Zdjęcie: Łukasz Łuczaj / Youtube
Reklama

Botanik Łukasz Łuczaj apeluje do władz Rzeszowa, by wstrzymały koszenie przydrożnych trawników do 1 czerwca, a później znacznie je ograniczyły. – Zanika różnorodność biologiczna – ostrzega. 

Prof. Łukasz Łuczaj, naukowiec związany z Uniwersytetem Rzeszowskim, gdzie kieruje Zakładem Botaniki, i autor książek przyrodniczych, chce, aby Rzeszów ograniczył koszenie trawników, zwłaszcza wiosną. Na swoim youtubowym kanale opublikował film z apelem do władz miasta.

O potrzebie zmian w zarządzaniu miejską zielenią opowiedział też Rzeszów News.

– Nie ma powodu, aby trawniki kosić już w maju. Wczesne koszenie to jest zabieg o charakterze estetycznym i ma jedynie wady – mówi nam prof. Łuczaj. – Przede wszystkim niszczy różnorodność biologiczną, ponieważ niewiele gatunków roślin jest do niego dostosowanych. Im bardziej opóźnimy koszenie, tym więcej gatunków roślin wyrośnie na miejskich trawnikach. A bogatsza i wyższa trawa to także różnorodność owadów. W trawach o wysokości 15-20 cm mogą schronić się np. koniki polne – dodaje. 

Rzadsze koszenie to czystsze środowisko

Zdjęcie: Stowarzyszenie „EKOSKOP” / Akcja siania kwietnych łąk w 2016 roku Rzeszowie

Botanik uważa, że dobrym kompromisem między różnorodnością a porządkiem byłoby rozłożenie koszenia terenów miejskich między 20 maja a końcem lipca.  – Rzadsze koszenie to także ogromne oszczędności dla miast i mniejszy hałas. Kosiarki zużywają bardzo dużo paliwa, więc powodują zanieczyszczanie środowiska – argumentuje prof. Łuczaj. 

Przypomina też, że w niektórych regionach Warszawy nie kosi się trawy wcale lub robi się to bardzo późno, np. w połowie czerwca. Dzięki temu pasy zieleni mogą zmienić się w łąki kwietne.

– Dwa lata temu widziałem ul. Żwirki i Wigury, która prowadzi do lotniska Okęcie, z wciąż niekoszonym w czerwcu pasem zieleni i z pięknie kwitnącymi na nim krwawnikami i żmijowcami. Tego w Rzeszowie brakuje. To oczywiste, że nie chodzi o zapuszczenie trawy o wysokości metra czy dwóch, która mogłaby ograniczyć widoczność w newralgicznych punktach, takich jak zakręty czy ronda – podkreśla prof. Łukasz Łuczaj. 

Nie jest też pewny, czy widoczność na drogach jest odpowiednim argumentem przeciwko zapuszczaniu trawników. – Przecież róże i inne krzewy okrywowe powszechnie się w takich miejscach stosuje – zauważa. 

Przystrzyżony trawnik miarą dobrego gospodarza?

Zdjęcie: Stowarzyszenie „EKOSKOP” / Akcja siania kwietnych łąk w 2016 roku Rzeszowie

Jego zdaniem do łąk kwietnych mieszkańcy muszą się przyzwyczaić. – Wśród wielu osób, zwłaszcza starszych, panuje przekonanie, że wystrzyżony trawnik świadczy o dobrym gospodarzeniu. Są też atawizmy, ludzie czują się bezpieczniej przy niskiej trawie, bo mogą dostrzec zagrożenie w postaci węża – tłumaczy prof. Łuczaj. – Tylko co może czaić się w Rzeszowie? – pyta. 

Prof. Łuczaj uważa, że koszenie trawników powinno odbywać się maksymalnie raz na trzy tygodnie. – A najlepiej, gdyby odbywało się nie częściej niż dwa razy w roku. Kluczowe jest opóźnienie pierwszego koszenia. Przynajmniej do 1 czerwca powinniśmy z niego zrezygnować. Końcówka maja to także zły moment, bo owady tracą wtedy bazę pokarmową. Później natomiast należałoby zróżnicować koszenie, ono powinno następować w różnym czasie i w różnych miejscach, nigdy naraz – przekonuje botanik. 

W Krakowie i Warszawie ta sztuka się udała. Przy tamtejszych drogach znajdują się trawniki, na których rośnie kilkadziesiąt gatunków. – Rzeszów ma w porównaniu z innymi aglomeracjami bardzo mało parków i zieleni. To miasto potrzebuje „oficera botanika”, który obserwowałby je i powiedziałby, gdzie można wykosić trawę, a gdzie należy się z tym wstrzymać. Taki oficer mógłby też wyłapywać miejsca warte wzbogacenia i wyznaczać pewne kierunki w rozwoju ekologicznym miasta – zachęca prof. Łukasz Łuczaj. 

Sam jest gotów doradzić miastu, jak bezkosztowo zwiększyć bioróżnorodność. 

Rzeczywistość mniej zielona

Zdjęcie: Łukasz Łuczaj / Łąka kwietna na przydrożnym pasie zieleni w Warszawie

Miasto planuje ograniczenia w koszeniu trawników, ale niestety nie tak daleko idące, jak życzyłby sobie tego prof. Łukasz Łuczaj. 

– W miesiącach wiosennych ze względów bezpieczeństwa przydrożne pasy zieleni kosić będziemy trzy razy w miesiącu, a parki i trawniki raz w miesiącu – przekazuje nam Artur Gernand z biura prasowego magistratu. 

Latem, kiedy trawa będzie rosnąć nieco wolniej, akcja koszenia ma wyhamować. Miasto zadeklarowało też wyznaczenie miejsc zielonych w parkach, które będą koszone rzadziej niż zakłada harmonogram.

Na bulwarach i przy Lisiej Górze mają zakwitnąć w tym roku pierwsze łąki kwietne. Na przyszły rok miasto planuje dwie kolejne – także na bulwarach i w okolicach kładki dla pieszych, gdzie powstanie trzmielowisko

Tegoroczne pierwsze koszenie trawników już się w Rzeszowie rozpoczęło. Obecnie trwa na śródmieściu. 

(cm)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: