Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Działacze katoliccy żądają dymisji szefa leżajskiego sanepidu za to, że przypomniał księżom, jakie zasady higieny powinny obowiązywać podczas rozdawania komunii świętej. – Brutalnie przekroczono pewną granicę – mówią.  

MARCIN CZARNIK

W piątek po południu do Rzeszowa przyjechali Wioletta Wolska i Ludwik Skurzak. Wolska jest działaczką Stowarzyszenia Mieszkańców Krosna, Skurzak to prawnik katolickiego Stowarzyszenia Europa Tradycja.

To pierwsze jest szerzej nieznane, drugie aż za bardzo, gdy się przypomni choćby ubiegłoroczną inicjatywę Europy Tradycji, by w Polsce samorządy miały prawo do wprowadzania zakazów marszów równości środowisk LGBT

Wolska i Skurzak (bez maseczek) pojawili się na ulicy 3 Maja przed kościołem pw. Świętego Krzyża. Chwilę później dołączył do nich jeszcze ks. prof. Artur Mezglewski z Lublina, wykładowca KUL, na co dzień też prezes stowarzyszenia “Prawo na drodze”.

Co całą trójkę połączyło, oprócz ultrakatolickich poglądów? Koronawirus. A konkretnie rządowe obostrzenia, jakie wprowadzono w kościołach w całym kraju w związku z pandemią. 

– W ustawie o zwalczaniu epidemii nie ma mowy o tym, że władze publiczne mogą regulować to, co się dzieje w kościołach. A do naszych stowarzyszeń napływają sygnały o postępowaniach, które dotyczą spraw wewnętrznych kościoła, i które prowadzone są przez policję i sanepid – lamentował Ludwik Skurzak.

Zdaniem prawnika Europy Tradycji, największym problemem jest to, że państwo łamie konkordat. – W konkordacie jest jasno napisane, że wszystko to, co się dzieje wewnątrz kościoła, jest sprawą kościoła – mówił Skurzak. 

Mimo że, jak przyznawał, w konkordacie jest wyjątek i pozwala on podejmować państwu czynności wewnątrz kościoła w nagłych sytuacjach ratowania życia, epidemia koronawirusa to za… mało na te wyjątkowe kroki.  

Katolickich fundamentalistów sprowokował Leszek Solarz, dyrektor sanepidu w Leżajsku, który 4 maja przypomniał o przestrzeganiu podstawowych zasad higieniczno-sanitarnych podczas rozdawania Komunii świętej. Solarz zalecił księżom, by komunię rozdawali na dłonie. A jak chcą do ust, to “bezwzględnie należy rozdzielić wiernych na dwie grupy”. 

Dyrektor Solarz przypomniał również o obowiązującym obecnie rządowym rozporządzeniu. Zgodnie z jego treścią, w kościele może przebywać 1 osoba na 15 m kw. W budynkach mniejszych niż 75 m kw. może być maksymalnie 5 osób. Solarz na koniec przypomniał jeszcze, że wierni na terenie kościoła są zobowiązani do noszenia maseczek ochronnych.

 

Inspektor na stos?  

Według Ludwika Skurzaka i Wioletty Wolskiej, szef leżajskiego sanepidu swoim pismem wykroczył poza swoje kompetencje. – Chce być jak biskup – krytykowali Leszka Solarza działacze katoliccy.

– Powinien być zwolniony albo powinny być wobec niego wyciągnięte konsekwencje prawne za naruszenie zasad współżycia społecznego i zasad konkordatu – stwierdziła Wolska.  Działaczy katolickich nie wytrąciły z równowagi komentarze przechodniów: „Co za bzdurny temat”. Temat rzekomego łamania konkordatu powracał wiele razy.

– Obostrzenia nakładane na kościół są niezgodne z konkordatem. Są zaprzeczeniem tego, co katolicy chcieliby praktykować w swoich kościołach. Nie można narzucać kościołowi sposobu udzielania sakramentów. To skandal. Od lat jest ten sposób praktykowany, jest uznawany przez wiernych za prawdziwy – grzmiała Wioletta Wolska. 

Słowo “skandal” odmieniano przez wszystkie przypadki. Działaczom katolickich organizacji nie podoba się, że księża są karani finansowo za udzielanie sakramentów w sposób tradycyjny.

– Państwo nie może mówić, jak ma być udzielana komunia święta. Katolicy, osoby wierzące, chodzą do kościoła całe życie i całe życie tę komunię przyjmują w sposób tradycyjny, czyli do ust. To zaprzeczenie wszelkich praw i tego, co jest w wierze chrześcijańskiej. Nie możemy się na to zgodzić – denerwowała się Wolska.

W kościołach straszy ZOMO

Warto przypomnieć, że zarówno papież Franciszek, jak i Episkopat Polski zalecają przyjmowanie komunii na rękę. Komunikat szefa leżajskiego sanepidu tylko te zalecenia powiela.

– Bardzo dobrze. Tylko że tak długo, jak to jest sprawa pozostaje między księżmi a biskupami, nie ma problemu. Problem zaczął istnieć, gdy polskie władze w sposób bezprawny zaingerowały w życie kościoła – nie ustępował Ludwik Skurzak.

Przedstawiciele stowarzyszeń nie przejmują się milczeniem biskupów. – Większość biskupów nie będzie zabierać głosu, zaczeka aż zrobią to świeccy, tacy jak my. Biskupi nie chcą wejść w otwarty konflikt z państwem – przekonują.

Zdaniem Wioletty Wolskiej mogłoby to zaszkodzić kościołowi, który i tak już jest… inwigilowany. – Chodzę przez całą epidemię na mszę świętą. Za każdym razem pojawia się na nich jakiś tajniak i robi nam zdjęcia. No skandal!  Jak coś takiego może funkcjonować? – pytała.

60 tys. zł kary?

W tym samym tonie brnął też wspomniany ks. prof. Artur Mezglewski. – Prawo do wolności religijnej jest prawem najbardziej podstawowym, gwarantowanym w Konstytucji – zaznaczał. – Przypominają mi się najczarniejsze czasy PRL-u. Choć w tamtych czasach prześladowani księża mogli przynajmniej pójść do biskupa, a teraz biskupi milczą.

Czy jednak księża rzeczywiście są masowo karani? – Nie wiemy, jaka jest skala zjawiska. Dopiero badamy sprawę. Księża nie chcą mówić publicznie o karach – ucinał Ludwik Skurzak. – W Lublinie jeszcze nie ukarano nikogo – dodawał ks. Mezglewski.

To, że zwykli uczestnicy mszy ze strachu o własne bezpieczeństwo informują policję o przekroczonych limitach w kościołach, katoliccy działacze zbywają półsłówkami. – No może tak być, ale 60 tys. zł kary? – dziwił się ks. Mezglewski.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: