Zdjęcie: Ministerstwo Edukacji Narodowej
Reklama

Około 1000 uczniów nie dostało się do swojego wymarzonego liceum w Rzeszowie. Szansa, że to się zmieni jest niewielka. Za to branżówki stoją dla wszystkich otworem.

O tym, że absolwentom rzeszowskich szkół średnich poszła świetnie matura – osiągnęli w sumie 92 proc. – pisaliśmy o tym TUTAJ. Wynik ten świadczy tylko o tym, że w stolicy Podkarpacia zarówno licea, jak i technika, jeśli chodzi o poziom edukacji, stoją bardzo dobrze. Nie ma się więc co dziwić, że do tych najlepszych szkół co roku ustawiają się długie kolejki chętnych, a co za tym idzie, łatwo przy rekrutacji nigdy nie jest. 

W tym roku jednak jest podwójnie ciężko. Przez reformę edukacji sygnowanej przez byłą już minister edukacji w rządzie PiS Annę Zalewską, obecnie europosłankę, która doprowadziła do tego, że teraz o miejscach w szkołach walczą tzw. podwójne roczniki. 

Pierwsze skutki wdrożonej w 2017 oku reformy rzeszowskie szkoły bardzo wyraźnie zaczęły odczuwać, gdy okazało się, że aby pomieścić podwójny rocznik w dwóch z najlepszych liceach w mieście trzeba przygotować dodatkowe miejsca do nauki. 

Chodzi o I Liceum Ogólnokształcące (ul. 3 Maja) i IV LO (ul. Dąbrowskiego). Część uczniów z I LO będzie się uczyło w oddalonej o 900 m Szkole Podstawowej nr 31 przy ul. Pułaskiego. W przypadku IV LO zajęcia będą odbywać się też w oddalonym o 50 m Zespole Szkolno-Przedszkonym nr 8 przy ul. Dąbrowskiego. O szczegółach pisaliśmy TUTAJ.

Kolejny wyraźny skutek reformy edukacji to brak w tegorocznej rekrutacji do szkół średnich około 1000 miejsc w liceach. W tym roku o około 25 proc. wrósł też próg punktowy zarówno w liceach, jak i technikach. 

Miasto, zgodnie z wytycznymi MEN, miejsca w szkołach podzieliło w następujący sposób: 40 proc. dla liceów, 41 dla techników o 19 proc. dla szkół branżowych. W przeliczeniu na konkretne liczby miasto przygotowało łącznie 8561 miejsc, z czego po 1760 w liceach zarówno dla dzieci po szkole podstawowej i gimnazjum.

W technikach dla dzieci po podstawówce czekało 1834 miejsca, a po gimnazjum 1817. Jeśli chodzi o szkołę branżową tu odpowiednio przygotowano 655 i 622 miejsca. 

W pierwszej turze rekrutacji zakwalifikowało się 7334 uczniów. 1227 absolwentów podstawówek i gimnazjów nie dostało się do tej szkoły, do której chcieli. Nie oznacza to jednak, że w rzeszowskich szkołach nie ma dla nich miejsca. Wręcz odwrotnie, czeka na nich jeszcze 1812 miejsc w 47 oddziałach, ale… głównie w szkołach branżowych.

– Już od pierwszego etapu rekrutacji największym zainteresowaniem cieszyły się licea i technika. 54 proc. kandydatów chciało pójść do liceum, a 43 proc. do technikum, a 3,5 proc. do szkół branżowych – mówi Zbigniew Bury, dyrektor wydziału edukacji w Urzędzie Miasta Rzeszowa. 

Te informacje dla tych, którzy marzyli o liceum, a ich wyniki nie są wybitne, nie napawają optymizmem. Miasto jednak ma pomysł, jak tę kwestię rozwiązać, albo chociaż odrobinę zminimalizować problem. – Możemy w LO nr 10 w Zespole Szkół Kształcenia Ustawicznego i przy LO nr XII w ZS nr 4)utworzyć kolejne dwa licea na około 70 miejsc łącznie – twierdzi Bury. 

Stanisław Sienko, wiceprezydent Rzeszowa, odpowiedzialny za edukację, jednak podkreśla, że taki scenariusz będzie rozważany wtedy, kiedy zakończy się weryfikacja wszystkich złożonych wniosków przy rekrutacji. Tu trzeba pamiętać, że uczeń miał prawo wybrać pięć szkół, a dokumenty może złożyć do jednej. 

– Nie ukrywamy, że zależy nam także, aby szkoły branżowe były wypełnione. Chodzi o to, aby do liceów i techników poszły osoby, które mają konkretne wyniki. Dla przykładu, w tym roku do technikum został przyjęty uczeń z 23 punktami. Jak dojdzie do matury, to jej nie zda, skoro inni dostali się do szkoły mając po 170, czy 150 punktów – twierdzi Stanisław Sienko.

– Są miejsca w szkołach branżowych, a dziś przedsiębiorcy potrzebują ludzi z dobrym fachem w rękach – przekonuje wiceprezydent Sienko.  

A co jeśli jednak komuś marzy się mimo wszystko bycie np. tłumaczem, prawnikiem, albo lekarzem i do liceum się nie dostanie?

Zbigniew Bury odsyła do MEN. – To wszystko było do przewidzenia. Szkoły nie są z gumy, a my nie możemy ich napompować, bo przed nami wsi odpowiedzialność za dzieci, które nie mogą się uczyć od 7:00 rano do 20:00 – mówi dyrektor Bury. 

W tym roku, aby dostać się do wymarzonego liceum lub technikum znajdującego się w czołówce rzeszowskich szkół, trzeba było solidnie przyłożyć się do nauki, albo postawić na konkursy przedmiotowe i zdobyć tytuł laureata. Tytuł laureata w konkursie upoważniał danego ucznia na dostanie się do wybranej szkoły bez udziału w procesie rekrutacji. Takich szczęśliwców w tym roku było 211, z czego 105 po gimnazjum i 106 po podstawówce. 

Pozostali, którzy marzyli o I LO, musieli zdobyć co najmniej 142 punkty po gimnazjum i 139, po podstawówce. W II LO odpowiednio próg punktowy kształtował się na poziomie 155 i 151 punktów, III LO – 131 i 133,9, IV LO – 131 i 138, VI LO – 112,8 i 115,8. 

Jeśli chodzi o IX LO z oddziałami dwujęzycznymi to próg wynosił dla uczniów po gimnazjum 141,4 punkty, ale w klasie dwujęzycznej na profilu biologiczno-chemicznym aż 179,2 punkty. Ci po szkole podstawowej musieli zmierzyć się z progiem punktowym na poziomie 145,6 a w dwujęzycznej klasie biologiczno-chemicznej – 177,8. 

Łatwo nie było też w technikum. Dla przykładu w Zespole Szkół Elektronicznych, aby dostać się na kierunek technik-informatyk po gimnazjum, trzeba było zdobyć co najmniej 141 punktów, a po podstawówce 144,2. To dużo, biorąc pod uwagę, że w ub. r. progi punktowe do liceów zaczynały się od 120 punktów, a do techników od 110. 

Wysokim progiem musieli się zmierzyć także ci, którzy chcieli dostać się w ZSE na kierunek technik-elektornik – po gimnazjum musieli mieć co najmniej 122 punkty, po podstawówce 125, technik – automatyk odpowiednio 126 i 128 punktów. W ZE Mechanicznych: technik-awionik – 127 i 120,5 punkty, technik-mechanik lotniczy – 130 i 122,2 punkty. 

O tym, że z reformą edukacji coś poszło nie tak świadczą także pieniądze, jakie w ostatnich latach miasto dokłada do subwencji oświatowej. W tym roku to już 54 mln zł na bieżącą działalność. To bardzo dużo biorąc pod uwagę, że w poprzednich latach było to 12 mln zł, 20 mln zł i 54 mln zł. A gdzie jeszcze inwestycje w edukację, które w ub. r. pochłonęły 100 mln zł z budżetu miasta?

W powietrzu wisi także planowana przez MEN podwyżka dla nauczycieli, którą rząd chce obciążyć samorządy. – Jeśli planowana we wrześniu podwyżka dla nauczycieli spocznie na barkach samorządów, to będziemy mieć problem dość poważny – ocenia Janina Filipek, skarbnik miasta Rzeszowa.  

Chodzi o wniesiony kilkanaście dni temu projekt poselski przygotowany przez MEN, który jeśli zostanie przegłosowany ma obowiązywać od 1 września br. Podwyżki, zgodnie z projektem, mają wynieść 9,6 proc. Ponadto, zaplanowano m.in. dodatek 1000 zł dla nauczycieli rozpoczynających pracę w zawodzie, 300 zł minimalnego dodatku za wychowawstwo. Mają wzrosnąć także dodatki np. takie jak: stażowy, za prace nocą, czy nadgodziny. 

To samo w sobie nie jest złe, ale w przygotowanej ustawie znalazł się zapis, który mówi o tym, że podwyżki dla nauczycieli zostaną pokryte w ramach „zwiększonej kwoty części oświatowej subwencji ogólnej na 2019 r.” A to, najprościej rzecz ujmując, w praktyce obciąży budżety samorządów, a najgorsze jest, że nie wiadomo, jeszcze jaką dokładnie kwotą. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: