Reklama

Była energia, ale i wzruszenie. Rzeszowska publiczność entuzjastycznie przyjęła koncert „Panny Wyklęte” grupy Maleo Reggae Rockers oraz wokalistek, które wzięły udział w projekcie.

[Not a valid template]

 

Klub „Pod Palmą” w sobotę wypełnił się po brzegi. Już po samej publiczności było widać, że koncert będzie nietypowy. Przyszło wielu 20- i 30-latków, ale nie brakowało też osób starszych, również tych w wieku  ponad 70 lat.

–  Dla mnie wojna to wczesne wspomnienie z dzieciństwa, ale temat jest mi bliski, bo moi kuzyni należeli do AK. W takim koncercie powinno wziąć udział jak najwięcej osób, bo należy czcić bohaterów, którzy ponieśli dla ojczyzny największą ofiarę – życie – mówił przed rozpoczęciem imprezy 74-letni Marian Irzyk.

– Przyszedłem na koncert, bo to bardzo słuszna idea. Jestem tu i ze względu na wykonawców, i na tematykę – stwierdził 31-letni Andrzej z Rzeszowa.

– Kobiety, które brały udział w Powstaniu Warszawskim, później często stały się „Pannami Wyklętymi”. Nie zakończyły swojej bitwy. Po wkroczeniu Armii Czerwonej czekały je kazamaty i więzienie z rąk sowieckich i UB. Dlatego wspominamy je dziś w sposób szczególny – powiedziała na rozpoczęcie koncertu Ewa Leniart, dyrektor rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

„Rota” w wersji rapowej

Już samo pojawienie się na scenie Dariusza „Maleo” Malejonka wywołało burzę oklasków. – Jako warszawiak bardzo się cieszę, że pamięć o Powstaniu żyje w całym kraju. Wiem, że u was na rzeszowszczyźnie było wielu Żołnierzy Wyklętych, a także wielu, którzy walczyli w Powstaniu – mówił lider Maleo Reggae Rockers.

Koncert rozpoczął się „Etiudą rewolucyjną” Chopina w wersji reggae. Następnie na scenę wychodziły kolejne wokalistki – uczestniczki projektu: Mona, Lilu, Ania Brachaczek, Marcelina, Dore i Fala z grupy Paresłów, które na przemian śpiewały swoje utwory. Niektóre wykonały w duetach, np. Mona i Lilu wspólnie zaśpiewały utwór „Siła”.

Nie zabrakło też piosenek z poprzedniego projektu „Morowe panny.” Największe emocje budziły występy Lilu. – Teraz Lilu wykona „Rotę” w wersji rapowej – powiedział w pewnym momencie „Maleo”, co wywołało aplauz publiczności. Na koniec utworu wokalistka, kładąc rękę na sercu, zaintonowała pieśń Marii Konopnickiej w oryginalnej wersji. Wtedy publiczność zaśpiewała razem z nią.

Dwa „strzały” zza sceny

Jednak największe wrażenie na widowni zrobił „Walczyk”, zaśpiewany na bis przez Lilu. Tekst jest poświęcony Danucie Siedzikównie „Ince”, patronce projektu. Wokalistka przejmująco wyrecytowała autentyczne słowa Inki: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się, jak trzeba”, oraz wypowiedziane przed rozstrzelaniem: „Niech żyje Polska! Niech żyje  major Łupaszko!” . Potem zza sceny rozległy się dwa „strzały”…

– To był wspaniały koncert, historia podana w fajny sposób. Niestety, lekcje historii prowadzone w szkole są dość nudne – stwierdziła Kamila, uczennica trzeciej klasy liceum, która przyszła na koncert z przyjaciółką.

Największe wrażenie zrobiły na nich występy  Lilu i Ani Brachaczek. – Koncert był świetny, jednak taka forma opowiadania historii jest dobra dla młodych, ale nie dla starszych. Wiele starszych osób wyszło na samym początku. Oni chyba nie tego oczekiwali – stwierdziła pani Nina z Rzeszowa, która na koncert przyszła z córką.

–  Jestem pierwszy raz w Rzeszowie, zawsze chciałam tu przyjechać. Byłam bardzo ciekawa tego miasta, bo stąd jest moja przyjaciółka i mój chłopak.. Przekonałam się, że rzeszowska publiczność jest super. Podczas koncertu czuło się niesamowitą energię – powiedziała „Fala”, czyli Dorota Frontczak z Paresłów, która po koncercie chętnie rozmawiała z publicznością.

Chętnych po autografy nie brakowało.

MICHAŁ OKRZESZOWSKI

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.