Bogdan Kacmajor zapisał się w historii naszego kraju jako samozwańczy guru, który "leczył" poprzez "nakładanie rąk". fot. AI

Wokół najgłośniejszej polskiej sekty lat 90. narosło mnóstwo legend, faktów i mitów. Po premierze głośnego serialu fabularnego “Niebo. Rok w piekle”, temat Bogdana Kacmajora ponownie wrócił do publicznej dyskusji. Wśród nich pada słowo Rzeszów, niejako łączone z miejscem działań sekty. Sprawdzamy fakty i mity. 

W sieci i na lokalnych forach pojawiają się pytania o rzekome filie grupy w różnych częściach Polski, w tym na Podkarpaciu. Jak było naprawdę?

Rzeszów, a sekta “Niebo”

Na wstępie trzeba postawić sprawę jasno i rozprawić się z powtarzanymi gdzieniegdzie mitami. Otóż oficjalne archiwa policyjne, reporterskie oraz dokumenty sądowe nie wskazują na to, aby sekta “Niebo” miała swoje stałe struktury, domy czy filie bezpośrednio w Rzeszowie.

Wspólnota kierowana przez samozwańczego proroka Bogdana Kacmajora, charakteryzowała się skrajną centralizacją. Kacmajor miał plan, by kontrolować wszystkich swoich wyznawców w wybranym przez siebie miejscu.

Sekta nie miała nigdy w planach tworzyć lokalne oddziały w miastach takich jak Rzeszów. Skąd więc w ogóle biorą się pytania o powiązania “Nieba” z Rzeszowem? Odpowiedź tkwi w mechanizmie werbunku oraz skali działalności Kacmajora, zanim jego grupa odcięła się od świata zewnętrznego.

Wiemy, że na jego spotkania dołączało sporo osób z Podkarpacia, a także z Rzeszowa. To wynika z archiwalnych dokumentów poświęconych sprawie. Zanim w 1990 roku powstała zamknięta enklawa w Majdanie Kozłowieckim, Bogdan Kacmajor przemierzał całą Polskę. Organizował masowe seanse bioenergoterapeutyczne w salach widowiskowych, domach kultury, a w latach 80. nawet w salkach katechetycznych. Na jego spotkania zjeżdżały tysiące zdesperowanych, chorych ludzi z każdego zakątka kraju – w tym także z Rzeszowa i całego Podkarpacia.

Gdzie działała sekta?

Głównymi i właściwie jedynymi punktami na mapie działalności “Nieba”, były takie miejscowości, jak: Kruszewnia koło Morąga, gdzie pod koniec lat 80. Kacmajor zaczynał przyjmować tłumy jako bioenergoterapeuta. Sporą rolę odegrał Majdan Kozłowiecki na Lubelszczyźnie. To miasto – serce sekty, gdzie wybudowano wielki, 400-metrowy dom i gdzie dochodziło do największych nadużyć. Przed ostatecznym rozpadem grupy, spora część jej wyznawców przeniosła się do miejscowości Stare Bystre na Podhalu.

Zanim Kacmajor stworzył zamkniętą komunę i ogłosił się prorokiem, krążył po całej Polsce jako wędrowny uzdrowiciel. Bywał także w Rzeszowie. We wielu miastach organizował masowe spotkania w domach kultury i salkach katechetycznych. W tym okresie z pewnością odwiedzał również inne miasta w południowo-wschodniej Polsce.

Kiedy Kacmajor ogłosił się wysłannikiem Boga i nakazał swoim najwierniejszym pacjentom “porzucenie starego świata”, ludzie ci wyprzedawali całe swoje majątki. Mieszkania, domy, samochody i oddawali mu pieniądze. Wśród około 60 stałych członków sekty, którzy zamieszkali w Majdanie Kozłowieckim, znajdowały się osoby z najróżniejszych województw.

DOkuemtny wskazują, że pojedyncze osoby lub rodziny, które dały się zmanipulować rzekomemu uzdrowicielowi, pochodziły właśnie z regionu rzeszowskiego. Po wejściu do sekty tracili oni jednak swoją tożsamość: palili polskie dokumenty osobiste i zrywali wszelkie kontakty z krewnymi, przez co ich korzenie bezpowrotnie znikały wewnątrz komuny.

źródło: Tomasz Kot w roli odtwórcy roli Bogdana Kacmajora, jako lider sekty / mat.prasowe

Co działo się za zamkniętymi drzwiami?

Jak w ogóle działała najpopularniejsza polska sekta? Dobrze opisuje to stwierdzenie: anatomia manipulacji. Kacmajor stworzył system oparty na absolutnym posłuszeństwie i destrukcji ludzkiej psychiki. Członkowie dosłownie zapominali, kim są, przybierając nowe, specjalne imiona. I tak, w okół niego, zaczęli się pojawiać członkowie grupy o imionach: “I Śrubokręt Nie Pomoże”, “Płonąca Sałatka”, “Buch” czy “Anioł Rowerowy”.

Lider sekty ingerował nawet w sam język polski, zakazując niektórych liter. Wewnątrz grupy zatem zniknęły dwuznaki (sz, cz, dz) oraz litery takie jak “ł”, “ą”, “ę”, “ś”, “ź”, “ż”. 

Kacmajor uważał, że ma dar uzdrawiania rękami. Choroby próbowano leczyć wyłącznie podczas sesji “nakładania rąk”. Guru twierdził, że przyjmowanie leków to wątpienie w Boga. Doprowadziło to do tragicznych, nielegalnych porodów i śmierci noworodków na terenie posesji.

– Szliśmy przez wieś w procesji, a oni urządzili sobie teatrzyk. Zrobili z worków barykady, pooblewali się farbą, która wyglądała jak krew, przebiegali z jednej strony drogi na drugą i udawali, że rzucają w nas granaty i strzelają, jak dzieci – wspomina mieszkaniec wsi, cytowany przez Kurier Lubleski.

Członkowie sekty żyli w skrajnej nędzy. Gdy skończyły się fundusze ze sprzedaży mieszkań wyznawców, w domu zapanował głód. Członkowie musieli jeść trawę i pokrzywy oraz dokonywać kradzieży w okolicznych sklepach, co Kacmajor nazywał “religijnym prawem odbierania tego, co wspólne”.

Pomimo dość skromnego połączenia działań sekty z naszym regionem, historia ta pozostaje przestrogą dla mieszkańców Podkarpacia. Przełom lat 80. i 90. w Polsce był czasem ogromnych zmian ustrojowych, niepewności jutra i kryzysu zaufania, co stworzyło idealne warunki dla rozwoju toksycznych kultów.

Rzeszowskie wątki w historii “Nieba” to przede wszystkim anonimowe, osobiste dramaty ludzi, którzy szukając nadziei i zdrowia u popularnego wówczas szarlatana, porzucili swoje dotychczasowe życie na Podkarpaciu i bezpowrotnie zniknęli w strukturach jednej z najgroźniejszych sekt w historii III RP. Bogdan Kacmajor zmarł w Northampton, w 2022 roku.