Zdjęcie: Prezydent Konrad Fijołek i radny Jacek Strojny (fot. Sebastian Stankiewicz / Rzeszow-News)

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka stało się na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Rzeszowa czymś znacznie więcej niż formalnym punktem obrad. Jacek Strojny przekonywał, że w mieście narasta kryzys wiarygodności władz, wskazując m.in. na finanse, inwestycje i sposób gospodarowania miejskim majątkiem.

W odpowiedzi przeciwnicy referendum zarzucali wnioskodawcom demagogię, polityczną awanturę i próbę sparaliżowania Rzeszowa.

Kryzys władzy lokalnej?

Na poniedziałkowym posiedzeniu Komisji Rewizyjnej rzeszowscy radni mieli zaopiniować przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Konrada Fijołka. Wniosek złożył klub Razem dla Rzeszowa, jednak już podczas przedstawiania argumentów stojących za referendum doszło do ostrej dyskusji. Stronnicy prezydenta chcieli szybkiego głosowania i kilkukrotnie przerywali zbyt długie ich zdaniem wystąpienie Jacka Strojnego twierdząc, że nie odnosi się on do sedna sprawy uprawiając polityczny happening.

Kiedy przedstawiciel klubu będący jednym z największych krytyków prezydenta Fijołka doszedł do głosu, przedstawił argumenty stojące za wnioskiem referendalnym. Jego wystąpienie obejmowało przede wszystkim finanse Rzeszowa, kontrowersyjną w jego opinii zamianę miejskich działek w rejonie ul. Witosa i Wyspiańskiego, plan ogólny oraz kontrowersje dotyczące dużych inwestycji. Wśród podnoszonych zarzutów znalazły się również kwestie rozrostu miejskiej administracji, zatrudnienia oraz rozliczania wyjazdów i innych wydatków.

Strojny postawił sprawę bardzo szeroko. – W Rzeszowie narasta zagrażający dalszemu rozwojowi miasta i wymagający pilnych działań zaradczych i naprawczych kryzys władzy lokalnej i jej wiarygodności oraz wynikający stąd brak zaufania, zarówno w relacji organu stanowiącego do organu wykonawczego, jak i mieszkańców do władz miasta, rady miasta i prezydenta miasta – twierdził.

Jednym z jego głównych argumentów były finanse. Strojny przekonywał, że problemem nie jest wyłącznie wysokość zadłużenia, ale sposób przygotowywania dokumentów, na podstawie których radni podejmują decyzje. – Nie da się zarządzać finansami miasta w oparciu o nierealistyczne założenia, zwłaszcza w takiej sytuacji, w jakiej jest miasto Rzeszów – mówił.

Aquapark wśród punktów zapalnych

Dużo miejsca Strojny poświęcił aquaparkowi, który ma powstać w Rzeszowie. Wiceprzewodniczący Rady Miasta wskazywał na wcześniejszą analizę dotyczącą funkcjonowania obiektu i przekonywał, że jej ustalenia powinny skłaniać do znacznie większej ostrożności przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

– Deficyt na aquaparku będzie wynosił kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, a deficyt łączny może sięgnąć pół miliarda złotych – stwierdził Strojny. – Który decydent, mając świadomość tak bardzo deficytowego obiektu, podejmuje decyzję o jego realizacji i angażuje w to środki finansowe? – pytał.

Wątek aquaparku natychmiast wywołał kontratak. Andrzej Dec z klubu Koalicji Obywatelskiej zakwestionował wyliczenia przedstawione przez Strojnego. – Te liczby, które Jacek podał odnośnie aquaparku są, powiedzmy sobie szczerze, wyssane z palca – powiedział. Radny argumentował, że nie wiadomo jeszcze, jak ostatecznie będzie wyglądało finansowanie inwestycji, jakie będą koszty kredytu i jakie stanowisko zajmą banki.

Sam Strojny zestawiał z kolei koszty referendum z kosztami funkcjonowania aquaparku. Jak stwierdził, obawa o duże wydatki związane z referendum są niczym w porównaniu do tych, które ponosi miasto przez niepewne inwestycje. Podczas dyskusji padła początkowo kwota od 4 do nawet 8 milionów złotych podawana przez radnych KO i prezydenckiego klubu Rozwój Rzeszowa. Jak stwierdził Strojny, bliższa prawdy ws. przeprowadzenia referendum może być kwota około 2 mln zł.

Zamiana działek przy PCLA

Drugim niezwykle mocnym punktem sporu była sprawa miejskich działek w rejonie ul. Witosa i Wyspiańskiego. Strojny przekonywał, że sposób procedowania wokół majątku miasta rodzi poważne pytania o transparentność i dostęp radnych do dokumentów.

– Jeżeli radny musi się dokopywać w archiwach miejskich dokumentów w trybie kontrolnym, żeby się zorientować w ogóle, na czym polega specyfika zamiany, to jest to właśnie sytuacja, w której mamy podważoną wiarygodność organów gminy – argumentował.

Przeciwnicy referendum widzieli tę sprawę zupełnie inaczej. Bogusław Sak (Rozwój Rzeszowa) przekonywał, że propozycja prezydenta dotycząca zamiany działek była elementem normalnego procesu decyzyjnego, w którym radni mogą zaakceptować albo odrzucić pomysł władz miasta. – Jeśli prezydent chciał zaproponować zamianę działek, to dobrze, bo prezydent wykłada jakieś pomysły, jeśli radni ich nie mają, jako propozycję. Dyskutujemy – apelował.

Brak informacji dla mieszkańców

Strojny mocno zaatakował również sposób prowadzenia prac nad planem ogólnym miasta. Jego zdaniem problemem nie jest tylko niedotrzymanie terminu, ale przede wszystkim brak odpowiedniej komunikacji z mieszkańcami i radnymi.

– Straciliśmy dwa lata, w których społeczeństwo nie zostało przygotowane do tego, co ma nastąpić po uchwaleniu planu. A byliśmy podobno tak dobrze przygotowani w związku z tym, że jest studium i mamy nową strategię. Mieszkańcy niewiele na ten temat wiedzą – kwitował.

Po drugiej stronie pojawił się jednak argument, że opóźnienie wcale nie musi być problemem. Bogusław Sak przekonywał, że dobrze, iż mieszkańcy mieli więcej czasu na składanie wniosków dotyczących warunków zabudowy. – Bardzo dobrze, że został czas przedłużony uchwalenia i bardzo dobrze, że prezydent się nie śpieszy – stwierdził.

„Płytkie i bezzasadne argumenty”

Najostrzejszy polityczny kontratak ze strony przeciwników referendum przedstawił Witold Walawender (Rozwój Rzeszowa). Już na początku części merytorycznej próbował doprowadzić do zamknięcia dyskusji, argumentując, że członkowie komisji znają treść wniosku i są już zdecydowani co do sposobu głosowania. Określił przedstawione argumenty jako „śmieszne”.

Później zaatakował samą konstrukcję zarzutów. – Argumenty, które przedstawił wnioskodawca są bezzasadne, płytkie i demagogiczne – kwitował. Jego zdaniem wniosek zawiera sprzeczność: z jednej strony wnioskodawcy mają alarmować o pogarszającej się sytuacji finansowej miasta, z drugiej zarzucać władzom ograniczanie rozwoju inwestycji. – Gdzie trzyma się to logiki? – pytał.

Walawender przekonywał również, że mieszkańcy bardziej potrzebują konkretnych inwestycji niż politycznej wojny. – Nie występujmy tu populistycznie, tylko mówmy o faktach – mówił, wymieniając duże rzeszowskie inwestycje przeprowadzone za kadencji prezydenta Fijołka.

Referendum hamulcem dla miasta?

Podobny argument przedstawiła Anna Woźniak-Kunicka (KO). Jej zdaniem komisja nie powinna jeszcze rozstrzygać, czy referendum rzeczywiście powinno się odbyć, lecz ocenić, czy przedstawiony wniosek zasługuje na skierowanie pod obrady Rady Miasta.

Jednocześnie wskazywała na potencjalne koszty politycznego zamieszania. – Uważam, że wywołanie procedury referendalnej to rzucenie takiego hamulca dla naszego miasta – powiedziała. Jej zdaniem procedura mogłaby odciągnąć urzędników od realizacji inwestycji i dopinania ich finansowania. – Państwa wniosek nie uderza w Konrada Fiołka, ale bezpośrednio paraliżuje rzeszowskie budowy i uderza interes naszych mieszkańców – oceniła.

Prezydenckie ambicje Strojnego?

Andrzej Dec nie ograniczył się do krytyki poszczególnych argumentów. Wprost zakwestionował sposób przedstawienia całego wniosku przez Strojnego. – Ten wykład Jacku, miejscami racjonalnej krytyki, bo oczywiście o to nie trudno, jest pełen półpraw i insynuacji – zaczął. Zapowiedział jednocześnie, że do argumentów przedstawionych przez Strojnego będzie można wrócić podczas sesji Rady Miasta.

Dec poszedł jeszcze dalej, sugerując, że za inicjatywą referendum mogą stać ambicje polityczne Strojnego. – To oznacza, że widzi się już na funkcji prezydenta miasta, tymczasem jakby zapomniał, że przegrał dość wyraźnie wybory – stwierdził. Przypomnijmy, że w wyborach samorządowych w 2024 roku Strojny nie wszedł do drugiej tury przegrywając z Fijołkiem oraz kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, Waldemarem Szumnym.

W odpowiedzi Strojny nie wycofał się ze swoich zarzutów. Podsumowując swoje wystąpienie, przekonywał, że działania władz zwiększają ryzyko dla dalszego rozwoju miasta. – Rzeszów stoi przed znacznymi wyzwaniami, a działania pana prezydenta powodują w naszej opinii, czyli wnioskodawców, sytuację, w której zwiększa się ryzyko dalszego rozwoju i w kontekście sytuacji finansowej przede wszystkim spadku wiarygodności organów, w tym organów Rady Miasta – mówił.

Nieprawidłowości do prokuratury?

W dyskusji pojawił się również bardzo mocny wątek dotyczący zarzutów związanych z finansami i sposobem gospodarowania publicznymi pieniędzmi. Bogusław Sak przekonywał, że jeżeli wnioskodawcy mają faktyczną wiedzę o poważnych nieprawidłowościach w działaniach ratusza, powinni podjąć działania poza polityczną debatą.

– Jeżeli są zarzuty dotyczące finansów, ustawionych przetargów, „księgowości kreatywnej”, jeśli macie wiedzę na temat przekrętów, złego gospodarowania, wydatkowania środków publicznych, marnotrawienia majątku, to dlaczego nie ma zgłoszenia do prokuratury? Jeżeli ma się taką wiedzę i nie przekaże jej dalej, to jest bardzo niebezpieczne. Jednocześnie jest to forma propagandy, która nie służy temu miastu – punktował.

Mieszkańcy zabrali głos

Ciekawy głos padł ze strony mieszkanki Rzeszowa, która nie opowiedziała się jednoznacznie po żadnej ze stron. Jej wypowiedź pokazała jednak, że część argumentów używanych przez obie strony sporu może trafiać do mieszkańców przede wszystkim jako problem komunikacyjny.

– Patrzymy, obserwujemy, obserwujemy komediodramat pod tytułem zamiany działek i najpierw słyszymy, że Balcerek zostanie zrewitalizowany, a za chwilę, że jednak nie zostanie i zwykły laik, zwykły człowiek się w tym gubi – powiedziała.

Jeszcze mocniej zabrzmiał jej apel o wyjaśnienie, skąd miasto bierze pieniądze na kolejne wydatki, podczas gdy brakuje funduszy na zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańców. Odniosła się przy tym do dodatkowych pieniędzy przeznaczonych na dostosowania Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki i zestawiła je z problemem budowy bezpiecznego przejścia na osiedlu Zawiszy Czarnego. – Jako zwykły mieszkaniec chcę wiedzieć skąd się biorą przesunięcia, co poświęciliśmy – mówiła.

Referendum impulsem dla prezydentów

Wśród głosów bardziej przychylnych samej idei referendum znalazła się Krystyna Wróblewska z klubu Prawa i Sprawiedliwości. Jej wypowiedź była jednak inna od argumentacji Strojnego. Nie skupiała się przede wszystkim na konkretnych zarzutach wobec prezydenta, lecz na samym prawie do uruchomienia procedury referendalnej.

– Chcę podkreślić, że referendum to jest nic złego ze względu na to, że mamy prawo jako radni również do tego typu działań – powiedziała Wróblewska. Radna wskazywała także, że samo pojawienie się groźby referendum może mobilizować włodarzy do intensywniejszej pracy. – Każdy z włodarzy, kiedy usłyszał, że ma referendum, starał się jeszcze bardziej działać na rzecz miasta i mieszkańców – argumentowała.

Co dalej ws. referendum?

W efekcie posiedzenie Komisji Rewizyjnej pokazało dwie zupełnie odmienne wizje tego, czym jest obecna sytuacja Rzeszowa. Strojny i pozostali wnioskodawcy przedstawiają ją jako problem wiarygodności władz, finansów i sposobu podejmowania decyzji. Przeciwnicy referendum odpowiadają, że miasto inwestuje, rozwija się, a polityczny konflikt może zagrozić realizacji już rozpoczętych przedsięwzięć.

Właśnie dlatego w dyskusji pojawiały się nie tylko argumenty dotyczące aquaparku, PCLA czy planu ogólnego, ale również osobiste wycieczki i pytania o polityczne ambicje. Spór o referendum okazał się więc jednocześnie sporem o ocenę dotychczasowej prezydentury Konrada Fijołka i o to, czy obecne problemy Rzeszowa należy rozwiązywać poprzez kontrolę Rady Miasta, czy poprzez oddanie decyzji bezpośrednio mieszkańcom.

Przypomnijmy, że wczorajszy wniosek ws. referendum został przez Komisję Rewizyjną zaopiniowany negatywnie. Za pozytywnym zaopiniowaniem wniosku zagłosowało dwóch radnych (Michał Wróbel, Krystyna Wróblewska), czterech było przeciw (Marta Niewczas, Bogusław Sak, Witold Walawender, Anna Woźniak-Kunicka), a dwóch wstrzymało się od głosu (Andrzej Szlachta oraz niespodziewanie Rafał Kulig z klubu Razem dla Rzeszowa).

Kolejny krok również będzie należał do miejskich radnych, którzy mogą zagłosować ws. przeprowadzenia referendum już 29 września podczas najbliższej sesji. Aby tak się stało, potrzebne jest jednak poparcie co najmniej trzech piątych ustawowego składu rady. W przypadku 25-osobowej Rady Miasta Rzeszowa oznacza to 15 głosów. A to biorąc pod uwagę układ sił politycznych w radzie wydaje się niemożliwe. Opozycja (PiS i Razem dla Rzeszowa) mają łącznie 12 głosów.

Czytaj więcej:

Alarm RCB na Podkarpaciu. Co oznacza „bezpieczne miejsce” i jak się ukryć?