kiss & ride łańcut
Zdjęcie: Rzeszów News

Zbliża się 1 września – mamy temat na czasie. Przy Szkole Podstawowej nr 2 im. ks. Jana Twardowskiego na ul. Kościuszki w Łańcucie zamiast martwej od lat zatoki autobusowej pojawiło się 16 niebiesko‑żółtych miejsc krótkiego postoju. Radni mówią o wygodzie dla rodziców i większym bezpieczeństwie dzieci. Internauci o „meksyku”, stłuczkach i rozwiązaniu, które „zatwierdziłby tylko kamikadze”.

Prawdziwy egzamin ta inwestycja zda już wkrótce po 1 września 2026.

Z martwej zatoki kolorowa szachownica

Żeby zrozumieć spór, trzeba zobaczyć to samo miejsce na dwóch różnych seriach zdjęć.

Przed. Wzdłuż szkolnego ogrodzenia, w cieniu potężnych drzew parku, ciągnął się szeroki pas asfaltu – to dawna zatoka przystankowa. Jak przypomina Marzena, znająca to miejsce od lat mieszkanka Łańcuta i czytelniczka Rzeszów News, „dawniej na tej zatoczce był przystanek autobusowy, ale już od dawna nie wykorzystywany przez żadne środki komunikacji”. Na kadrach pokazujących początek malowania pasów strefy Kiss & Ride widać wytartą do gołego asfaltu strzałkę, znak zakazu zatrzymywania i tabliczkę przystanku. Rodzice, którzy podwozili dzieci, przeciskali się między samochodami.

Po. Efekt trudno przeoczyć: intensywnie niebieskie i żółte prostokąty z białym napisem K+R i piktogramem pieszego, wpisane w aleję prowadzącą w stronę parku i zamku. To ten finał – a konkretnie jego kolory i geometria – też rozpalił dyskusję.

16 miejsc, dwa kolory, pięć minut

Konkrety inwestycji: przy szkole powstało 16 miejsc postojowych – 8 skośnych i 8 równoległych – z postojem ograniczonym do 5 minut. Kolorystyka „mówi” do kierowcy: niebieski informuje o specjalnym przeznaczeniu miejsc (strefa Kiss & Ride, czyli „pocałuj i jedź”, służąca wyłącznie szybkiemu wysadzeniu pasażera), a żółty — o tymczasowości postoju.

Warto podkreślić, kto za tym stoi: to projekt zgłoszony przez radnych. Jak informuje radna miasta Łańcuta Agnieszka Cieślicka, wniosek – po konsultacji z radnym powiatowym Maciejem Białym – złożyła wspólnie z radnymi Osiedla Wschód, Anną Ryznar‑Sicińską i Jackiem Bartmanem. „Cieszymy się, szczególnie z faktu, że to rozwiązanie ułatwi sytuację rodziców odwożących dzieci do szkoły” – napisała na swoim FB.

Pomysł tłumaczy radny 

Maciej Biały nie kryje zadowolenia z uruchomienie parkingu i tłumaczy ideę na swoim profilu: „Nie ma nic prostszego i przyjemniejszego, jak przerobić zakaz zatrzymywania się na parking, i to darmowy (…) tzw. parking Kiss & Ride, na którym swobodnie będzie można się zatrzymać i pocałować swoją małą pociechę, ale tylko przez maksymalnie 5 minut, zanim uda się na lekcje. (…) To rozwiązanie zamyka i rozwiązuje problem z dowozem dzieci do Szkoły Podstawowej nr 2 w Łańcucie”.

Biały zapowiada też, że w miejsce usuwanego zakazu zatrzymywania staną odpowiednie znaki pionowe. Logika jest ta sama, co w dziesiątkach polskich miast: rodzic zatrzymuje się na chwilę, bezpiecznie wypuszcza dziecko i odjeżdża – koniec z krążeniem i blokowaniem jezdni.

Diabeł, jak zwykle, może jednak tkwić w szczegółach: lokalizacji tuż za skrzyżowaniem z sygnalizacją i skośnym ustawieniu połowy miejsc. I to one uruchomiły lawinę komentarzy.

„Tylko kamikadze by to zatwierdził”

Wśród krytyków powtarza się jeden lęk: wyjazd tyłem ze skośnego miejsca wprost pod nadjeżdżające auta, w punkcie o dużym ruchu, zaraz za skrzyżowaniem.

Najkrócej ujął to jedne z internautów: „Przy obecnym natężeniu ruchu tylko kamikadze zatwierdziłby takie rozwiązanie”. nawet jeden ze zwolenników rozwiązania dorzuca, że parkowanie powinno być równoległe do chodnika, bo „manewry cofania z miejsc parkingowych to będzie niezły »meksyk«”.

Internautka oburza się na lokalizację. Wskazuje, że obok jest przecież ogromny parking, a mimo to „trzeba było upchać bubel tuż za skrzyżowaniem i sygnalizacją. Tylko czekać na pierwszy występ wrześniowych kolizji”.

Wspólny mianownik wątpliwości jest podwojony: mieszkańcy boją się nie tylko o wypadkowość, ale też o korki w porannym szczycie.

“Może im wypowiedzieli jakąś umowę”

Zapytaliśmy Marzenę, czytelniczkę Rzeszów News, która zna to miejsce i panujący tam ruch, ponieważ sama chodziła do tej „podstawówki”. „Kiss & ride jej nie razi, takie miejsca już istnieją w wielu punktach w Polsce i to fajne, żeby móc bezpiecznie wysadzić szybko dziecko przed szkołą”. Ale co innego wykonanie: „będą parkować, a jak będą wycofywać, to będą tamować ruch i będą stłuczki. Ten pas i tak był niepotrzebny, ale wystarczyło go oddzielić jakoś, a nie zamienić w miejsca parkingowe”.

Marzena też wskazuje na paradoks: tuż obok, od strony MDK, jest ogromny parking, z którego rodzice do tej pory korzystali. “Może im wypowiedzieli jakąś umowę” – zastanawia się. I punktuje sedno obaw: „w godzinach szczytu, czyli przed 8, rodzice będą wjeżdżać i wyjeżdżać samochodami, zostawiając dzieci przy głównej ulicy”.

Nie było miejsc do zatrzymania – źle. Są – też źle

Głosy „za” wybrzmiały równie mocno – zwłaszcza wśród rodziców. „W końcu super rozwiązanie. Dziękuję w imieniu Rady Rodziców, jak i całego Zarządu Osiedla Wschód” – pisze Karolina.

A internauta Michał puentuje całą awanturę pytaniem, które wielu zwolenników rozwiązania mogło mieć na końcu języka: „Ludzie, czy my naprawdę potrafimy się cieszyć z czegokolwiek? Nie było miejsc do zatrzymania – źle. Zrobiono miejsca – też źle: bo kolor nie taki, bo pod kątem, bo 5 minut, bo… i bo”.

Wrzesień pokaże

Strefa Kiss & Ride pod „Dwójką” to inwestycja niewielka, ale symboliczna. Pokazuje dylematy wielu polskich miast i szkół: jak w te newralgiczne kilkanaście minut przed dzwonkiem pogodzić liczbę aut, bezpieczeństwo dzieci i przepustowość ulicy?

Zwolennicy widzą uporządkowaną, wreszcie wykorzystaną przestrzeń. Krytycy – osiem skośnych miejsc, z których trzeba będzie wyjeżdżać tyłem tuż za skrzyżowaniem. Rację którejś ze stron przyzna dopiero pierwszy tydzień września, gdy pod szkołę ruszą setki rodziców. (mob, zdjęcia: Radny Maciej Biały FB oraz Rzeszów News)

Czytaj więcej: 

Sekcje sześciu ofiar katastrofy na Węgrzech zakończone. Ciała ofiar wypadku autokaru wracają do bliskich