Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News
Reklama

– Statut fundacji chyba napisano na kolanie – uważają radni PiS. Większość radnych jednak poparła powołanie Rzeszowskiej Fundacji Przedsiębiorczości. 

Rzeszowska Fundacja Przedsiębiorczości to nowe ciało w strukturach miasta. Pomysł powołania fundacji, jak tłumaczył w czwartek na sesji Rady Miasta Tomasz Skoczylas, dyrektor Urban Labu, pojawił się na początku 2022 r. Zaświtał w głowie prezydenta Konrada Fijołka, który już od kilku lat jest pod wrażeniem Gdańskiej Fundacji Przedsiębiorczości.  

Rzeszowska Fundacja Przedsiębiorczości będzie mogła prowadzić działalność gospodarczą. Jej fundatorem, jak wynika ze statutu, ma być miasto. Ma promować m.in. przedsiębiorczość, „budować ekosystem startupowy”, wspierać rozwój mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz wspierać innowacyjności i nowoczesne technologie. 

Jaki jest majątek fundacji? 

W czwartek na sesji nikt z miasta nie powiedział, kto będzie przekazywał pieniądze fundacji, ile, jak te pieniądze będą dzielone, i kto o nie będzie mógł występować. Tomasz Skoczylas powiedział jedynie, że fundacja ma się skupiać na promowaniu rzeszowskich startupów. – One takiej przestrzeni obecnie nie mają – powiedział szef Urban Labu.

To zaskakujące, bo akurat Urban Lab zajmuje się m.in. promowaniem startupów. To stosunkowa młoda jednostka miejska, działa od jesieni 2019 roku, była fundamentem zwycięskich wyborów Konrada Fijołka w 2021 roku na prezydenta Rzeszowa. To właśnie pod skrzydłami Urban Labu ma działać Rzeszowska Fundacja Przedsiębiorczości.

Fundacja ma udzielać dotacje, pożyczki, organizować konferencje, maratony informatyczne. Na razie nie ma dużego majątku. Jak czytamy w statucie, to tylko dwa biurka, dwa kontenerki do biurek, dwa fotele obrotowe, dwie szafy na dokumenty, wieszak ubraniowy stojący, trzy komputery z oprogramowaniem, trzy drukarki. Wszystko warte 23 tys. zł.

Długie kadencje zarządu i rady

W czwartek, 29 grudnia, podczas sesji Rady Miasta, wszyscy radni zgodnie mówili, że idea fundacji jest bardzo dobra, ale dyskusja rozgorzała wokół jej statutu. Ten pierwotnie zakładał, że kadencja zarządu fundacji (1-3 osób) będzie trwała aż sześć lat, tyle samo miała trwać kadencja rady fundacji (3-5 osób), która kontrolowałaby poczynania zarządu. 

Członków rady ma wybierać fundator, czyli miasto. Dzień przed sesją, na posiedzeniu komisji inwestycji, padły głosy, że kadencja zarządu i rady jest zbyt długa i należy ją skrócić do czterech lat, choć i ten okres też jest długi. Wątpliwości były też odnośnie odwołania zarządu, można to zrobić dopiero po roku jego pracy.

– Żeby dać płynność działania fundacji i zarządowi – uzasadniał Tomasz Skoczylas. 

Prezydencka troska o radnych 

Radnych PiS nie przekonał. Ci chcieli, by w pracach fundacji mogło uczestniczyć co najmniej dwóch radnych, bez względu na przynależność klubową. Do statutu fundacji naniesiono poprawki – że kadencje zarządu i rady zostaną skrócone z sześciu do czterech lat. Postulatu, by we władzach fundacji byli też dwaj radni, nie uwzględniono. 

– Z troski o radnych – tłumaczył prezydent Konrad Fijołek.

Stwierdził, że udział radnych w pracach fundacji jest ryzykowny, bo ci mają zakaz pracy w organizacjach, bazujących na majątku miasta. A taką niewątpliwie jest Rzeszowska Fundacja Przedsiębiorczości. Do pracy radnych w fundacji mogłaby się przyczepić Regionalna Izba Obrachunkowa i służby wojewody, zatwierdzające uchwały samorządów.

– Łączenie mandatu z jakimkolwiek innym działaniem na rzecz miasta, grozi utratą mandatu, albo ten wybór do tego ciała jest nieważny – przekonywał radnych prezydent Fijołek. Tłumaczył, że zapisy statutu fundacji konsultowano z prawnikami wojewody i ci wydali opinie, że uchwała w takiej formie nie budzi zastrzeżeń.

Nie powtórzyć historii z Ferencem

Konrad Fijołek uważa, że radni mogą zaangażować  się w działalność fundacji jako głos doradczy, ale bez formalnego zasiadania w jej strukturach.

Tu wspomniano historię byłego prezydenta śp. Tadeusza Ferenca. W 2009 r. CBA wnioskowało do Rady Miasta, by wygasiła mu mandat prezydenta za to, że do oświadczeń majątkowych w latach 2003-2008 nie wpisywał, że był w tym czasie w zarządzie Stali Rzeszów i radzie nadzorczej Fundacji Szkolnictwa Muzycznego.

To – zdaniem CBA – było złamaniem ustawy antykorupcyjnej, mimo że Ferenc nie dostał  złotówki. Żądania CBA okazały się przestrzelone. Rada wnioskiem Biura w ogóle się nie zajęła, a prokuratura umorzyła śledztwo. Konrad Fijołek nie chce, by podobne problemy powtórzyły się w przypadku udziału radnych w Rzeszowskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

Statut nie jest transparentny 

Jerzy Jęczmienionka, radny opozycyjnego PiS, dziwił się, dlaczego miasto do współpracy w pracach fundacji nie skłoniło żadnej organizacji biznesowej jako mniejszościowego udziałowca. – To podstawowy błąd – mówił Jęczmienionka. Apelował, by statut fundacji jeszcze raz przenalizowano, a uchwałę o powołaniu fundacji podjęto w styczniu. 

Jęczmienionka uważa, że Rzeszów, wzorując się na Gdańskiej Fundacji Przedsiębiorczości, tworzy kiepską kopię. – Gdańska fundacja w swoim PKD ma 30 punktów, my raptem tylko dwa. Coś tutaj jest nie tak. Sami sobie zawężamy zakres działania, ograniczamy możliwość pozyskiwania funduszy zewnętrznych – krytykował statut radny PiS.

I nie mógł zrozumieć, dlaczego Rzeszowska Fundacja Przedsiębiorczości jest nakierowana tylko na startupy. Jęczmienionka uważa, że w statucie fundacji powinien być zapis, że w jej spotkaniach będą brali udział radni jako doradcy. Jęczmienionka mówił też, że zapisy statutu o odwołaniu członków rady są bardzo lakoniczne.

– Ten statut nie jest transparentny. Czego się obawiamy? Brakuje podstawowych zapisów, że cały dochód fundacji zostanie przekazany na jej działalność. To jest jak biblia szkolna – wytykał kolejne niedociągnięcia w statucie Jerzy Jęczmienionka. 

Chwalili, ale się nie cieszyli

Prezydent Konrad Fijołek odpowiadał, że wybrany statut fundacji jest najlepszy i „najbardziej elastyczny”, a Rzeszów nie może przekopiować w całości gdańskiego wzoru, bo na to już nie pozwalają obecne przepisy. Fijołek zapewniał, że formuła fundacji nie jest zamknięta, i można ją zmieniać w trakcie jej działalności. 

– Stracimy tylko miesiąc – odpowiadał prezydent na apele PiS, by statut fundacji jeszcze raz wzięto pod lupę i uchwałę powołującą fundację przegłosowano w styczniu. Konrad Fijołek stwierdził, że wszystkie wątpliwości radnych PiS urzędnicy już „przerabiali”. Obrony prezydenta podjęli się jego radni z klubu Rozwój Rzeszowa.

– Radny Jęczmienionka, jak zawsze, szuka dziury w całym. Podobnie było przy budżecie, który chwaliliście, a nie zagłosowaliście za nim. Dajmy działać tej fundacji, zobaczmy, jak ona będzie funkcjonować. W każdej chwili możemy wprowadzać nowe regulacje, będziemy uzupełniać o nowe zapisy – mówił Tomasz Kamiński, szef Rozwoju Rzeszowa.

Robić z głową, bez wpadek 

Ale radni PiS wysuwali kolejne wątpliwości. Grażyna Szarama chciała się dowiedzieć, dlaczego decyzja o ewentualnej likwidacji fundacji jest w gestii jej zarządu, a nie rady.  Waldemar Szumny pytał: skąd te granty, skąd te pożyczki, kto to będzie wpłacał? Szumny zwracał uwagę na szkolne błędy w statucie.

– Jest zapis, że fundację powołuje się na mocy ustawy samorządu powiatowego z 8 marca 1990 roku. Powiaty są od 1998 roku, w 1990 roku ich jeszcze nie było – punktował Szumny. I pytał, dlaczego w statucie raz są sformułowania „rada miasta”, a w innym miejscu „rada miejska”. – Kiedy to pozmienialiśmy? – dziwił się. 

Szumny zwracał też uwagę na inne niedociągnięcia. W jednym z punktów statutu jest mowa o tym, że „właściwymi ministerstwami ze względu na cel Fundacji jest Ministerstwo Rozwoju i Technologii. – Skoro ministerstwami, to dlaczego podajemy tylko jedno? Liczba mnoga sugeruje, że powinny być co najmniej dwa – mówił Waldemar Szumny. 

I zwrócił się do prezydenta, by miasto już na starcie powołania fundacji nie robiło „wpadek”. – Zróbmy to z głową – apelował. – Ten statut był chyba przygotowywany na kolanie. Poprawmy te błędy, miesiąc nas nie zbawi – dorzucał jeszcze Jerzy Jęczmienionka.

Zwyczajowe zaproszenia 

Konrad Fijołek odpowiadał, że w statucie zostanie poprawiony zapis z datą ustawy, która jest podstawą prawną powołania fundacji. Błąd prezydent tłumaczył tym, że w porę nie został wychwycony, gdy konstruowano finalną wersję statutu. Obiecał, że radni będą zapraszani jako obserwatorzy prac fundacji. – To będzie zwyczajem – zadeklarował Fijołek.

Stosownych zapisów w tym względzie jednak nie będzie. Gdy prezydent Fijołek był pod coraz większym ostrzałem radnych PiS, odezwali się radni Rozwoju Rzeszowa.  – Niektórzy radni chyba nie chcą rozwoju miasta. Po roku, dwóch latach, pierwszej kadencji, ocenimy fundację – mówił Witold Walawender. 

A jego klubowy kolega Tomasz Kamiński złożył wniosek o zamknięcie dyskusji. – Wszyscy chcą powołania fundacji, to ją powołajmy – stwierdził.

Zapisów statutu nie odesłano do komisji, naniesiono do niego tylko poprawkę o skróceniu kadencji zarządu i rady fundacji. Za powołaniem fundacji było 17 radnych z Rozwoju Rzeszowa i Koalicji Obywatelskiej, siedmiu z PiS wstrzymało się od głosu, przeciwko był Jerzy Jęczmienionka. – Będziemy myśleć o rozszerzeniu działalności – zapewnił prezydent.

Rada miasta, czy rada miejska?

Na koniec Andrzej Dec (KO), przewodniczący rady, odniósł się jeszcze do uwag radnych PiS, dlaczego w dokumentach używany jest zwrot „rada miejska”, skoro prawidłowo powinno być „rada miasta”. Dec stwierdził, że w ustawie o samorządzie gminnym z 1990 roku był zapis, że rada mogła nazywać siebie „radą miejską” lub tak jak chciała.

– Tego drugiego zapisu już w tej ustawie nie ma. Formalnie powinniśmy się nazywać radą miejską. Sprawa jest bardzo drugorzędna. Możemy używać raz tej nazwy, raz tej. Nie kruszyłbym kopii z tego powodu – stwierdził Andrzej Dec. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama