8 czerwca 2026 r., rozpoczęło się kluczowe posiedzenie Kapituły Orderu Orła Białego. Jak formalnie potwierdził kanclerz kapituły prof. Michał Kleiber, na stole wylądował bezprecedensowy wniosek: propozycja prezydenta Karola Nawrockiego dotycząca odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia państwowego.

Zełenski otrzymał Order Orła Białego w kwietniu 2023 roku z rąk Andrzeja Dudy za zasługi w budowaniu relacji i obronie praw człowieka. Sytuacja uległa jednak dramatycznej zmianie pod koniec maja, kiedy ukraiński przywódca nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imię „Bohaterów UPA”.

W Polsce decyzja ta wywołała oburzenie ponad podziałami politycznymi. Prezydent Karol Nawrocki, argumentując swój wniosek o pozbawienie Zełenskiego orderu, stwierdził wprost, że „gloryfikowanie UPA dostarczyło rosyjskiej propagandzie wiele tlenu do dezinformacji”. Dla Warszawy działania UPA z 1943 roku na Wołyniu to niezaprzeczalna zbrodnia ludobójstwa. Kijów z kolei patrzy na formację przez pryzmat jej powojennej, antysowieckiej walki o niepodległość. Ta asymetria pamięci zrodziła kryzys, który z salonów politycznych przeniósł się w przestworza.

Gorączkowa dyplomacja w kuluarach

O tym, jak poważny jest to zgrzyt, świadczy nagła i niemalże tajna wizyta, jaką w miniony piątek i sobotę złożył w Warszawie szef kancelarii prezydenta Ukrainy, Kyryło Budanow. Ukraiński wysłannik odbył maraton spotkań z kluczowymi osobami w polskim państwie: wicepremierem i szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, szefem BPM Marcinem Przydaczem oraz wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim.

Z oficjalnych komunikatów płynie sygnał, że Ukraińcy „mają świadomość reakcji”, jaką wywołali w Polsce, i gorączkowo szukają rozwiązań mających rozładować napięcie. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór potwierdził, że Budanow przywiózł do Warszawy konkretne propozycje kompromisu. Mimo to, chłód dyplomatyczny zdążył już zamanifestować się na mapie lotów.

Pragmatyzm kontra lęk przed nowym wrogiem

Analiza nastrojów społecznych w samych ukraińskich i międzynarodowych kręgach (na podstawie reakcji pod materiałami Ukraine: News) pokazuje wyraźny rozłam w interpretacji tego, co dzieje się wokół osi Kijów-Warszawa-Rzeszów.

Z jednej strony silny jest głos rozsądku i uspokojenia. Internauci ze Szwecji czy USA we wpisach apelują: „Nie analizujcie przesadnie jednej trasy, prezydent był po prostu w Mołdawii”. Zwracają uwagę na to, że w grę mogły wchodzić rozmowy o statusie Naddniestrza i czysta oszczędność czasu.

Z drugiej strony pojawia się głęboki niepokój o izolację Ukrainy na arenie międzynarodowej. Inni komentatorzy piszą wprost: „Doradcy Zełenskiego muszą mu doradzić, aby za wszelką cenę unikał tworzenia nowego wroga, zwłaszcza wśród przyjaciół od pierwszego dnia inwazji”. W komentarzach przewija się też żal, że historyczne animozje są podsycane przez media i polityków szukających łatwej popularności, podczas gdy realne zaplecze rakietowe i logistyczne topnieje.

Co to oznacza dla Rzeszowa?

Dla mieszkańców Podkarpacia i samego Rzeszowa ominięcie Jasionki przez ukraińskiego prezydenta jest przypomnieniem, że status „bramy wojennej” nie jest dany raz na zawsze. Przez lata żyliśmy w rytmie lądujących samolotów i, co jakiś czas, kawalkad rządowych limuzyn.

Dzisiejsza trasa lotu samolotu z Zełenskim na pokładzie przypomina, że polityka i logistyka są naczyniami połączonymi. Jeśli kryzys wokół tradycji UPA i odebrania Orderu Orła Białego będzie eskalował, polityczna ranga rzeszowskiego węzła może ucierpieć, nawet jeśli militarny transport techniczny nadal będzie tędy przechodził.

Warto jednak zachować dojrzałe, analityczne spojrzenie, jakie dominuje w wyważonych komentarzach politologicznych. Publicysta Ukraine:News napisał, że „Historia może powodować tarcia. Geografia tworzy konieczność”.

Dla Rzeszowa oznacza to jedno: Jasionka prawdopodobnie jeszcze nie raz powita najważniejsze osoby w państwie, ale nadchodzące miesiące będą wymagały od dyplomatów obu stron przejścia przez wyjątkowo trudne turbulencje. (mob/PAP)

Czytaj więcej: 

Ranking aktywności radnych Rzeszowa na półmetku rządów. Kto pracuje a kto zapadł w zimowy sen?