Zdjęcie: Rafał Szela
Reklama

Silny insektycyd zastosowano do zatrucia pszczół z przydomowej pasieki Rafała Szeli w podrzeszowskim Chmielniku – takie są wyniki badań Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. 2,5 mln pszczół uśmiercił człowiek.

O dramacie pszczół Rafała Szeli, do którego doszło 19 września br., pisaliśmy TUTAJ. Policja sprawdza, kto doprowadził do zatrucia ok. 2,5 mln pszczół z 66 rodzin. Ucierpiała tylko jedna pasieka w okolicy.

Dwa dni później specjalna komisja powołana przez Urząd Gminy w Chmielniku potwierdziła ostre zatrucie pszczół i wykluczyła występowanie innych chorób. Komisja pobrała próbę do badań toksykologicznych, które przeprowadzono w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach. 

Badania wykazały obecność trzech substancji aktywnych. Dwie z nich są pochodnymi leku, zastosowanego z przepisu lekarza weterynarii, do zwalczania Varroa Destructor. Ten pasożyt od lat 80. ubiegłego wieku powszechnie występuje w całej populacji pszczoły miodnej i konieczne jest jego systematyczne zwalczanie.

Trzecia substancja jest zupełnie niezwiązana z pszczelarstwem. „To insektycyd bardzo toksyczny dla pszczół” – stwierdził puławski instytut. Pirymifos metylowy, bo o nim mowa, to silna substancja do zwalczania insektów magazynowych takich jak wołek zbożowy, spichrzel surynamski, czy trojszyk ulec. Nie może być stosowana w pracach polowych.

– To właściwie jedyna możliwa przyczyna zatrucia naszej pasieki. Pozostałe substancje polekowe nie mogły stanowić jakiegokolwiek zagrożenia dla pszczół – uważa Rafał Szela.

Pirymifos metylowy jest dopuszczony do dezynsekcji pustych pomieszczeń magazynowych, nasion siewnych i tych do konsumpcji. To substancja wysoce szkodliwa dla ludzi i zwierząt, przeznaczona do użytku profesjonalnego, wyłącznie w zamkniętych pomieszczeniach. Jej aplikacja powinna odbywać się przy użyciu zautomatyzowanych opryskiwaczy lub zamgławiaczy, bez udziału operatora.

– Niestety, wszystkie okoliczności wskazują na celowe działanie osób trzecich. Mam nadzieję, że dochodzenie policji przyczyni się do wyjaśnienia sprawy – mówi Szela.

Zdjęcie: Rafał Szela

Pszczelarz każdego dnia podejmuje walkę o życie pozostałych pszczół. Nieustannie łączy, z każdym dniem zmniejszające się rodziny pszczele. Tej pracy nie ułatwiają ani pogoda, ani pora roku. Z obserwacji Rafała Szeli wynika, że substancja toksyczna nadal działa.

– Część rodzin była już wielokrotnie łączona, by mieć jakąkolwiek szansę na przetrwanie zimy. Nie wiemy jednak, w jakim stopniu użyta substancja toksyczna skróciła życie każdej z pszczół. Zrobiliśmy dla nich wszystko, co było możliwe, zgodnie z dobrą praktyką pszczelarską – zapewnia Rafał Szela.

Straty oszacował na ok. 100 tys. zł. Szela chce odbudować pasiekę. Od 5 października na pomagam.pl/pasiekarafalszela trwa zbiórka pieniędzy. Dotychczas udało się zebrać już ponad 21 tys. zł. – Każdą złotówkę powyżej 10 tys. przeznaczymy na działania edukacyjne, które pozwolą wzajemnie dzielić się wiedzą i przekazać ją dalej – zapowiada pszczelarz. 

Na pomoc ruszyli także pszczelarze z całego kraju, którzy chcą się podzielić z Rafałem Szelą zasobami własnych pasiek.  

Chcemy pokazać, jak w oparciu o dobrą praktykę, z dbałością prowadzić rodziny pszczele, na kolejnych etapach ich rozwoju. Nasza pasieka będzie miejscem otwartym dla tych, którzy chcą czerpać wiedzę i wspólnie z nami dbać o dobro pszczół – mówi Rafał Szela.

Kolejnym krokiem ma być zbudowanie rezerwy interwencyjnej pszczół pozwalającej „od zaraz” wesprzeć pszczelarzy w podobnych sytuacjach w przyszłości.

Od wiosny przyszłego roku będziemy sukcesywnie zakładać nowe rodziny pszczele, by w razie potrzeby wspierać innych, w podobnych sytuacjach. Będzie to całkowicie nowa, niekomercyjna część pasieki. Mamy nadzieję, że w ciągu dwóch lat hodowli uzyskamy niezbędne minimum pszczół pozwalające przekazywać realną i bardzo konkretną pomoc – mówi Maciej Szela, brat Rafała. 

Obecnie prowadzone są także zaawansowane konsultacje z partnerami, którzy chcą współpracować przy realizacji ogólnopolskich akcji, uwrażliwiających na obecność pszczół w naszym otoczeniu.

– Do zgromadzonych pieniędzy dołożymy swoją pasję, zaangażowanie i pracę, by jak najbardziej odwdzięczyć się, za życzliwość i okazaną pomoc. Udało nam się zebrać niezbędne minimum środków, by pasiekę odbudować. Z pomocą przyszło naprawdę wiele fantastycznych osób, którym jesteśmy niezmiernie wdzięczni – dodaje Rafał Szela.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

8 KOMENTARZE

  1. Oby się udało odbudować to co ten imbecyl zniszczył. Trzyma kciuki.

    Do Piotra; przyrodzenie w UL to za mało – jeszcze odwłok delikwenta wsadzić co by mu sranie lekko nie szło 🙂

  2. Komus chyba bylo nie po drodze, mam nadzieje ze znajda winnego, oj bardzo bym chcial , no i straty ma pokryc ze swojej kieszonki albo na roboty spoleczne dopoki tych 100000 nie odrobi, zadnego wiezienia czy pozal sie boze wyroku w zawieszeniu.

Comments are closed.